Od lat należy do najlepszych żużlowców na świecie i zdobywa kolejne medale w cyklu Speedway Grand Prix, ale nigdy nie stanął jeszcze na najwyższym stopniu podium. Fredrik Lindgren trafił na okres dominacji Bartosza Zmarzlika w "czarnym sporcie". W rozmowie z WP SportoweFakty zawodnik ze stajni Monster Energy podkreśla, że nie żałuje z tego powodu. - Zmarzlik wyniósł jazdę na wyższy poziom - podkreśla Szwed, który właśnie zajmuje trzecie miejsce w "generalce" SGP i zmierza po kolejny "krążek".
Lindgren obecnie jest szczęśliwym ojcem, który znalazł oparcie u boku małżonki Caroline. To właśnie ona była kluczowa w jego karierze kilka lat temu, gdy zawodnika Orlen Oil Motoru Lublin dopadły powikłania związane z long-COVID. Choroba doprowadziła u 39-latka do depresji i przerwy w startach. - Nie byłem w stanie na przykład wytrzymać całego dnia bez snu - zdradza.
ZOBACZ WIDEO: 650 tysięcy złotych zaległości Włókniarza. Miśkowiak stracił cierpliwość
Łukasz Kuczera, WP SportoweFakty: Przed nami runda SGP na torze we Wrocławiu, kolejna w Polsce. Jak ważny dla ciebie jest nasz kraj?
Fredrik Lindgren, zawodnik Orlen Oil Motoru Lublin, wielokrotny medalista mistrzostw świata: Żużel jest obecnie najpopularniejszą dyscypliną sportową w Polsce, a PGE Ekstraliga to najlepsza liga krajowa na świecie. Oczywiście, ścigałem się w polskiej lidze przez wiele lat, więc miało to znaczący wpływ na moją karierę. Kilka lat temu kupiliśmy dom w Częstochowie, który nadal posiadamy i często w nim przebywamy w trakcie sezonu.
Swego czasu spędzałeś sporo czasu w Hiszpanii. Skąd ten kierunek?
W lutym 2013 roku odwiedziłem Hiszpanię i odbyłem krótki, dwutygodniowy obóz treningowy przed rozpoczęciem sezonu. Głównie jeździłem na motocrossie i na rowerze. Szukałem sposobu na rozwój i bardzo spodobały mi się warunki pogodowe oraz styl życia w Hiszpanii. Od tego momentu sprawy potoczyły się inaczej - w listopadzie, podczas kolejnego okresu przygotowawczego, pojechałem do Hiszpanii i zostałem tam przez cały okres poza sezonem. Teraz mamy dom w Hiszpanii.
Startujesz w SGP od wielu lat. Byłeś kilka razy blisko złota, ale nigdy go nie zdobyłeś. Chciałbyś występować w innej erze, w której np. nie ma Bartosza Zmarzlika?
Nie, to zaszczyt ścigać się z takim zawodnikiem jak Bartosz Zmarzlik. Jest niezwykle konkurencyjny i wyniósł jazdę na wyższy poziom. Nauczyłem się wiele, ścigając się w tym samym czasie co on, co rozwinęło mnie jako sportowca i żużlowca.
Zawodnicy obecnie startują coraz dłużej, wydłużają swoje kariery. Jaki termin ważności ma Fredrik Lindgren?
Kończę 40 lat w tym roku. Jestem dumny, że nadal rywalizuję na najwyższym poziomie. Myślę, że kluczem jest dla mnie wiara w to, że mogę być lepszy i szukam sposobów na rozwój jako sportowiec, żużlowiec i człowiek. Staram się prowadzić zdrowy tryb życia, trenując i odpowiednio się odżywiając, i znaleźć w tym równowagę.
Nigdy nie ukrywałeś, że bardzo ważną rolę w twoim życiu pełni żona Caroline. Jest dla ciebie kimś na wzór psychologa?
Jest dla mnie bardzo ważna i jest jedną z niewielu osób, które znają mnie bardzo dobrze. Jest dla mnie ogromnym wsparciem w życiu i jestem bardzo wdzięczny, że mam ją u boku.
Nie bałeś się też mówić o depresji i chorobie long-COVID. Miałeś takie poczucie, że łamiesz temat tabu w żużlu? Bo niewielu zawodników dotąd miało odwagę przyznać się do takich problemów.
To był bardzo trudny okres w moim życiu z powodu długotrwałego COVID-19. Niewiele osób wie, jak bardzo był on dotkliwy. Walczyłem z nim przez około trzy lata, miałem problemy z oddychaniem, kaszlem i nie miałem energii. Nie byłem w stanie np. wytrzymać całego dnia bez snu, ze zmęczenia musiałem sobie robić drzemki. W końcu doprowadziło to również do depresji, co było trudne dla mnie i mojej rodziny. Teraz czuję się dobrze, wyzdrowiałem i jestem za to wdzięczny. Wiele się nauczyłem, przechodząc przez to i wiem więcej o tym, jak pomóc organizmowi w regeneracji i uzyskać prawdziwy odpoczynek dzięki medytacjom i podobnym rozwiązaniom.
Jesteś też szczęśliwym ojcem. Czy posiadanie dzieci zmieniło twoje podejście do ścigania?
Cóż, niektórym ludziom zdarza się, że po urodzeniu dzieci nie są już tymi samymi zawodnikami. Na szczęście czuję, że bycie ojcem nie miało negatywnego wpływu na moje wyścigi.
Był okres, że startowałeś na raz w Polsce, Wielkiej Brytanii, Szwecji. Do tego dochodziły turnieje SGP i inne. Teraz tych występów u Ciebie jest mniej. Z czego to wynika?
Przez długi czas, jak wspomniałeś, brałem udział w wielu wyścigach w sezonie. To był inny okres w moim życiu - byłem młodszy i nie miałem rodziny. Uważam, że dobrze było przejść przez ten etap. Zdecydowanie pomógł mi rozwinąć umiejętności i ściganie się. Teraz potrzebuję więcej czasu na regenerację między wyścigami, na inne rodzaje treningów, a także na spędzenie czasu z bliskimi.
Nie martwi cię sytuacja żużla w Szwecji? Ty i Tony Rickardsson jesteście legendami SGP, a brakuje waszych następców.
Obecnie stan szwedzkiego żużla nie wygląda najlepiej. Dlaczego tak się dzieje? To złożone pytanie. Wiem, że ostatnio podjęto działania mające na celu pomoc młodym szwedzkim zawodnikom, takie jak seria Szwedzkiej Akademii Żużlowej prowadzona przez Linusa Sundstroema. Mam nadzieję, że będzie to miało pozytywny wpływ na szwedzki żużel. Oby w przyszłości pojawili się nowi, dobrzy zawodnicy ze Szwecji.
W jakiej roli widzisz siebie po zakończeniu kariery? Jesteś w stanie w 100 proc. odciąć się od żużla, czy po tylu latach jest to nierealne?
W tej chwili nie mam pojęcia, wciąż skupiam się na wyścigach. Co będzie potem, to pytanie na przyszłość.
Rozmawiał Łukasz Kuczera, dziennikarz WP SportoweFakty
Chłop ma obok Zmarzlika najlepszą technikę jazdy.
Oby jak najdłużej jeździł.