Mateusz Domański, dziennikarz WP SportoweFakty: Dlaczego rozstał się pan ze Spartą Wrocław? W jakich okolicznościach do tego doszło?
Piotr Mikołajczak, dyrektor sportowy H.Skrzydlewska Orła Łódź: Dlaczego… Taki jest ten sport niestety. Każde stanowisko w pionie sportowym to tak naprawdę "gorący kartofel" (śmiech). Ale to nie tylko w żużlu ma miejsce. Prezesi klubów, czy też ich właściciele, mają pełne prawo, aby takich zmian dokonywać i ja to w pełni przyjmuję, choć dla osób zwalnianych jest to zapewne bardzo trudne, bo każdy oddaje serducho w swojej pracy i chce jak najlepiej.
Po uzyskaniu informacji od Darka Śledzia, że odchodzi z Wrocławia, poprosiłem prezesa o rozmowę, która odbyła się w poniedziałek po ostatnim naszym meczu ligowym w Grudziądzu. Rozmowa przebiegła normalnie, w dobrej atmosferze. Zostałem poinformowany, że na ten moment nie zostanie ze mną przedłużona umowa, ale jeśli nowy dyrektor, a zarazem trener drużyny Piotrek Protasiewicz, który zastąpił Darka, będzie chciał, abym został, to wówczas umowa będzie kontynuowana. Rozmowa ta została zaplanowana na dzień 14 października, ale niestety do niej nie doszło. Wówczas zdałem sobie sprawę, że moja praca we Wrocławiu dobiega końca z dniem 31 października i tak się stało.
ZOBACZ WIDEO: "Bez złota nie będzie ładnie”. Co przyniesie współpraca Rusko z Protasiewiczem?
Czy po opuszczeniu klubu z Wrocławia pojawił się może wątek potencjalnego pańskiego powrotu do Startu Gniezno? Jak powszechnie wiadomo, w klubie doszło do kilku zmian…
Ja cały czas śledzę losy klubu z Gniezna, gdyż - jak pan dobrze wie - to moje "dziecko". Wcześniej oczywiście telefony od różnych osób z klubu i od sponsorów były, natomiast po sezonie 2025 nic takiego nie miało miejsca.
Tak jak pan wspomniał, doszło w zasadzie do jednej zmiany w klubie, tj. swoją rezygnację złożył prezes, a klub obecnie takiej osoby nie ma. Reszta zmian, które ogłoszono, to moim zdaniem żadne zmiany, bo są to osoby związane cały czas z tym klubem, a nikt nowy się nie pojawił. Czysta kosmetyka. A szkoda.
Ja już nie raz to głośno artykułowałem, że ten klub potrzebuje gruntownej przebudowy organizacyjnej i personalnej. Niestety mamy cały czas status quo. Ale oczywiście kibicuję drużynie, skład na sezon 2026 wydaje się - pomimo drobnych korekt - mocniejszy niż w zeszłym roku i może w końcu ten zapowiadany od kilku lat awans uda się wywalczyć. Osobiście jednak uważam, że priorytetem działań zarządu powinno być ustabilizowanie sytuacji finansowej klubu, która nie wygląda obecnie za kolorowo.
I na koniec dodam, że miewam dość często telefony z Gniezna, ale ze strony dawnych sponsorów klubu, co jest bardzo miłe. Cały czas utrzymujemy kontakt. A najbardziej spodobały mi się często wypowiadane przez nich słowa, że jeszcze razem w Gnieźnie zbudujemy dobry żużel. Czas pokaże, co się w przyszłości wydarzy.
Co sprawiło, że nawiązał pan kooperację z Orłem Łódź?
Kontakt z klubu z Łodzi miałem w październiku. Jak zdałem sobie sprawę, że temat Wrocławia się kończy, czego bardzo żałowałem, wówczas rozpocząłem rozmowy z klubem w Łodzi. Trwały one naprawdę bardzo krótko. Prezes klubu Pan Witold Skrzydlewski jest bardzo konkretną osobą i w zasadzie w kilka minut ustaliliśmy zakres mojej odpowiedzialności w klubie oraz warunki.
Jakie zadania otrzymał pan w Łodzi? Czym będzie się pan zajmował przed sezonem i w trakcie sezonu?
W Łodzi jestem dyrektorem sportowym i odpowiadam w całości za całą problematykę związaną ze sportem. Mam w pionie oddane swojej pracy osoby, z którymi będziemy czuwać nad wszystkimi kwestiami sportowymi, w tym nad tą najważniejszą, czyli stworzeniem jak najlepszych warunków zawodnikom pierwszej drużyny, ale nie tylko. I choć osobiście nie brałem udziału w budowaniu tej drużyny, to się z nią utożsamiam i liczę, że nie jedną niespodziankę w sezonie zrobimy.
