Kokpit Kibice
Relacje na żywo
  • wszystkie
  • Piłka Nożna
  • Siatkówka
  • Żużel
  • Koszykówka
  • Piłka ręczna
  • Tenis
  • Zimowe

Czternasty wyścig. Siódma część historii Kenny'ego Cartera

Ziemowit Ochapski
Ziemowit Ochapski


- Bruce Penhall doskonale wiedział, że jeśli Kenny go pokona, to będzie pozamiatane - wspomina Barry Briggs, który bacznie przyglądał się tamtym wydarzeniom. - Po starcie Amerykanin maksymalnie przedłużył prostą, żeby utrudnić Brytyjczykowi złożenie się na pierwszym łuku. Tym manewrem oczyścił drogę Peterowi Collinsowi, który wysunął się na czoło stawki. Pod koniec drugiego okrążenia Kenny trącił Bruce'a i gdyby ten nie był gotów na kłopoty, to pewnie wylądowałby w piętnastym rzędzie trybun. Trwała zacięta walka i po chwili Carter był z przodu o półtorej długości motocykla. W tamtym momencie moim zdaniem stracił tytuł. Gdyby ściął do małej, Penhall byłby bez szans, ale on pojechał szeroko i otworzył Bruce'owi furtkę, z której ten skorzystał.

- Nie mogą mnie za to wykluczyć, to niemożliwe - mówił do siebie Kenny zmierzając w kierunku telefonu umożliwiającego połączenie się z arbitrem. Gdy Brytyjczykowi udało się już chwycić za słuchawkę, telewidzowie byli świadkami jednej z najbardziej dramatycznych scen w historii speedwaya. Carter próbował nakłonić sędziego do zmiany decyzji, tłumacząc iż to Amerykanin zasłużył na wykluczenie. Prosił Kittlesena, żeby zasięgnął w tym temacie opinii kogoś kompetentnego lub obejrzał powtórkę wideo, ale ten pozostał nieugięty. - Czuję się okradziony z tytułu mistrza świata! Chcę, żebyś zszedł na dół i jeszcze raz wszystko przeanalizował. To nie fair! - grzmiał, lecz wszystko to na marne. Norweg nie zamierzał wycofywać się ze swojego werdyktu.

Ivan Mauger wiele przeżył jako zawodnik i doskonale rozumiał swojego podopiecznego. Podczas zawodów na Wembley w 1968 roku ten sam sędzia wykluczył Nowozelandczyka za spowodowanie kolizji, podczas gdy to rywal przyczynił się do jego upadku. - Torrie, zejdź proszę na dół i zapoznaj się zapisem wideo, bo inaczej to będzie kryminał. Wszyscy będą cierpieć przez twoją złą decyzję. Na litość boską, przecież jesteś odpowiedzialnym człowiekiem - rozpaczliwie próbował interweniować w sprawie Kenny'ego. W parkingu rozpętała się prawdziwa burza, ale niczego to nie zmieniło. Kiedy wreszcie przekonano Cartera, żeby dłużej nie utrudniał rozegrania powtórki czternastego biegu, klamka zapadła.

Kolizja Cartera z Penhallem do dziś wywołuje dyskusje pomiędzy fanami speedwaya. Jedni twierdzą, że Kenny został ewidentnie okradziony ze złota IMŚ, natomiast inni po dogłębnej analizie zapisu wideo są zdania, iż arbiter podjął właściwą decyzję i dobrze zrobił, kiedy nie ugiął się pod naciskiem Brytyjczyka oraz jego świty. Tak natomiast całą sytuację widział Bruce: - To był piekielny wyścig. Przez dwa okrążenia ja trącałem jego, a on trącał mnie. Co miałem zrobić? Zamknąć gaz i puścić go przodem?! To sędzia wydał werdykt, nie ja. W takich zawodach każdy jedzie na swój rachunek. Moim jedynym błędem było to, że najbardziej skoncentrowałem się na Kennym, a nie na Collinsie czy Crumpie. Carter był jednak naprawdę szybki, a ja chciałem zrobić wszystko, żeby go zablokować, ale nie wywieźć w bandę. To był człowiek, którego pragnąłem pokonać za każdym razem, kiedy stawaliśmy wspólnie pod taśmą. Tuż po starcie zdzielił mnie łokciem w podbródek, a później stoczyliśmy prawdziwy bój. Nie wyglądało to najładniej i nie zdarzyło się pomiędzy nami po raz pierwszy.

