12 grudnia Michał Mitko skończył 37 lat. W takim wieku, gdyby nadal jeździł na żużlu, mógłby wciąż walczyć o istotne osiągnięcia. Największe sukcesy odnosił jednak na początku swojej kariery sportowej.
Jego przygoda z żużlem rozpoczęła się w 2006 roku, gdy zadebiutował w Ekstralidze w barwach RKM-u Rybnik. Początki nie były udane - w pięciu startach nie zdobył ani jednego punktu. Już sezon później pełnił jednak rolę lidera formacji młodzieżowej w rybnickim zespole.
ZOBACZ WIDEO: Chomski tłumaczy brak Palucha i Janowskiego w kadrze
Obok Mitki w drużynie jeździli Wojciech Druchniak, Bartosz Szymura, Patryk Pawlaszczyk oraz Rafał Fleger. To właśnie ten skład w 2007 roku sięgnął po tytuł Młodzieżowych Drużynowych Mistrzów Polski, co do dziś pozostaje ostatnim takim sukcesem w historii rybnickiego żużla. W turnieju finałowym Mitko wywalczył komplet 12 punktów. Lepiej radził sobie także w rozgrywkach ligowych. RKM występował wówczas na zapleczu Ekstraligi, a Mitko w 41 biegach zdobył 41 punktów (łącznie z bonusami).
Sezon 2008 był najlepszym w jego juniorskiej karierze. Niespodziewanie znalazł się w finale DMŚJ i to właśnie on w ostatnim biegu zapewnił Polakom mistrzowski tytuł. Skorzystał przy tym na problemach zdrowotnych kolegów z drużyny. To on został bohaterem tamtych zawodów.
- To była taka historia, że prowadziłem w ostatnim biegu i okrążenie przed końcem wyprzedził mnie Szwed. Na szczęście Duńczyk przyjechał ostatni i udało się przechylić szalę zwycięstwa na naszą korzyść. To bardzo miłe wspomnienia szczególnie, że nie byłem wtedy w ścisłej kadrze na DMŚJ, ale po kilku kontuzjach było zgrupowanie w Gorzowie, gdzie dobrze mi poszło i trener Cieślak zabrał mnie na finał do Danii. To bardzo miłe wspomnienia - mówił po latach.
Na trasie Mitkę wyprzedził Ricky Kling, natomiast wspomnianym Duńczykiem był Peter Kildemand, który w kolejnych latach startował w cyklu Grand Prix.
Mitko jako junior należał do krajowej czołówki. W późniejszym okresie nie radził już sobie tak dobrze. Wszystko zapowiadało się optymistycznie, a plany, marzenia i cele sportowe były ambitne. Nie zawsze jednak udawało się je realizować. Z okresu juniorskiego mogę być zadowolony. Indywidualnie nie osiągałem cudów, ale zawsze byłem w szerokiej czołówce. To napawało nadziejami na lepszą przyszłość, ale nastąpiło zderzenie ze ścianą - dodał Mitko.
W 2010 roku przeniósł się do Kolejarza Opole, który rywalizował na najniższym poziomie rozgrywek. Pierwszy sezon nie przyniósł oczekiwanych rezultatów, lecz w kolejnym stał się jednym z liderów zespołu. Po trzech latach spędzonych w Opolu wrócił do Rybnika. Był to jego ostatni sezon na torze. Po 2013 roku zakończył karierę w wieku 25 lat, mimo że teoretycznie najlepsze lata jazdy miał jeszcze przed sobą.
- Żużel mi się przejadł na tamten moment. Była taka tendencja, że warunki finansowe w klubach poszły mocno w dół, szczególnie na poziomie drugoligowym. W ostatnim moim sezonie, czyli w 2013 roku to, co zarobiłem to było absolutne minimum, by jakkolwiek funkcjonować. Nic mniej nie wchodziło w grę. Doszedłem w pewnym momencie do wniosku, że stoję pod ścianą i muszę zrobić krok do tyłu, bo dalej się nie da - mówił.
Decydującym czynnikiem okazały się kwestie finansowe. Na żużlu nie osiągał wysokich zarobków, a musiał utrzymać rodzinę. Zamiast dalszego ścigania wybrał stabilną pracę oraz pewne źródło dochodu.