16-latek z Polski robi furorę. "Jestem jego fanem numer jeden!"

WP SportoweFakty / Sonia Kaps / Na zdjęciu: Maksymilian Pawełczak, Gary Havelock
WP SportoweFakty / Sonia Kaps / Na zdjęciu: Maksymilian Pawełczak, Gary Havelock

Gary Havelock komentuje rozstrzygnięcia minionego sezonu. Wskazuje główną przyczynę porażki Motoru Lublin w finale PGE Ekstraligi, chwali formę Maksymiliana Pawełczaka i podkreśla, że Polonia Bydgoszcz powinna w 2026 roku koniecznie awansować.

Indywidulny mistrz świata z 1992 roku, Brytyjczyk Gary Havelock, obchodził ostatnio 57. urodziny. W rozmowie z WP SportoweFakty wspominał tytuł, który wywalczył we Wrocławiu. Tym razem podsumowuje miniony sezon w cyklu Grand Prix oraz na polskich torach.

Konrad Mazur, WP SportoweFakty: Wszyscy mówimy o rekordzie, którego dokonał Bartosz Zmarzlik, ale w pamięci pozostanie nam jego fenomenalne starcie z Bradym Kurtzem. Wygrał aż pięć rund, ale nie został mistrzem. Dla jego rodaków to było coś nie do uwierzenia.

Gary Havelock, Indywidualny Mistrz Świata 1992: To prawda, to coś niesamowitego. Masz zawodnika, który przez pół sezonu dominuje kolejnych rywali, a ostatecznie nie zostaje mistrzem. Gdyby rywalem Brady’ego był ktoś inny, nie mam wątpliwości, że zdobyłby złoto. Jednak Zmarzlik był fenomenalny - konsekwentny, regularny, wciąż meldował się w finałach i zbierał kluczowe punkty. Pokazał, jak mocnym jest zawodnikiem. Przed sezonem nikt nie zastanawiał się, kto zostanie mistrzem. A teraz? Jak będzie wyglądała ta dyskusja? Brady pokazał wszystkim, że można postawić się Zmarzlikowi. Pokonał tę przeszkodę, która nazywa się systematyczność.

Czy uważasz, że dominacja Bartosza Zmarzlika jest w tym momencie zagrożona?

Po tym co zobaczyłem w tym roku, to jest to bardzo prawdopodobne. Jednak Zmarzlik udowodnił kolejny raz, że zasługuje na złote medale. Wszyscy gadali o Bradym, a on cały czas robił swoje, patrzył na swój interes. Myślę, że kiedy go zapytasz o to mistrzostwo, powie ci, że było naprawdę wyjątkowe, nie takie jak to pierwsze, ale szczególne w jego pamięci. Ten sezon zostanie mi długo w głowie, takiego ścigania już dawno nie oglądałem.

ZOBACZ WIDEO: Pedersen mówi wprost. To przez niego do końca życie nie będzie mógł normalnie chodzić

Przejdźmy do tego, co działo się w PGE Ekstralidze. Chciałbym poznać twoją ocenę ubiegłych rozgrywek i ich atrakcyjności. Jak oceniłbyś je w skali od 1 do 10? Powiedz też, co podobało ci się najbardziej, a co potrafiło zniechęcić.

Kocham polskie rozgrywki. Profesjonalne podejście, dobrze przygotowane tory, które są równe dla każdego, co nie jest standardem w Anglii. Są tu najlepsi zawodnicy, a to sprawia, że możesz dać 9 albo 10 za całokształt. Zdarzają się mecze, które są nudne, ale czy w każdym sporcie jest tak, że ekscytujesz się od pierwszej do ostatniej minuty? Bardzo podobała mi się Metalkas 2. Ekstraliga, spotkania były zacięte, a wyniki czasem odbiegały od przewidywań.

Przed rozpoczęciem sezonu stwierdziłeś, że nie będzie o czym gadać, bo Orlen Oil Motor Lublin zgarnie tytuł w cuglach, a gra szybko się skończy. Tak to wyglądało przez rundę zasadniczą. Jak bardzo jesteś zaskoczony tym, że lublinianie musieli oddać złoto?