Jankes nie szedł jednak w zaparte i nie twierdził, że wykluczenie Kenny'ego Cartera było jedyną słuszną decyzją. Kalifornijczyk uważa, iż arbiter równie dobrze mógł... wykluczyć ich obu lub zarządzić powtórkę w czteroosobowym składzie. Oba te przypadki wymagały jednak obecności w wieżyce kogoś o otwartym umyśle, a Norweg wyraźnie należał do pokolenia nieomylnych sędziów, dla których ujmą jest nawet konieczność obejrzenia powtórki wideo. Zresztą po latach zaciekle bronił swojego werdyktu z 28 sierpnia 1982 roku: - Nigdy nie zapomnę tego, co wydarzyło się w Los Angeles. To było coś naprawdę zaskakującego. Pierwszą osobą, która zadzwoniła do mnie po wszystkim, był o dziwo Ove Fundin. Powiedział, że w pełni mnie popiera. Miesiąc później obejrzeliśmy taśmę z tamtych zawodów, która oczyszcza mnie z wszelkich zarzutów. Ludzie gadali, że Kenny został trącony przez Bruce'a, ale nic takiego nie miało miejsca. Penhall nawet go nie dotknął, co wyraźnie widać na wideo. Znalazłem się wtedy pod olbrzymią presją, ale nie spękałem, bo jestem ulepiony z twardej gliny. W Los Angeles byłem w stu procentach przekonany, że podejmuję właściwą decyzję.

Kup bilet na PZM Warsaw FIM Speedway Grand Prix of Poland. KLIKNIJ i przejdź na stronę sprzedażową! ->

W powtórce czternastej gonitwy triumfował Bruce Penhall przed Peterem Collinsem i Philem Crumpem. Co ciekawe, najbardziej na tym ucierpiał brat tego pierwszego, Les, który zakończył zawody z dorobkiem 13 "oczek" i srebrnym medalem na szyi. Po czasie wielu zawodników przyznało, że norweski sędzia prawdopodobnie miał rację wykluczając Cartera, ale Les Collins nigdy nie mógł się pogodzić z tym, że arbiter zarządził ponowne rozegranie biegu zamiast zaliczenia wyników uwzględniających literkę "w" przy nazwisku Kenny'ego. Gdyby tak się stało, Penhall po dwudziestym wyścigu nie miałby na koncie 14 punktów i nie świętowałby obrony tytułu IMŚ, ponieważ do wyłonienia czempiona potrzebny byłby bieg dodatkowy.


Finał Światowy w Los Angeles pozostawił po sobie tak wielki niesmak, że zawody wyłaniające najlepszego żużlowca globu nigdy później nie powróciły już do Stanów Zjednoczonych. Kenny Carter zmagania w Kalifornii zakończył na piątej lokacie i czuł jeszcze większe rozczarowanie niż po przegranej na Wembley rok wcześniej. Co gorsza, Halifax Dukes ukończyli rozgrywki najwyższej klasy rozgrywkowej na trzecim miejscu od końca. Dwudziestodwuletniemu żużlowcowi na osłodę pozostała najlepsza średnia w lidze, potwierdzona październikowym zwycięstwem w Indywidualnych Mistrzostwach British League. W grudniu czekała go natomiast wyprawa do Sydney, gdzie wspólnie z Peterem Collinsem miał walczyć o tytuł mistrza świata par.

Koniec części siódmej. Kolejna już w najbliższą niedzielę.

Bibliografia: Halifax Courier, Speedway Plus, Speedway Star, Tony McDonald - Tragedy: The Kenny Carter Story.

Serdecznie podziękowania dla Mike'a Patricka, właściciela witryny www.mike-patrick.com, za udostępnienie fotografii wykorzystanej w tekście.

Poprzednie części:
Od startu pod górkę. Pierwsza część historii Kenny'ego Cartera
Pierwszy wiraż. Druga część historii Kenny'ego Cartera
W końcu na prostej. Trzecia część historii Kenny'ego Cartera
Witaj elito! Czwarta część historii Kenny'ego Cartera
Poza podium. Piąta część historii Kenny'ego Cartera
Droga do LA. Szósta część historii Kenny'ego Cartera 

Polub Żużel na Facebooku
Zgłoś błąd
inf. własna
Komentarze (4)
  • veyron2685 Zgłoś komentarz
    obejrzałem sobie powtórkę,penhall nie był moim zdaniem winien,a carter w dzisiejszych czasach pewnie by otrzymał ostrzeżenie za niebezpieczną jazdę;)
    • witaker Zgłoś komentarz
      Świetnie się czyta. ;) Dzięki temu sięgam do video na jutubie. :) Świetny żużel, świetna publicystyka. ;)
      • pusher Zgłoś komentarz
        Gratulacje dla autora, bo historię Kenny'ego czyta się świetnie. Sam byłem pod wrażeniem tego zawodnika po lekturze artykułów o nim Magdy Zimny-Louis, zamieszczonych kiedyś w "Tygodniku
        Czytaj całość
        Żużlowym". Co do wydarzeń w Los Angeles myślę, że Carter ewidentnie nie miał racji, sam na poprzedniej prostej niemal wkomponował w bandę Bruce'a, atak Amerykanina był czysty, nie doszło do kontaktu między nimi. Kenny jednak uważał, że wszyscy sprzysięgli się przeciw niemu. Cóż, taki był urok jednodniowych finałów, dzięki którym powstawały legendy...
        • Jerzy Chojnicki Zgłoś komentarz
          Uwielbiam takie cykle. Czytam z wypiekami na twarzy i czekam na kolejny odcinek :)
          Już uciekasz? Sprawdź jeszcze to:
          ×
          Sport na ×