Nikt w Częstochowie nie myśli o walce o medale Drużynowych Mistrzostw Polski. Każdy zdaje sobie sprawę, że poprzeczka wisi znacznie niżej, bo na pułapie szóstego miejsca w PGE Ekstralidze. W tym roku ta sztuka się powiodła, ale przyszłoroczna kadra jest znacznie słabsza - przynajmniej na papierze.
- Jaki mamy skład, to wszyscy doskonale wiemy. Pewnie wielu chciałoby, aby te nazwiska były lepsze, żeby było więcej gwiazd. Aczkolwiek uważam, że warto wierzyć w ten zespół. Jesteśmy po wielu rozmowach, a jako klub zrobimy wszystko, by zapewnić im jak najlepsze warunki do jazdy. Nie mówimy tu tylko o atmosferze, ale także o sprzęcie - mówi prezes Włókniarza, Jakub Michalski w rozmowie z WP SportoweFakty.
ZOBACZ WIDEO: Chomski tłumaczy brak Palucha i Janowskiego w kadrze
Krono-Plast Włókniarz Częstochowa nie zamierza jednak wywieszać białej flagi. Mads Hansen oraz nowe twarze w zespole w osobach Rohana Tungate'a, Jaimona Lidsey'a, Jakuba Miśkowiaka i Sebastiana Szostaka zdaniem naszego rozmówcy mają wiele do udowodnienia.
- Wiedzą, że jeśli w tym sezonie nie pokażą swojej wartości, to ich kariera dalej może się różnie potoczyć. Może taka perspektywa, że nie ma jednego lidera, a jest kilku równych zawodników, którym zależy, pozwoli im zrobić dobrą robotę i to połączenie da nam utrzymanie w PGE Ekstralidze - dodał Michalski.
W Częstochowie wierzą, że uda im się utrzymać w najlepszej lidze świata. Co jeśli jednak to zadanie nie zostanie zrealizowane i czekać ich będzie sportowa degradacja o szczebel niżej? - Będziemy musieli się z tym pogodzić i dążyć do tego, aby się utrzymać. Jeśli się nie uda, będzie trzeba się odnaleźć w nowych realiach i zrobić wszystko, aby już w pierwszym sezonie zbudować taki skład, by wrócić jak najszybciej do PGE Ekstraligi - skomentował Jakub Michalski.
Zarząd klubu z północy województwa śląskiego wie, że na papierze skład nie powala na kolanach, co w połączeniu z porażkami może odbić się na frekwencji na stadionie. Jak zatem zwabić fana na trybuny?
- Cały czas zastanawiamy się, jak poszerzyć ofertę dla kibiców. Naszym głównym wyzwaniem jest to, aby o meczach Włókniarza nie myśleć stricte o samym meczu, ale o całym dniu, który może być spędzony na stadionie. Zależy nam, aby była oferta dla rodzin z dziećmi. Wszystko to skrupulatnie spisujemy, rozmawiamy z osobami, które mogłyby nas wesprzeć i będziemy dobrze przygotowani, informując na bieżąco kibiców o wszystkich decyzjach - zapowiedział nasz rozmówca.