2 stycznia 1966 roku przyszedł na świat Ryszard Dołomisiewicz. To jedna z legend Polonii Bydgoszcz. I to mimo faktu, że swoją sportową karierę musiał zakończyć już w wieku 25 lat z powodu poważnego urazu. Przełomowy okazał się dla niego rok 1991. W tamtym czasie należał do czołówki polskich żużlowców i miał na koncie liczne sukcesy. Kolejne wydawały się jedynie kwestią czasu.
Do dramatycznego zdarzenia doszło 10 sierpnia 1991 roku podczas spotkania ligowego w Rybniku. "Dołek" na torze spisywał się bardzo dobrze. W swoim ostatnim biegu został jednak brutalnie wypchnięty pod bandę. Uderzył w ogrodzenie i trafił na badania do szpitala, gdzie początkowo wykluczono groźny uraz.
ZOBACZ WIDEO: KLŻ bez transmisji? Przewodniczący GKSŻ mówi wprost
W trakcie upadku kierownica motocykla uderzyła go w okolice miednicy, co doprowadziło do poważnych obrażeń wewnętrznych. W szpitalu jednak zbagatelizowano jego stan i sugerowano powrót do Bydgoszczy. Dopiero młody lekarz klubowy, specjalizujący się w urologii, wszczął w szpitalu zdecydowaną interwencję i nalegał na natychmiastową operację Dołomisiewicza. Powodem była obecność krwi w moczu. To właśnie on – dr Listopadzki – uratował mu życie.
Gdyby nie jego determinacja, Dołomisiewicz najprawdopodobniej nie przeżyłby drogi do Bydgoszczy. Mimo to stan zdrowia był na tyle poważny, że dalsze starty nie wchodziły w grę. Zawodnik miał zaledwie 25 lat, a najlepsze lata kariery dopiero przed sobą. Po latach przyznał, że błędna diagnoza lekarzy przekreśliła jego sportową przyszłość. Rok 1991 okazał się dla niego wyjątkowo pechowy. Wiosną, na początku sezonu, podczas Kryterium Asów doznał złamania kręgosłupa. Atakował wówczas Tomasza Golloba, lecz manewr zakończył się dla Dołomisiewicza dramatycznie.
Bydgoszczanin przeszedł kilka operacji, jednak po każdej z nich jego sytuacja się pogarszała. Rozważał jeszcze powrót do sportu, lecz nie był w stanie rywalizować na torze. Pozostały mu jedynie wspomnienia z krótkiej, ale efektownej kariery oraz występ w turnieju pożegnalnym, który odbył się w 1993 roku. A tych wspomnień Dołomisiewicz miał niemało.
W 1986 roku - jako 20-latek - sensacyjnie awansował do finału Indywidualnych Mistrzostw Świata rozegranego na chorzowskim torze. Był to czas głębokiego kryzysu polskiego żużla. Dołomisiewicz był jedynym reprezentantem kraju, a przepustkę do finału wywalczył jako najlepszy z Biało-Czerwonych w finale europejskim. Pojawiały się naciski, by w IMŚ wystąpił bardziej doświadczony zawodnik, jednak ostatecznie decyzja nie została zmieniona.
W finale IMŚ Dołomisiewicz zajął jedenaste miejsce, zdobywając 6 punktów. Wyprzedził m.in. Marvyna Coxa, Armando Castagnę oraz Antonina Kaspera. Był to jego największy indywidualny sukces na arenie międzynarodowej. Wystąpił również w poznańskim finale Mistrzostw Świata Par, jednak tam reprezentacja Polski nie spełniła oczekiwań.
W rozgrywkach ligowych Dołomisiewicz należał do liderów Polonii Bydgoszcz. Dwukrotnie startował w finałach Indywidualnych Mistrzostw Polski, zajmując szóste i ósme miejsce. W 1986 roku został najlepszym juniorem w kraju, a sukcesy odnosił także w rywalizacji par. Trudno nie zadać pytania, jak długa byłaby lista jego osiągnięć, gdyby nie kontuzja pęcherza.
Na wiele lat "Dołek" zniknął z żużlowej sceny. Z czasem powrócił jako ekspert telewizyjny, znany z odważnych i jednoznacznych opinii na antenie. Wcześniej prowadził restaurację w Żołędowie pod Bydgoszczą, a w 2022 roku zaangażował się również w działalność Polonii Piła.