Miał pan jakieś inne oferty?
Miałem jeszcze dwie oferty, z klubu 2. Ekstraligi oraz klubu z ekstraligi. Ale pojawiły się one w momencie, kiedy już podałem sobie rękę z prezesem Witoldem Skrzydlewskim. I choć formalnie umowy nie miałem podpisanej, to dla mnie podanie sobie ręki eliminowało prowadzenie rozmów z innymi klubami.
Jak pan myśli, na co stać Orła w sezonie 2026? Niektórzy mówią, że wasza drużyna, podobnie jak Polonia Piła, będzie bić się o utrzymanie…
Takie są zdania komentatorów naszego sportu. Ja chcę tylko przypomnieć sytuację z nie tak dalekiej historii, jak na taki sam los skazywano zespół PSŻ Poznań. A ta drużyna nie dosyć, że awansowała do rundy finałowej, to przy odrobinie większego szczęścia mogła jechać o awans do ekstraligi. Więc z ferowaniem wyroków bym się naprawdę wstrzymał.
Mamy młody, ambitny zespół, a każdy z tych chłopaków ma wielki głód jazdy i chęć udowodnienia, na co ich naprawdę stać. Dodając do tego dobrą atmosferę w drużynie, którą będziemy budować, oraz atut własnego toru, a przypomnę, że wraca do Łodzi stary tutejszy toromistrz Rafał Pilarski, który nam w tym na pewno pomoże, możemy naprawdę zdziałać bardzo wiele i pokusić się na niejedną niespodziankę w sezonie.
Oczywiście zdajemy sobie również sprawę, że drużyny z Ostrowa, Bydgoszczy, Krosna, Poznania, Rzeszowa są mega mocne, bo mają uznane nazwiska w swoich drużynach, ale to jest tylko sport i wiele może się też w tym sporcie wydarzyć. Więc podchodzimy do wszystkiego z wielkim spokojem oraz pokorą i będziemy robić wszystko, aby wynik drużyny był jak najlepszy.
Co - pańskim zdaniem - w zeszłym sezonie w Łodzi funkcjonowało dobrze, a co jeszcze trzeba poprawić?
Nie chcę wydawać żadnych osądów i ocen, bo mnie wewnątrz nie było. Jednak to, co zauważyłem, oglądając mecze w TV - na pewno Łódź w poprzednim sezonie nie miała atutu własnego toru.
Czy żałuje pan któregoś z dotychczasowych ruchów w kontekście działalności żużlowej?
Nie żałuję żadnego, bo każda z tych decyzji przyniosła mi coś nowego, nowe spojrzenie na temat żużla, nowe doświadczenia. Pomimo tylu lat w tym sporcie, cały czas coś nowego odkrywam i ciągle staram się uczyć. I to na pewno dały mi dotychczasowe moje decyzje.
Choć może tak trochę, jakby nie brać pod uwagę tego, czego się nauczyłem w innych klubach i jakiego doświadczenia nabrałem, a jest to wielka wartość dodana moich decyzji, to żałuję rozstania z klubem w Gnieźnie. A dlaczego? Bo uważam, może nieskromnie to zabrzmi, że dzisiejszy gnieźnieński żużel byłby w innym miejscu.
Który z momentów był dla pana najlepszy? Co wspomina pan najlepiej?
Szczerze, to każda chwila spędzona w klubach, w których byłem, była fajna. Oczywiście były lepsze momenty, ale i te gorsze. Ale sumarycznie czas spędzony w tym sporcie oceniam pozytywnie. Choć takim szczególnym momentem było samo wejście w ten sport i utworzenie od podstaw klubu w Gnieźnie. Wiele pracy, wiele wyrzeczeń, ale i również wiele sukcesów organizacyjnych, finansowych i oczywiście tych sportowych.
Czy ma pan jakieś żużlowe marzenia?
Marzeń zawsze jest wiele, tych bliższych i tych dalszych, ale nie chciałbym o nich mówić głośno, tylko po cichu do nich dążyć i je spełniać. Ale takim ostatnim moim marzeniem, już na koniec tej sportowej drogi, a zbliża się ona już wielkimi krokami, bo latka lecą, byłoby wprowadzenie gnieźnieńskiego klubu na najwyższy poziom rozgrywkowy.