"Myślałem, że się nie uratuję". Polak ujawnia, co przeżył w Dubaju

Facebook / Tomasz Orwat Racing #327 / Na zdjęciu: Tomasz Orwat (po lewej) i Stephane Peterhansel (po prawej)
Facebook / Tomasz Orwat Racing #327 / Na zdjęciu: Tomasz Orwat (po lewej) i Stephane Peterhansel (po prawej)

Tomasz Orwat zadebiutował w Pucharze Świata w rajdach Baja i od razu osiągnął dobry wynik. Teraz planuje starty w trudniejszych zawodach. - Na występ w Rajdzie Dakar potrzebowałbym około 100 tysięcy euro - zdradza i opowiada, co przeżył w Dubaju.

W tym artykule dowiesz się o:

Tomasz Orwat rozpoczynał swoją karierę sportową od jazdy na żużlu. Urodził się w Bydgoszczy i właśnie w barwach klubu z tego miasta startował przez pierwsze pięć sezonów. Po zakończeniu wieku juniora nie mógł już liczyć na tak wiele startów w Polonii, dlatego musiał znaleźć inną drużynę. Po roku przerwy ponownie zobaczyliśmy go na ligowych torach, ale już szczebel niżej. Najpierw była to Polonia Piła, a sezon później Kolejarz Rawicz. W 2024 był związany z Kolejarzem Opole, lecz wystąpił wyłącznie w jednym wyścigu.

Następnie w głośnym wywiadzie dla naszego portalu przyznawał, że klub ten zniszczył jego karierę i życie (więcej TUTAJ). Na szczęście szybko się pozbierał. W 2025 roku mogliśmy go oglądać i słuchać na antenie Canal+ Sport, gdzie był ekspertem oraz komentatorem meczów PGE Ekstraligi i Metalkas 2. Ekstraligi. Na sport w żaden sposób się nie obraził. Już od jakiegoś czasu 26-latek obecnie spełnia się w zupełnie innej dyscyplinie.

ZOBACZ WIDEO: "Bez złota nie będzie ładnie”. Co przyniesie współpraca Rusko z Protasiewiczem?

Mateusz Kmiecik, WP SportoweFakty: W debiucie w Pucharze Świata w rajdach Baja w Dubaju został pan sklasyfikowany w pierwszej połowie tabeli, a dokładnie na 13. miejscu. Chyba można być zadowolonym?

Tomasz Orwat: Przed zawodami liczyłem, że zajmę mniej więcej 20. lokatę. Lepszy rezultat byłby sukcesem. Startując po raz pierwszy, kompletnie nie wiedziałem, gdzie jest moje miejsce w szeregu. Tym bardziej że trzeci raz w życiu jechałem tym motocyklem. Wcześniej dwukrotnie trenowałem. W tej sytuacji celem było po prostu ukończenie rajdu cało. W życiu bym nie powiedział, że tak dobrze mi pójdzie, jeśli chodzi o wynik. Mam większą satysfakcję, patrząc, ile to mnie kosztowało wysiłku, ale też pieniędzy, niż jak udawało mi się osiągać dobre rezultaty w żużlu. Plan jest taki, żeby iść w tym kierunku. Być może w przyszłym roku pojadę już w dużo trudniejszych i poważniejszych zawodach.

W jakich konkretnie?

Biorę pod uwagę Abu Dhabi Desert Challenge albo Rallye du Maroc. Są to rundy mistrzostw świata rajdów W2RC. Tam startują już najlepsi zawodnicy globu. Na pewno nie będę miał szans zająć tak wysokiej pozycji, jak kilka dni temu. Aczkolwiek nie o to w tym wszystkim chodzi. Niestety budżet mam taki, że jedynie mogę chcieć ukończyć zawody w jednym kawałku. Będę startował w klasie Rally 2. W niej nie można przekraczać prędkości 160 km/h, co wbrew pozorom nie jest takie proste. Trzeba sprawdzać, co się dzieje przed tobą, obserwować prędkość i przy okazji nawigować.

Ja jeszcze nie mam takich umiejętności. Trochę się bałem tej prędkości. Nie będę ukrywał, że raczej jechałem odrobinę wolniej. Zdarzało mi się bardziej przycisnąć, lecz wówczas naprawdę trzeba mieć oczy dookoła głowy i być przygotowanym na wszystko. Dwa razy miałem sytuacje, w których myślałem, że zginę, ale udało się jakoś to opanować. Jednakże to także wynikało właśnie z braku doświadczenia. Bez wątpienia będę chciał kontynuować współpracę z teamem DUUST Rally Team, prowadzonym przez Marka Dąbrowskiego. Bardzo im dziękuję za pomoc.

