Vaclav Milik w przyszłym roku w polskich rozgrywkach ligowych będzie reprezentował nową drużynę. Związał się z ekipą z Krajowej Ligi Żużlowej - OK Kolejarzem Opole, a kibice wiążą z nim bardzo duże nadzieje. Nic dziwnego, że wielu śledzi, jak wyglądają przygotowania Czecha do sezonu.
W ostatnich dniach wziął udział w meczu hokeja na lodzie w ramach All Star Games, w którym to zmierzyły się zespoły Richarda Wolffa i Josefa Franca. W rozmowie z magazynem Speedwaya-Z.cz żartuje sobie, że w ramach treningów m.in. przeprowadza remont w domu, w którym doczekają się nowej podłogi.
ZOBACZ WIDEO: "Bez złota nie będzie ładnie”. Co przyniesie współpraca Rusko z Protasiewiczem?
Jego transfer na najniższy ligowy szczebel jest z kolei jednym z hitów tego poziomu rozgrywkowego. - Już byłem zdecydowany podpisać umowę warszawską i czekać, co z tego wyniknie. Potem przyszła oferta z Opola. Na początku listopada, tydzień-dziesięć dni przed końcem okna transferowego. Pojechałem tam i dogadaliśmy się. Jednym z moich warunków było to, by trenerem został Robert Ruszkiewicz, który pomaga mi od początku kariery - przyznał.
Vaclav Milik zapomina już o kontuzjach i z optymizmem patrzy w przyszłość. Wie, że Opole mu pasuje m.in. pod względem logistycznym. Chce pomóc Kolejarzowi w walce o wyższe cele, a pierwszym zadaniem jest awans do play-offów.
- Traktuję to jako odskocznię. Chcę równych wyników, bez ogromnych wahań formy. Wtedy będę zadowolony - mówi o angażu na najniższym ligowym szczeblu. -
A co z indywidualnymi wyzwaniami? - Oczywiście są jeszcze kwalifikacje do mistrzostw świata i Europy. Nie robię sobie złudzeń, że za rok od razu zrobię tam wielki wynik. W tym roku szło na siłę, było to demotywujące. Ale chcę mieć z żużla radość. A lepsze cele podam ci za rok - dodał.