Z naszych informacji wynika, że w sprawozdaniu komisarza toru z tego meczu ma znaleźć się fragment sugerujący, że jeden z mechaników Macieja Janowskiego celowo zaatakował komisarza toru Tomasza Walczaka, uderzając go łokciem.
Wiadomo, że informacja doszło już do władz PGE Ekstraligi i została potraktowana bardzo poważnie. W tej chwili trwa zabezpieczanie materiałów dowodowych. Jeśli informacje z protokołu zawodów znajdą potwierdzenie w faktach, to mechanikowi grozi wieloletni zakaz pracy przy meczach PGE Ekstraligi.
Podczas piątkowego meczu emocji nie brakowało, a do kulminacji doszło po wypadku Macieja Janowskiego. Polak jechał na pierwszej pozycji, ale jadący za nim Philip Hellstroem-Baengs stracił kontrolę nad motocyklem i przewrócił bardziej doświadczonego rywala. Mechanicy natychmiast wybiegli z parku maszyn i to właśnie wtedy miało dojść do kontaktu pomiędzy jednym z nich, a komisarzem. Zresztą awantura trwała także później, bo swoje pretensje do komisarza bardzo mocno wyrażał Janowski, a ich rozmowa zakończyła się rzuceniem przez Janowskiego rękawiczki w stronę komisarza. Wrocławianin został za to ukarany czerwoną kartką.
ZOBACZ WIDEO: Kiełbasa z grilla u Zmarzlika. Historia wielkiej znajomości z mistrzem świata
Wiele wskazuje na to, że to właśnie Janowski i jego mechanik mogą liczyć się z najsurowszymi konsekwencjami piątkowych wydarzeń. W sprawie zarzutów odnośnie Janowskiego i jego mechanika próbowaliśmy skontaktować się z przedstawicielami Betard Sparty Wrocław, ale na razie nie odpowiedzieli na nasze pytania.
Przynajmniej na razie nie słychać nic o odpowiedzialności sędziego Bartosza Ignaszewskiego oraz komisarza Tomasza Walczaka. Choć dość często padają zarzuty, że błędem tej dwójki był brak kosmetyki toru w trakcie zawodów, to okazuje się, że ta po prostu była niemożliwa. W drugiej części zawodów na zewnętrznej części toru było przynajmniej 20 centymetrów błota. Wyjazd tam ciężkiego sprzętu mógłby uniemożliwić dokończenie zawodów. Dodatkowo pojawiłby się problem, gdzie ściągnąć tak dużą warstwę materiału.
Zawody były kontynuowane w bardzo trudnych warunkach, po opadach deszczu, które spadły tuż przed meczem. Tor nie nadawał się do ścigania, ale - przynajmniej w początkowej fazie - dało się na nim dość bezpiecznie jeździć. Wraz z kolejnymi biegami na zewnętrznej gromadziło się coraz więcej nawierzchni, a skutkiem tego były choćby wypadki Artioma Łaguty, Macieja Janowskiego i Philipa Hellstroema-Baengsa.
Pytanie retoryczne. Kto dopuścił do jazdy na nieregulaminowym torze?