Jak to zginąć? 

Prędkość była dobra tylko umiejętności za małe, jak to mówią. Najgroźniejsza sytuacja miała miejsce na dość równym odcinku pomiędzy niskimi wydmami. Widziałem jedną, może przy prędkości 120-130 km/h i stwierdziłem, że mogę z niej skoczyć, ale nie wziąłem pod uwagę, że za nią może być więcej takich mniejszych pułapek. Myślałem, że się nie uratuję, lecz jakoś zachowałem zimną krew. Zrobiłem wszystko, co tylko mogłem i wybrnąłem z tego bez szwanku.

Do drugiej sytuacji doszło przy prędkości 150 km/h. W drodze pojawiła się dziura z dużym kamieniem, który mnie bardzo podbił. Od razu całkowicie straciłem kontrolę nad motocyklem. Całe szczęście jest taka zasada, że dopóki trzymasz gaz, masz szansę się wybronić i to właśnie zrobiłem, mimo że nogi były ponad motocyklem. To wszystko wydarzyło się pierwszego dnia. Później wiedziałem, że muszę być bardziej czujny. Chciałem jechać po prostu na swoim poziomie, bez przesuwania swoich granic, żeby nie skończyć połamany na środku pustyni.

Co jest najtrudniejsze w tego typu rajdach? 

Temperatura na pewno nie zrobiła na mnie wrażenia. Gdy trenowałem w marcu, osiągała 40 stopni. Teraz było około 30. Kondycyjnie również byłem przygotowany. Jeśli chodzi o teren, pierwszego dnia początek prologu był dość kamienisty i to wybiło mi z głowy szybką jazdę. Reszta zawodów odbywała się na pustyni. Te dubajskie wydmy charakteryzują się tym, że są dość niskie. Trzeba być bardzo czujnym. Dla mnie najtrudniejszym było odzwyczajenie się od nawyków z żużla. Tam odkręcasz cały gaz na starcie i zamykasz go na mecie. Tutaj jednak trzeba bardzo zwracać uwagę, jak szybko się jedzie, bo nie można przesadzić z prędkością.

Wydmy są niebezpieczniejsze niż zdradliwy kawałek przyczepnej nawierzchni na torze żużlowym?

Trudno to porównać. W żużlu najczęściej nawierzchnia jest równa. Tym bardziej w porównaniu do tego, co jest na pustyni. Dodatkowo w "czarnym sporcie" widzisz całą trasę i jedziesz z odkręconym gazem na maksa. W rajdach wystarczy chwila dekoncentracji i może być kłopot, a tak naprawdę nie jesteś w stanie przejechać kilkuset kilometrów po pustyni w pełni skupionym. Chyba żużel jest minimalnie trudniejszy, ponieważ na takim przyczepnym placku, gdy nagle motocykl stanie dęba, masz ułamek sekundy na podjęcie decyzji, czy zsiadasz z motocykla. W rajdach jest więcej czynników, które zależą od zawodnika.

Źródło: Facabook/Tomasz Orwat Racing #327
Źródło: Facabook/Tomasz Orwat Racing #327

Te dwa sporty da się jakoś do siebie porównać?

Rozmawiając z innymi zawodnikami, śmialiśmy się, że potrafię się ślizgać bokiem na zakrętach i jest mi trochę łatwiej. Konrad Dąbrowski (zwycięzca rajdu - dop.red.) mówił mi, że z tych wydm w Dubaju skakał po 30 metrów. Aczkolwiek, gdy ścigał się w motocrossie, za bardzo nie lubił walki na łokcie. W rajdach za to jest zależny tylko od siebie. W moim przypadku jest trochę inaczej. Nie mam problemu ścigać się pomiędzy żużlowcami i wjeżdżać na żyletki pomiędzy nimi a bandę. Za to jadąc po pustyni, nie mam takiej odwagi, żeby skakać tak wysoko po wydmach. Nie da się porównać tych dwóch dyscyplin. W żużlu jedziesz sprint od startu do mety. W rajdach możesz obierać taktykę. Musisz również dobrze nawigować. To zresztą w pewnym momencie jest najważniejsze.

Rajd Dakar to jedno z marzeń? 

