Mateusz Domański, dziennikarz WP SportoweFakty: Jak oceniasz sezon 2025 w swoim wykonaniu?
Olivier Buszkiewicz, w sezonie 2025 zawodnik H.Skrzydlewska Orła Łódź: Sezon oceniam na plus, jak każdy, bo to kolejny rok ścigania się w lidze i zdobywania doświadczenia. Oczywiście były też minusy - dla mnie największym problemem był tor w Łodzi. Było z nim sporo komplikacji i mam wrażenie, że przez to za dużo było szukania odpowiednich ustawień. Warto zauważyć ze wyjazdy w moim wykonaniu wyglądały lepiej i to uważam za plus.
W tym sezonie sporo też straciłem, chociażby w eliminacjach do Młodzieżowych Mistrzostw Polski, gdzie zostałem wykluczony z biegu, mimo ewidentnego kontaktu, po którym rywal wywiózł mnie do bandy - niestety to wykluczenie zabrało mi awans do finału. Wiem jednak, nad czym mam pracować oraz to, że mam chęci i motywację, żeby działać dalej.
ZOBACZ WIDEO: "Lubię problemy". To dlatego kupił Włókniarza
Jak układała się współpraca z łódzkim klubem?
Z mojej strony nie mam żadnych zastrzeżeń. Wszystko wyglądało dobrze. Współpraca przebiegała poprawnie i w dobrej atmosferze.
Wiem, że miałeś operację oczu. Skąd konieczność zabiegu i czy wpłynęło to na twoją formę?
Operację miałem nie w tym roku, tylko w lipcu zeszłego roku. Była ona konieczna po upadku w Opolu, podczas eliminacji do Młodzieżowych Mistrzostw Polski. Później przeszedłem jeszcze kolejną operację korekcyjną w szpitalu im. dr. Jana Biziela w Bydgoszczy, dzięki czemu wszystko ostatecznie dobrze się ułożyło, choć niestety cały proces trochę się przez to wydłużył.
Na szczęście dziś wszystko jest w porządku, a w tym sezonie wróciłem na tor w Opolu podczas DMPJ i zdobyłem tam dwucyfrówkę, więc można powiedzieć, że ten tor został "odczarowany" (śmiech).
Jak oceniasz swoją karierę juniorską?
Oceniłbym ją na mocne cztery z plusem. To były lata, które bardzo szybko minęły. Zacząłem też dość późno, bo dopiero mając 16–17 lat. Najpierw były pierwsze starty w Poznaniu (KLŻ), potem krok w górę, liga wyżej - Polonia Bydgoszcz i walka o awans. Drugi sezon w Polonii był naprawdę udany, aż do momentu wspomnianej wcześniej kontuzji. Po przerwie niestety nie udało się wrócić do takiej formy, jak wcześniej.
Ten rok w Łodzi był z kolei bardzo wyboisty - początek równy, potem trochę słabiej, ale z przebłyskami na wyjazdach. Na szczęście ostatni mecz sezonu był już zdecydowanie lepszy i udało się dobrze zaprezentować przed własną publicznością.
Co dalej z twoją karierą?
Na pewno chcę dalej jeździć i się ścigać - to coś, co naprawdę kocham robić. Mam motywację i determinację. Wiem, co muszę poprawić i w jakim kierunku działać. Niestety, na ten moment nie mam jeszcze żadnej propozycji, ale jestem otwarty na rozmowy i różne możliwości. Najważniejsze, żeby się dalej rozwijać.
Czym zajmujesz się poza żużlem?
Poza żużlem często jeżdżę na crossie, tym bardziej że moja dziewczyna też ze mną jeździ, więc jest raźniej i przyjemniej. To nasza wspólna pasja, zwłaszcza teraz w okresie zimowym. Poza tym cały czas "kręci się" wszystko wokół żużla - trudno się od tego oderwać (śmiech).
Jakie są twoje marzenia?
Moim marzeniem jest po prostu robić to, co kocham - ścigać się i rywalizować na torze. To daje mi ogromny "fun" i satysfakcję. Chcę stopniowo piąć się w górę, krok po kroku, solidnie i konsekwentnie.
Czy masz swojego idola?
Jest kilku zawodników, których bardzo cenię. Od samego początku, kiedy zacząłem chodzić na żużel, moim idolem był Emil Sajfutdinow - do dziś nim jest. Nawet słyszałem kiedyś w Bydgoszczy, że mam trochę podobny styl jazdy (śmiech). Oczywiście bardzo podziwiam też Bartka Zmarzlika, bo jeśli się od kogoś uczyć i podpatrywać, to od najlepszych.