Dan Thompson był niewątpliwie jednym z najciekawszych zawodników, którzy pozostawali bez zatrudnienia w Polsce, choć kluby z naszego kraju miały go na swoim radarze. W tym roku przewijał się w kontekście zatrudnienia przez Krono-Plast Włókniarz, kiedy ten miał problemy zdrowotne, ale na swoje nieszczęście doznał wtedy kontuzji.
Przesądzone było, że Brytyjczyk pojedzie w naszym kraju w przyszłym roku. Kwestią pozostawał tylko pracodawca. Długo łączyło się go z Innpro ROW-em Rybnik i gdy wydawało się, że to tam trafi - do gry wkroczył H.Skrzydlewska Orzeł Łódź i wygrał walkę o podpis 21-latka.
ZOBACZ WIDEO: Bajerski bez pardonu o byłych podopiecznych
- To nie były długie negocjacje. Miałem kilka ofert z Krajowej Ligi Żużlowej oraz Metalkas 2. Ekstraligi. Jak już wspomniałeś, nie mam jeszcze doświadczenia w Polsce, więc opierałem się na poleceniach chłopaków, których znam i którzy w Polsce już się ścigali - mówi otwarcie Thompson w rozmowie z klubowymi mediami.
- Biorąc pod uwagę ich zdanie oraz to, jak świetny kontakt złapałem z dyrektorem Janem Konikiewiczem to wybór nie należał do trudnych. Warto też podkreślić, że na Moto Arenie w Łodzi odbędzie się runda Speedway Grand Prix, co świadczy o tym, do jak poważnego miejsca trafiłem - dodaje Brytyjczyk.
Na angielskich torach ściga się także brat Dana Thompsona, Joe. Czy nie myśleli oni o tym, aby do Orła trafić w tzw. "pakiecie"? - To tak nie działa. Oczywiście wolę jeździć z nim w jednej drużynie niż rywalizować przeciwko niemu, ale poprzedni rok był w jego wykonaniu nieco słabszy, więc pewnie bardziej skupi się na odbudowaniu formy w Anglii, a o Polsce pomyśli pod kątem sezonu 2027. W tym roku jednak na pewno przyjedzie ze mną kilka razy do Łodzi, żeby poczuć atmosferę i może potrenować na innych stadionach.
Sezon 2026 będzie dla Dana Thompsona pierwszym w gronie seniorów.