To ogromna niespodzianka. W sumie przegrali tę rywalizację w Toruniu. Pojechali naprawdę słabo. Patrząc na zbiór talentów, które tam się zjawiły, to zaskoczenie. Toruń pojechał najlepsze zawody w tym sezonie.

Opowiedz mi o swoich wrażeniach z pierwszego spotkania. Niektórzy twierdzili nawet, że Motor nie przegra z PRES Grupą Deweloperską Toruń, tymczasem zaprezentował się naprawdę blado.

Toruń był znakomity, a Lublin pojechał poniżej poziomu. Tak naprawdę odpowiednio spisał się tylko Zmarzlik. Fredrik Lindgren czy Jack Holder powinni w takich meczach jechać na o wiele wyższym poziomie. A w Grand Prix jadą naprawdę dobrze. Wydawało się, że taki tor nie powinien być jakimkolwiek problemem. Nie wiem, czy to była kwestia psychiki, czy lepszego przygotowania gospodarzy.

W rewanżu mało kto wierzył, że uda się odrobić 18 punktów. Kto wie - gdyby nie pewne okoliczności, mogło się skończyć tak, że drużyna z Lublina sięgnęłaby po mistrzostwo.

Mając taką stratę możesz liczyć już tylko na to, że przyciśniesz przeciwnika do ściany, nie pozwalając mu na gromadzenie punktów. 6-8 to bardzo bezpieczna przewaga, każda kolejna to ryzyko, że się nie uda. To są jednak finały. Z całego przebiegu meczu można było wywnioskować, że dało się to odrobić. Lublin naprawdę się przygotował, ale każdy błąd kosztował ich naprawdę dużo. Jack Holder podjął takie ryzyko, podobnie Dominik Kubera. Musisz wyprzedać tak, aby nikt na tym nie ucierpiał i nikt się do ciebie nie przyczepił. Cztery wykluczenia były tu decydujące. Stanowczo za dużo.

Jakiś czas temu, przy okazji Memoriału im. Edwarda Jancarza odwiedziłeś swój pierwszy klub w Polsce, tj. Stal Gorzów. Dziś sytuacja Stali nie jest najłatwiejsza. Dużo mówi się o tej drużynie, choć dużo mniej w aspektach sportowych.

Na pewno szkoda, bo Stal Gorzów jest głęboko w moim sercu. Ciężko się na to patrzy, że klub ma swoje problemy. Oczywiście wszystko kręci się wokół pieniędzy. Kiedy oglądałem mecze Stali, to stadion nie był pełny, a to jest problem dla działaczy. Takie kwestie nie zachęcą na pewno zawodników do podpisania kontraktów. Jeżeli nie masz dobrych zawodników, to nie przekonasz kibiców, by przyszli na trybuny. Będą woleli oglądać mecze w telewizji. To zadanie dla władz, by zebrać dobry zespół i sprawić, żeby stadion Stali znów był pełny. Myślę, że Piotr Świst wykonał dobrze swoje zadanie, patrząc jakie miał możliwości. Powinien dalej prowadzić zespół.

Dziwiło mnie, że Andrzej Lebiediew tak wspaniale jeździł w GP, a w niektórych meczach ligowych jechał słabiej. Praca trenera nie jest łatwa, jeśli widzisz takie przypadki, że coś się nie układa. Nie zapominajmy, że Gorzów nie miał dobrego zawodnika na U-24. Swoje problemy mieli Thomsen oraz Vaculik.

Rok temu mówiłeś mi, że jako zawodnik chciałeś jeździć dla klubu z Bydgoszczy. Zachwycasz się talentem Wiktora Przyjemskiego. Polonia co roku puka do bram PGE Ekstraligi, lecz kolejny raz musiała obejść się smakiem. Indywidualny mistrz świata juniorów z 2024 roku zdecydował się wrócić do miejsca, w którym się wychował - dla niektórych to zaskakujący ruch. Jak oceniasz tę decyzję i tegoroczną jazdę Przyjemskiego?

