Zamiast odrobić u siebie sześciopunktową stratę z pierwszego meczu, gorzowianie przegrali domowe starcie z Włókniarzem 43:47, a o utrzymanie w elicie musieli najpierw walczyć z ROW-em Rybnik, a potem Polonią Bydgoszcz. W środowisku nie brakuje opinii, że zawodnikom opłacała się ta porażka, bo dzięki niej mieli szansę wystąpić w dodatkowych meczach.
Dzięki temu, Anders Thomsen i Martin Vaculik znaleźli się odpowiednio na trzecim i czwartym miejscu w rankingu najlepiej zarabiających żużlowców tego sezonu, z zarobkiem około 3,4 mln złotych. Żaden inny zespół w elicie nie pojechał tak wielu spotkań. Choć zawodnicy na trzy ostatnie mecze zgodzili się na obcięcie wynagrodzenia o połowę, to i tak sporo na tym zarobili.
ZOBACZ WIDEO: To może być przełom. Tak PGE Ekstraliga chce zapobiegać długom
- Nikomu nie życzę tak stresujących czterech dodatkowych meczów, jak te nasze pod koniec sezonu. Z ręką na sercu mogę powiedzieć, że nawet przez moment nie pojawiła się u mnie pokusa odpuszczenia dwumeczu z Włókniarzem. Później mogło się zdarzyć wszystko, a wystarczyła jedna kontuzja, czy słabsza dyspozycja, a to Stal Gorzów spadłaby z PGE Ekstraligi. Mielismy tego świadomość, dlatego przed rewanżem z Włókniarzem nie braliśmy pod uwagę możliwości porażki - przyznał Martin Vaculik w Magazynie PGE Ekstraligi na WP SportoweFakty.
Słowak ujawnił, jaka atmosfera panowała w szatni gorzowskiej drużyny przed kluczowymi meczami sezonu.
- Mogę zapewnić, że przed rewanżem z Włókniarzem, w naszej drużynie nie było nikogo, kto chciałby jechać cztery dodatkowe mecze. Po porażce w tamtym meczu zafundowaliśmy sobie miesiąc bardzo dużych stresów. Ja chciałem mieć jak najszybciej święty spokój, bo mocno to przeżywałem - dodał.
Ostatecznie wiadomo, że żużlowiec już dużo wcześniej był dogadany z Orlen Oil Motorem Lublin na transfer w miejsce Dominika Kubery. Warto zaznaczyć, że w Lublinie Vaculik będzie zarabiał mniej niż do tej pory w Stali Gorzów, bo tam może liczyć "jedynie" na milion złotych za podpis na kontrakcie i 10 tysięcy złotych za każdy zdobyty punkt. W tym sezonie, po obniżkach, Vaculik zarabiał 1,2 mln złotych za podpis i 11 tysięcy złotych za punkt.
- Od lat miałem luźne rozmowy z prezesem Kępą. tym razem poczułem jednak, że jestem w momencie kariery, w którym nie jestem najmłodszy, ale też nie najstarszy i potrzebuję dodatkowych impulsów do rozwoju. Poczułem, że mój czas w Gorzowie dobiegł końca, a ja potrzebuję nowych wyzwań. Nie wiem, czy zamieszanie w Stali Gorzów miał jakiś wpływ na moją decyzję. W Gorzowie miałem ze wszystkimi dobre relacje, bardzo dobrze będę wspominał te siedem lat. Pieniądze to nie wszystko, dlatego zdecydowałem się dwukrotnie pomóc Stali i zgodziłem się na obniżki. Zdawałem sobie sprawę, jaka jest sytuacja i byłem w stanie to zrozumieć. Gdybym miał robić to co roku, to pewnie mijałoby się to z celem - przyznaje 35-latek.