Erik Riss wiązał z minionym sezonem bardzo duże nadzieje. Mówił otwarcie, że jest bardzo zmotywowany, aby osiągnąć możliwie, jak najlepsze wyniki i wykonać kolejny krok w przód. Niestety - ambitne plany Niemca przerwał nawrót problemów zdrowotnych, które negatywnie wpływały na jego wzrok. To spowodowało, że 30-latek musiał przedwcześnie zakończyć ściganie.
- Cała ta droga przez mękę, kiedy chodzi się od lekarza do lekarza i wciąż nie ma się pewności, była ogromnym obciążeniem psychicznym. Ale cały ten stres i frustracja tylko bardziej mnie motywują na moment, gdy znowu będę mógł wystartować - mówi Riss w rozmowie ze speedweek.com.
ZOBACZ WIDEO: CBA we Włókniarzu. Nowy właściciel zdradza szczegóły
Niemiec nawet przez chwilę nie myślał o tym, by zakończyć karierę. Prowadzi rozmowy z klubami angielskimi w sprawie kontraktu na sezon 2026. Będzie ścigał się także w Krajowej Lidze Żużlowej, gdzie parafował umowę z Trans MF Landshut Devils. Najważniejszy jest jednak dla niego powrót do tego, co robi od wielu lat.
- Już w 2023 roku przeszedłem podobną drogę i w 2024 musiałem zaczynać w Anglii bez klubu, od zera, walcząc o powrót. W tym roku, mając za sobą pełny sezon, chciałem zrobić krok naprzód - i rzeczywiście mi się to udało, aż do momentu ponownego zachorowania. Na długim torze chciałem odzyskać tytuł mistrza świata i w Herxheim pokazałem, że jestem w formie. Dlatego tym trudniej było pogodzić się z faktem, że wszystko nagle się skończyło - przyznał 30-latek.