To pierwszy sezon bez Petera Ljunga na żużlowych torach. Szwed jednak na żużel się nie obraził, a więc przeciwnie - jest nadal bardzo aktywny w środowisku, bowiem wspiera swojego syna - Eddiego. W ostatnim czasie pojawiają się głosy, jakoby były uczestnik Grand Prix mógł wrócić, ale w roli menedżera jednej z ekip Bauhaus-Ligan.
Ljung nie ukrywa, że tęskni za niektórymi sprawami z czasów, gdy ścigał się w lewo. - Znajomości. Wielu przyjaciół, których poznałem przez lata, wciąż bywa na torze. Dużo z tego, co się działo w telefonie, to rozmowy z zawodnikami czy mechanikami. Z drugiej strony mam teraz nową ekipę i nowe relacje w pracy. Trochę brakuje adrenaliny - trudno to zastąpić, nawet jeśli człowiek ma pełne ręce roboty - przyznał Ljung w rozmowie ze speedwayfans.se.
ZOBACZ WIDEO: CBA we Włókniarzu. Nowy właściciel zdradza szczegóły
Rozwój syna spędza sen z powiek Peterowi Ljungowi. Zależy mu, aby Eddie osiągnął znacznie więcej od niego. Na razie jednak dużo nauki przed 14-latkiem, który teraz będzie wkraczał w świat "pięćsetek".
- Było dobrze, choć początek był nieco ospały. Skupiliśmy się jednak na innych rzeczach niż większość, bo mam własne doświadczenie z toru. Mam jasne przekonanie, na czym należy się koncentrować. Dużo ćwiczyliśmy technikę jazdy, wybór linii i panowanie nad motocyklem - zamiast tylko próbować być najszybszym kosztem kontroli - dodał.
- Gdy Eddie opanuje wszystkie te elementy, będzie mógł jeździć szybko i pewnie - i właśnie o to chodzi. W połowie sezonu, mniej więcej podczas mistrzostw regionu, coś zaskoczyło - w drugiej części roku jeździł już szybko i z pełną kontrolą - skomentował.