Uwielbiam oglądać zawody na bydgoskim torze! Wiktor ponownie miał bardzo dobry sezon, co mnie cieszy. Szkoda na pewno tej kontuzji w końcówce, bo miała wpływ na jego zespół czy wyniki indywidualne. Dla mnie to świetny startowiec, bo kiedy jest z przodu, nie masz większych szans by go minąć. W przyszłym roku Bydgoszcz będzie mieć najmocniejszą parę juniorską w lidze. Wow! Już nie mogę się doczekać ich jazdy. Jeżeli nie teraz, to kiedy awansują do PGE Ekstraligi? Bydgoszcz musi zrobić wszystko, aby awansować bezpośrednio.

W Bydgoszczy ściga się twój rodak, Tom Brennan. Jakiś czas temu cieszyły cię jego starty. Miał sporo udanych występów, a średnia 1,987 na bieg pozwala myśleć pozytywnie przy jego osobie.

Ten sezon na pewno go zbudował. Widać było solidność w jego jeździe, to nie jest jeszcze poziom Grand Prix, ale robi duży postęp. Dobrze się patrzy na jego przygotowanie, zaangażowanie, chęć walki na torze. Nie widzę, żeby odpuszczał, nie jest łatwym przeciwnikiem. Miałem porównanie do jego startów w Ipswich. Poprawił się w wielu kwestiach. Pozostaje pytanie, jak to potoczy się dalej, bo na razie wygląda to dobrze. Jeśli stale będzie robił ten progres, to będzie gotowy do jazdy w cyklu. Myślę, że niedługo nas zaskoczy.

W Bydgoszczy czekano aż w pierwszej drużynie będzie mógł zadebiutować Maksymilian Pawełczak - mistrz świata SGP3. Oglądałeś jazdę tego 16-latka? Jeśli tak, co możesz powiedzieć o jego stylu?

Widziałem finał MIMP w Bydgoszczy, w którym przyjechał tuż za Przyjemskim. Świetna sprawa! A ten baraż z Gorzowem? Wszedł jak do siebie, bez kompleksów. Jest tak młody, a spod taśmy wychodzi w naprawdę rasowy sposób. Z pewnością zdaje sobie sprawę, jak kluczowy jest to element. Jestem pod ogromnym wrażeniem tego chłopaka - zapowiada się fantastycznie. Z niecierpliwością czekam na jego pierwszy pełny sezon. Wiedz, że od teraz jestem jego fanem numer jeden!

Pomówmy o kolejnym sezonie. Dużo zmian zaszło w szeregach Motoru Lublin. Kubera wybrał Zieloną Górę, Holder Gorzów, a Przyjemski Bydgoszcz. Zamiast tego klub pozystał Martina Vaculika oraz Kacpra Worynę. Jak oceniasz te ruchy? Czy wicemistrz Polski będzie dużo słabszy względem roku 2026?

Na pewno będą słabi niż w tym roku. Kuberę czy Holdera da się zastąpić, a tak Lublin właśnie zrobił, ale Przyjemskiego zastąpić się nie da. To był ogromny atut tej drużyny. Kluczem do osiągania sukcesów jest zawodnik rezerwowy, który będzie w stanie skutecznie zastępować tych słabszych. Przyjemski to robił. Widzieliśmy, ile Motor sporo stracił przy jego kontuzji. Ten zespół nadal będzie mocny, ale nie będą już nietykalni, czy poza zasięgiem. Co do zmian? Czasami jest taka potrzeba. Dla mnie to coś normalnego, zdrowego, że dokonuje się jakiejś korekty. Nie będzie już dominacji.

Aktualny drużynowy mistrz Polski, PRES Toruń dokonał jednej zmiany, zamiast Jana Kvecha będzie Norick Bloedorn. Betard Sparta Wrocław będzie korzystać z Mikkela Andersena a Stelmet Falubaz Zielona Góra oprócz Kubery pozyskał Lebiediewa. Jak widzisz siłę zespołów?

To bardzo ciekawe zespoły, jednak same nazwiska to nie wszystko - kluczowe jest zbudowanie odpowiedniej formy. Toruń trafił z nią idealnie: miał słabszy okres w pierwszej fazie sezonu, ale później z meczu na mecz się rozpędzał, aż w końcu był w stanie pokonać Lublin.

