Żużel. Doyle zarobi mniej niż we Włókniarzu. Ma czego żałować

WP SportoweFakty / Patryk Kowalski
WP SportoweFakty / Patryk Kowalski

Jason Doyle nazywany jest złośliwie przez kibiców w Polsce "doyllarem", a to wszystko przez rzekome zamiłowanie zawodnika do pieniędzy. Tegoroczna decyzja Australijczyka zaprzecza jednak zupełnie tym stereotypom.

Okazuje się bowiem, że gdyby tylko Jason Doyle wykazał się w tym roku odrobinę większą cierpliwością, to w przyszłym roku w Krono-Plast Włókniarzu Częstochowa zarobiłby dużo większe pieniądze niż w Cellfast Wilkach Krosno. Australijczyk za jazdę w Metalkas 2. Ekstralidze zagwarantował sobie 800 tysięcy złotych za sam podpis na kontrakcie i 8 tysięcy złotych za każdy zdobyty punkt. Całkiem możliwe, że to tego dojdzie także umowa indywidualna na starty w Grand Prix. Bez większych problemów żużlowiec powinien więc zarobić 2,4 mln złotych.

Kwota nie rzuca jednak na kolana i śmiało można stwierdzić, że w przyszłym roku w Częstochowie zawodnik na pewno zarobiłby więcej. Nowy właściciel nie miałby żadnych problemów, by byłemu mistrzowi świata zapłacić choćby milion złotych za podpis na kontrakcie i 10 tysięcy złotych za punkt. A przecież to i tak mniej niż były mistrz świata inkasował we Włókniarzu w tym roku.

ZOBACZ WIDEO: Magazyn PGE Ekstraligi. Goście: Januszka, Murawski i Glazik

Przypomnijmy, że zawodnik dwukrotnie w tym roku bił rekord zarobków za jeden mecz. Najpierw w meczu ze Spartą zdobył 20 punktów, za co zarobił 240 tysięcy złotych. A w ostatnim meczu sezonu w Gorzowie Wlkp. zdobył 15 punktów wycenianych wyjątkowo po 18 tysięcy złotych każdy, co pozwoliło mu zarobić 270 tysięcy złotych. Ten rekord może być trudny do pobicia w kolejnych latach.

Trudno podejrzewać, by Doyle w barwach Wilków Krosno punktował na dużo wyższym poziomie niż do tej pory w PGE Ekstralidze. Aby zrekompensować sobie mniejsze zarobki, musiałby zdobyć w przyszłym sezonie ponad 60 punktów więcej. To nie jest co prawda niemożliwe, ale będzie bardzo trudne.

Te fakty tylko pokazują jak duża złość narastała w tym roku wśród zawodników Włókniarza. Wielu z nich dość długo musiała czekać na obiecane pieniądze, a chaos panujący w klubie zniechęcił ich do podjęcia rozmów na temat pozostania w klubie. Ostatecznie na negocjacje nie zdecydował się żaden z dotychczasowych liderów, co jest sytuacją niezwykle rzadką. Nowy właściciel przejął Włókniarza dopiero na początku października, gdy każdy w liderów miał już podpisane porozumienia w innym ośrodku.

Komentarze (18)
avatar
Damian Goli
15.11.2025
Zgłoś do moderacji
2
0
Odpowiedz
Teoretycznie mniej, ale zawsze na czas. Krosno jest ośrodkiem, gdzie reguluje się faktury na czas.
W praktyce zobaczymy ile zdobędzie punktów. 
avatar
Mariusz Michalak
15.11.2025
Zgłoś do moderacji
2
0
Odpowiedz
Nie patrzy się do portfela, z grzeczności. Należy coś zmienić w gratyfikacjach żużlowców. Nie może być tak, że ktoś wygarnie za mecz 270 tysi. To jest chore. To słowo na pustynii. 
avatar
jery kot
15.11.2025
Zgłoś do moderacji
3
1
Odpowiedz
Nie jestem jego fanem, ale po co to komuś zaglądać do portfela. 
avatar
dagomir
15.11.2025
Zgłoś do moderacji
6
1
Odpowiedz
Doyle już się przekonał, ze nikt mu tyle nie da co Włókniarz obieca. 
avatar
mały w
15.11.2025
Zgłoś do moderacji
9
2
Odpowiedz
Kto podpisał taki kontrakt z Doylem w Częstochowie?
Świątek?
Jakie konsekwencje poniósł czy poniesie ten nieodpowiedzialny człowiek?
Miśkowiakowi był dłużny ponad 3 miliony od 3 lat a szastał c
Czytaj całość
Zgłoś nielegalne treści