Żużel. Charakter do rany przyłóż. Na torze nikomu nie odpuszczał

WP SportoweFakty / Jarek Pabijan / Na zdjęciu: Ronnie Correy w żółtym kasku
WP SportoweFakty / Jarek Pabijan / Na zdjęciu: Ronnie Correy w żółtym kasku

Na przełomie lat 80. i 90. ubiegłego wieku był jednym z najlepszych żużlowców ze Stanów Zjednoczonych. W swoim CV ma występy w Polsce, a w jednym z meczów pojechał z... licencją australijską.

Ronnie Correy przyszedł na świat 8 listopada 1966 roku w kalifornijskim Bellflower. Jako 21-latek - z pomocą Sama Ermolenko trafił do Wielkiej Brytanii, a konkretniej do Wolverhampton Wolves. i do dziś pozostaje w sercu promotora drużyny - Chrisa van Straatena. W podobnym tonie wypowiadają się o nim w Lesznie, choć można powiedzieć, że zaliczył w tym klubie tylko epizod.

To jednak w Wolverhampton stał się legendą. W latach 1987-1993, 1996-97, 2000 i 2005-2006 barwach Wolves wziął udział w 466 spotkaniach, w których zdobył 4152 punkty. Nie był to dla niego naturalnie jedyny przystanek w brytyjskich wojażach, bo zaliczył swoje również w Long Eaton Invaders (1995), Belle Vue Aces (1998-1999, 2004), Swindon Robins (2006) oraz Edinburgh Monarchs (2007).

ZOBACZ WIDEO: "Lubię problemy". To dlatego kupił Włókniarza

Siedmiokrotnie stawał na podium Drużynowych Mistrzostw Wielkiej Brytanii: dwa razy zwyciężał w tych rozgrywkach (1991, 1996), czterokrotnie był wicemistrzem (1989, 1990, 1993, 1998) oraz raz trzeci (2006). Z sukcesami ścigał się na kanwie międzynarodowej - w 1992 roku został mistrzem świata w drużynie oraz parach, a do swojego CV dorzucił jeszcze dwa brązowe medale DMŚ (1991, 1999) i srebrny w duetach (1993).

Rok 1992 był dla Correya szczególnie ważny, bo oprócz międzynarodowych sukcesów przyszła także pora na debiut w polskich rozgrywkach ligowych. Pierwszym pracodawcą w kraju nad Wisłą dla Amerykanina była Unia Leszno, która wówczas ścigała się na drugim poziomie rozgrywkowym.

26-letni wówczas zawodnik wystąpił w sześciu meczach, w których w 30 wyścigach zdobył 70 punktów i pięć bonusów. Średnia 2,500 to był jego najlepszy wynik w rozgrywkach w Polsce w całej karierze. W Lesznie ścigał się także w latach 1997-1998, wcześniej jeżdżąc dla Stali Rzeszów (1993), Unii Tarnów (1996), a później jeszcze spędzając dwa lata w Łodzi (1999, 2000).

- Ronnie Correy to chłopak, który ma charakter do rany przyłóż. Był zawodnikiem, który jeździł widowiskowo, choć za mojej kadencji prezesa klubu zdobywał średnio 7-8 punktów. Wtedy w latach 1997-1998 Amerykanin wielu spotkań nie pojechał, bo w składzie mógł być tylko jeden obcokrajowiec. Correy był więc zmiennikiem Leigh Adamsa - wspominał w rozmowie z WP SportoweFakty, Rufin Sokołowski.

To właśnie były prezes leszczyńskiego żużla podzielił się z naszymi czytelnikami pewnymi historiami związanymi z Correyem. W jednym ze spotkań ligowych Amerykaninowi odjęto punkty, bowiem okazało się, że ścigał się on na oponach, które miały homologację w Wielkiej Brytanii, ale nie posiadały takowej dla polskich rozgrywek ligowych.

Żużlowiec nie mógł tego zrozumieć - tak samo, jak zachowania gospodarzy, sugerując, że takie rzeczy powinno się załatwiać przed spotkaniem. - Correyowi zachowanie gorzowian nie mieściło się w głowie, nie było w tym żadnych zasad fair-play - wspominał Sokołowski w rozmowie z Dawidem Frankiem.

Sokołowski przypomniał także, jak w jednym ze spotkań jego podopieczny wystartował z "australijską licencją". Amerykanie - Ronnie Correy, Greg Hancock oraz Billy Hamill nie posiadali kserokopii amerykańskiej licencji na jazdę w Polsce. Hancock i Hamill nie zostali dopuszczeni do meczów 1. kolejki rozgrywek. Ich rodak otrzymał za to szansę występu. Jak do tego doszło? - Licencję Correyowi zrobiłem sam, a sędzia uznał, że wszystko jest w porządku - z uśmiechem na twarzy wspominał po latach działacz.

Komentarze (1)
avatar
Don Ezop Fan
8.11.2025
Zgłoś do moderacji
5
3
Odpowiedz
Don Bartolo zna Correya, poznali sie przez Sama Ermolenko;) 
Zgłoś nielegalne treści