W posezonowej konferencji PRES Grupy Deweloperskiej Toruń uczestniczył Patryk Dudek. Dla niego kończący się rok był wyśmienity, gdyż zgarnął praktycznie wszystko, co się dało: indywidualnie - mistrzostwo Polski i Europy, a drużynowo triumfował w PGE Ekstralidze z Toruniem oraz duńskiej SpeedwayLigaen z ekipą ze Slangerup.
- Być może po imprezie dla sponsorów dojdzie do mnie, że jak to był świetny sezon i drużynowo, i indywidualnie. Na razie żyję z dnia na dzień, bo tyle się dzieje i czekam na cieplejsze dni. Od czasu do czasu wrzucę mojego kota do sieci, żeby dostać od ludzi dobry feedback, kot robi show, więc myślimy o założeniu konta i jakiejś współpracy z karmami. Zima będzie owocna - zapowiada Dudek.
ZOBACZ WIDEO: "Lubię problemy". To dlatego kupił Włókniarza
- Za rok będzie więcej zawodów, ale ja takie rzeczy przeżyłem już wcześniej i jestem do nich przyzwyczajony. Bardziej ciekawią mnie zmiany, które nie są jeszcze potwierdzone, tak jak homologacja kasków, bo nie wiem, czy zdążę je pomalować. Mało się o tym mówi, ale trzeba myśleć o tym, czy będziemy mieli co włożyć na głowę. Niby jest po sezonie, a cały czas coś się dzieje - opowiada zawodnik.
Pod koniec sezonu wychowanek Falubazu doświadczył serii upadków - przytrafiły mu się dwa w rewanżowym boju o złoto z Orlen Oil Motorem Lublin oraz jeden w barażu Speedway of Nations.
- Rehabilituję jeszcze plecy po upadkach z finału w Lublinie. Coś tam robiłem, ale nadal doskwiera mi ból. Muszę za to poważniej się zabrać, żeby w grudniu zacząć już sezon przygotowawczy. Może ten niegroźny upadek był na tyle niebezpieczny, że rzeczywiście coś z tymi plecami jest. Wyszedłem z założenia, że tydzień poboli i przejdzie, a tymczasem minął miesiąc od meczu, a ja nadal je czuję - opisuje 33-latek.