Jest on jakimś celem, lecz raczej najszybciej za trzy czy cztery lata. Najpierw chcę nabrać więcej doświadczenia, potrenować w Maroku, gdzie teren jest najbardziej zbliżony do tego w Dakarze. Na udział w Rajdzie Dakar są potrzebne ogromne kwoty... ale czego się nie robi dla marzeń?

Jakie to są koszty?

Nowy motocykl dakarowy kosztuje 40-45 tysięcy euro (około 170-190 tysięcy złotych - dop.red.). Teraz startowałem na wypożyczonym motocyklu z zespołu DUUST Rally Team, więc wyszło o wiele taniej. Mimo wszystko wiążąc przyszłość z tym sportem, muszę i tak kupić motocykl, choć raczej używany. Tutaj się pojawia kolejny problem. Są one praktycznie niedostępne, ponieważ KTM produkuje ich bodajże mniej niż 200 sztuk rocznie i są praktycznie niedostępne.

Do tego dochodzi koszt wpisowego. W Pucharze Baja to od 1,4 tysiąca do 2 tysięcy dolarów (około od 6 tysięcy do 7,3 tysięcy złotych - dop.red.) W Dakarze to 20 tysięcy euro (około 85 tysięcy złotych - dop.red). Dodatkowo za każdą osobę w teamie trzeba zapłacić, a nie pojadę tam sam. Trzeba jeszcze doliczyć różne koszty napraw w trakcie zawodów. Trudno jednoznacznie oszacować, lecz zakładam, że na występ w Rajdzie Dakar potrzebowałbym około 100 tysięcy euro (około 420 tysięcy złotych - dop.red.). Aczkolwiek to nie wystarcza do realnej rywalizacji o czołowe lokaty, tylko na to, żeby ukończyć cały rajd.

To wszystko z własnej kieszeni, czy udaje się znaleźć sponsorów?

Wygląda to całkiem podobnie jak w żużlu. Wszyscy sponsorzy, których pozyskałem, pochodzą z czasów mojej kariery w "czarnym sporcie". Ja daję firmom jakąś reklamę na stroju czy opisuję je w mediach. Jeśli ktoś chciałby ze mną pojechać, to też jest taka możliwość. Jest to niesamowita przygoda. W trakcie rajdów wjeżdża się w miejsca, które nie są dostępne dla turystów. Tych widoków nie da się opisać.

Miał pan również okazję pozwiedzać Dubaj?

Byłem tam tydzień i jeden dzień miałem wolny. Zgubiłem się wtedy w galerii handlowej. One są niewyobrażalnie ogromne. Samochodu na parkingu nie mogłem znaleźć. Łatwiej było mi się odnaleźć na tej pustyni tylko ze strzałką przed sobą niż w tych galeriach. Samo miasto mnie specjalnie nie urzekło. Na pewno robi wrażenie, ale nie mój klimat. W trakcie zawodów za to widzisz rzeczy, które są fantastyczne. Nagle idzie przed tobą stado wielbłądów, kompletnie nie zwracając uwagi na ciebie, chociaż przejeżdża się koło nich z dużą prędkością. Spotyka się także inne dzikie zwierzęta. Na pewno trzeba to zobaczyć na własne oczy, ponieważ żadne nagranie czy zdjęcia tego do końca nie oddają.

To była przygoda życia?

Chyba można tak powiedzieć. Trzeba było trochę się tam odnaleźć tym wszystkim. Jadąc w zawodach, polegasz wyłącznie na sobie. Możesz podążać za śladami, lecz musisz mieć na uwadze, że one nie zawsze wskazują poprawną drogę. Doganiałem jednego zawodnika, który skręcił w prawo, choć strzałka na nawigacji kazała jechać w lewo. Ostatecznie skończył za mną, więc chyba na tym nie wyszedł dobrze. Była to niesamowita przygoda, ale jestem pewny, że jest to pierwsza z wielu i jeszcze wiele ciekawszych oraz piękniejszych sportowych wrażeń mam przed sobą.

Rozmawiał Mateusz Kmiecik, dziennikarz WP SportoweFakty

Komentarze (1)
avatar
Don Ezop Fan
29.11.2025
Zgłoś do moderacji
11
7
Odpowiedz
Przestan Tomek plakac... Poczytaj jakie przygody mial Czekanski z Tercjakiem w Rajdzie Polski... 
Zgłoś nielegalne treści