Jason Doyle w minionym sezonie w cyklu Speedway Grand Prix zapisał na swoim koncie 66 punktów, co pozwoliło sklasyfikować go dopiero na dziesiątej lokacie. Raz udało mu się wjechać do finału - a miało to miejsce w Malilli. Kiedy wydawało się, że były mistrz świata odpocznie od Grand Prix, organizatorzy dali mu stałą dziką kartę.
Australijczyk sam był zaskoczony telefonem od dyrektora FIM Phila Morrisa, o czym opowiedział otwarcie w rozmowie ze "Speedway Star". - Jak wszyscy wiedzą, ten upadek w Warszawie wykluczył mnie na długie miesiące. Próbowałem wrócić zdecydowanie za wcześnie. Kiedy przyjechałem do Manchesteru na rundy Grand Prix, nie byłem gotowy. Nie byłem w stanie nawet ustawić nogi tak, by móc się ścigać. W praktyce opuściłem trzy rundy, plus tę warszawską - wyznał Doyle.
ZOBACZ WIDEO: "Bez złota nie będzie ładnie”. Co przyniesie współpraca Rusko z Protasiewiczem?
- To smutny moment. Gdybym w Warszawie miał jeszcze jeden wyścig, awansowałbym do półfinału i zdobył więcej punktów. Zakończyłem sezon na dziesiątym miejscu, co nie było takie złe. Byłem bardzo zaskoczony, gdy Phil zadzwonił z informacją o dzikiej karcie. Mam nadzieję, że udowodnię sceptykom, iż nadal potrafię walczyć o tytuł. Muszę tylko zostać na motocyklu i dobrze przejechać kolejny rok - dodał.
40-latek na swoim koncie ma siedem zwycięstw w turniejach Grand Prix, a ostatni raz na najwyższym stopniu podium stawał 11 maja 2024 roku na PGE Narodowym w Warszawie. Dwa tygodnie wcześniej był drugi w chorwackim Gorican. I choć w ostatnich sezonach brakowało mu do czołowej trójki, to wciąż wysoko zawiesza sobie poprzeczkę.
- Wiem, że niektórzy nie chcą wracać do Grand Prix, bo nie chcą być tylko numerem w tabeli. Ja myślę tak samo - chcę walczyć i czuć smak zwycięstwa. To jak narkotyk, ciągle go gonimy. Mam 40 lat, ale pamiętam, że Greg Hancock zdobył tytuł w wieku 46. Wiem, że przede mną jeszcze sporo lat. Potrzebuję tylko właściwego zespołu wokół siebie. Wprowadziłem duże zmiany, mam nowych mechaników. Nie mogę się doczekać przyszłego roku - dodał.
Doyle zauważył, że jest obecnie w lepszej formie, niż dziesięć lat temu. Przeżył sporo poważnych wypadków, ale zawsze wracał na tor silniejszy i liczy się dla niego tylko wygrywanie.