Kibice w Polsce cieszą się z szóstego złota Bartosza Zmarzlika, ale część była zawiedziona, gdyż z torem żużlowym pożegnał się Jarosław Hampel. Jakim zawodnikiem był dla ciebie dwukrotny indywidualny wicemistrz świata? Czy to był materiał na złotego medalistę GP?

Pamiętam, jak ścigał się w Ipswich Witches, zespole naszpikowanym gwiazdami, który był niepokonany - trochę jak Lublin w ostatnich latach. Dwadzieścia osiem lat kariery to fantastyczne osiągnięcie, zwłaszcza utrzymując się na takim poziomie. Na pewno miał talent i predyspozycje, by zostać najlepszym na świecie. Problem jest jednak jeden - w każdym roku może być tylko jeden mistrz. To bardzo trudne, gdy twoimi rywalami są tacy zawodnicy jak Tony Rickardsson, Nicki Pedersen czy Greg Hancock. Być może zabrakło mu odrobiny szczęścia. Pamiętam też jego groźne kontuzje, szczególnie tę, gdy wpadł pod bandę. Jarek był znakomitym startowcem, a karierę zakończył jako wybitny żużlowiec.

Brady Kurtz to największa niespodzianka sezonu, myślę, że zgodzisz się z tym stwierdzeniem. A kto jeszcze sprawił, że poświęciłeś tej osobie więcej uwagi?

Nie sądzę, żeby ktoś lepiej wypadł, ale urzekł mnie Michael Jepsen Jensen. To, co potrafił na początku kariery, a potem - jakby zapadł się pod ziemię na dziesięć lat, które właściwie przepadły. Nagle wraca w takim stylu. Wielu myślało, że to jednorazowy wyskok. Tymczasem bardzo cieszyło mnie to, jak zaprezentował się w tym i poprzednim sezonie. Myślę, że to jeszcze nie koniec w jego wykonaniu - będzie tylko lepiej.

Który z zawodników rozczarował cię w tym roku, a oczekiwałeś od niego zdecydowanie więcej? Oczywiście, jeżeli taki jest.

Jedyne oczekiwania jakie mam względem zawodników, to by rozruszali ludzi na trybunach oraz przed telewizorami. Mnie także (śmiech). Kocham świetne ściganie. Nie sądzę, by ktoś zawiódł w pełni. Na więcej stać Fredrika Lindgrena, który czaruje nas w Grand Prix.

Maciej Janowski? Powoli schodzi w dół ze swoim poziomem. To zawodnik ogromnych możliwości - ma talent, potrafi pracować. Może traci zapał do tego sportu? Może jest zbyt uprzejmy dla reszty? Czasem musisz być bezwzględny wobec innych. On sam na pewno zna odpowiedź na te pytania. Nie znam przyczyny, dlaczego tak się dzieje, ale jego kariera niestety idzie w złym kierunku. Czasem widzimy jego predyspozycje do tego sportu, jak potrafi mijać i zrobić show. On tego na pewno nie zapomniał. Robi mi się przykro, gdy widzę go w tej wersji, tym bardziej, że pokochałem jego styl jazdy i to, co potrafi. Chciałbym, żeby wrócił w wielkim stylu, być może jak Jepsen Jensen ostatnio czy kiedyś Greg Hancock.

W ostatnich latach jesteśmy przyzwyczajeni, że komentujemy sytuację z przyznawaniem dzikich kart. Nie podobały ci się one rok temu, a jak teraz? Co powiesz o Jasonie Doyle'u? Niektórzy nie chcą go już w Grand Prix.

Zgadzam się z tą kandydaturą. To wciąż jest mistrz świata. Zobacz, że tam ciągle są przebłyski znakomitej jazdy. Przyjeżdża do Wrocławia, robi 20 punktów w meczu, z ludźmi, którzy jeździli albo jeżdżą w cyklu. Stać go na dobre rundy. Moim zdaniem nadal ma w sobie to coś. Zasługuje na miejsce.

Co do Maxa Fricke'a, to większość opinii ma wydźwięk pozytywny. Jak ty to widzisz?

Nie wziąłbym go do cyklu na kolejny rok. To nie mój styl. To zawodnik, który nigdy mnie nie oczarował swoją jazdą. Moje oczy muszą czuć ekscytację, gdy żużlowiec ściga się po torze. On jeździ zbyt zachowawczo - to jak nowa wersja Leigh Adamsa. Ma ogromne umiejętności, ale nie podejmuje ryzyka. To bardzo dobry żużlowiec, jednak nie potrafi mnie do końca przekonać.

Gdybyśmy o tym rozmawiali kilka lat wcześniej nie byłoby tematu, ale teraz dzika karta dla Taia Woffindena to szok. Tym bardziej, że ma bardzo długą przerwę od ścigania.

Kontrowersyjna decyzja. Zastanawia mnie jak duży wpływ miało pewne środowisko. Tai jest znakomitym zawodnikiem, ale jego czas w cyklu przeminął. To nie jest dobry pomysł. Myślę, że znalazłby się ktoś lepszy od Taia na ten moment. Jest dwójka żużlowców, którzy się nadają, ale nie pozwolą im jeździć.

Można powiedzieć, że czas dawnych bohaterów żużla odchodzi już na zawsze. Tony Rickardsson, Jason Crump czy Greg Hancock są od dawna poza torem. Wśród legend pozostał jeszcze Nicki Pedersen. W ostatnich latach przeszedł wiele upadków i kontuzji, a jednak wciąż ma w sobie chęć do ścigania. Wrócił do PGE Ekstraligi, choć nie była to dobra decyzja. Nadal widzimy jednak Nickiego na pierwszym planie - często ma pretensje do członków zespołu, a nawet potrafi psuć atmosferę. Wielu uważa, że to już odpowiedni moment, by zakończyć karierę i odejść w chwale.

Ten czas już nadchodzi, myślę, że już to powinno się wydarzyć. Potrafi wygrywać starty, czasem jeszcze kogoś minie, ale to już nie jest to. Kontynuacja kariery w tej formie sprawi, że ludzie będą się z niego śmiać. Jeśli skończy już niedługo, utrzyma w pamięci kibiców swoje wielkie wyniki i legendę, którą zbudował wokół siebie. Uwielbiałem oglądać jego zaciętość, twardość, zdecydowanie, pewność siebie, charakter. Nawet jak wkurzał wielu, to ludzie siadali do telewizora, aby zobaczyć, czy komuś w pewnym momencie nie zasunie kopa.

Coraz częściej łączy się Duńczyka z Krajową Ligą Żużlową. Nie brakuje jednak opinii, że tak utytułowany zawodnik nie powinien jeździć w najniższej klasie rozgrywkowej.

Też tak uważam. Jedyny powód, jaki tu dostrzegam, to po prostu miłość do jazdy na motocyklu. Pieniądze raczej nie mają znaczenia - jest jednym z najbogatszych żużlowców i niczego mu nie brakuje. Nie musi też już niczego udowadniać. Wszystko zależy od niego i od tego, co postanowi dalej zrobić.

Rozmawiał Konrad Mazur, dziennikarz WP SportoweFakty

Komentarze (7)
avatar
loramo
8.11.2025
Zgłoś do moderacji
2
0
Odpowiedz
Na kolana przed [][][] POLONIĄ BYDGOSZCZ [][][] 
avatar
pokes
7.11.2025
Zgłoś do moderacji
0
0
Odpowiedz
Hawelok, imprezowicz i pijaczyna, takim go zapamiętałem. 
avatar
Kazimierz Klimek
7.11.2025
Zgłoś do moderacji
5
5
Odpowiedz
Kto to jest Gary Havelock ? 
avatar
Markur
7.11.2025
Zgłoś do moderacji
5
2
Odpowiedz
Przypadkowy mistrz, ale mistrz (jak Kujawa). Pawelczak, chłopak młody, jeszcze rośnie, a już go dusiciel pismaki. Dajcie mu żyć. 
avatar
mały w
7.11.2025
Zgłoś do moderacji
3
0
Odpowiedz
Polski żużel znamy z autopsji, sami na codzień jesteśmy światkami tego co się dzieje?
Gary Anglik, czy można było zapytać go o żużel na Wyspach? 
Zgłoś nielegalne treści