KokpitKibice
Relacje na żywo
  • wszystkie
  • Piłka Nożna
  • Siatkówka
  • Żużel
  • Koszykówka
  • Piłka ręczna
  • Tenis
  • Zimowe

Contador udowadnia, że nie jest nadczłowiekiem

Wielki faworyt Alberto Contador przegrał wyścig Paryż-Nicea. O obliczu imprezy decydowali w każdym razie Hiszpanie, którzy nie chcą wypaść gorzej niż w sezonie 2008, kiedy zdominowali rywalizację w kolarstwie.

Krzysztof Straszak
Krzysztof Straszak

- Myślę, że jest wiele dobrych rzeczy, które zapamiętam po tym tygodniu - mówił po zakończeniu 67. edycji "wyścigu ku słońcu" Contador, triumfator tej imprezy z 2007 roku. Tym razem nie zatrzymał dla siebie żółtej koszulki, którą dwa razy wywalczył i dwa razy tracił.

Contador, piąty człowiek w historii, który wygrał trzy wielkie toury, był w opinii byłych mistrzów szosy przeznaczony do wygranej również w Paryż-Nicea. Bo Contador ma wszelkie predyspozycje do zwycięstw w etapowych imprezach. Dystansuje rywali w jeździe na czas i zostawia ich za plecami w górach. Last but not least, ma też mocny zespół. A przynajmniej miewał, bo Astana go teraz zawiodła.

Sam nie wygra

To co jest w stanie zrobić jeden zawodnik, to wypracować sobie przewagę czasową na etapie jazdy indywidualnej. Tak też było z Contadorem, który na otwarcie Paryż-Nicea wygrał czwartą w karierze czasówkę. Pierwszy raz nie zapowiedziała ona jego końcowego sukcesu.

Mając na sobie żółty trykot spokojnie przejechał dwa płaskie etapy. We wtorek swoje aspiracje, udaną ucieczką i zwycięstwem etapowym, potwierdził faworyt Francuzów, Sylvain Chavanel (Quick Step).

Gra dyplomatyczna przedstawiała Contadora jako kogoś niepalącego się do natychmiastowego odzyskania prowadzenia w klasyfikacji generalnej, a Chavanela jako kogoś, kto by bardzo chciał, ale zbytnio nie miał argumentów do wygranej w całym wyścigu.

Decydujące dla oblicza imprezy były oczywiście etapy górskie. W piątek Contador nie tyle zadziwił, co jedynie przypomniał, że wielkie wyścigi wygrywał nie przypadkiem, a swoim tempem na podjazdach, którego nie wytrzymywali rywale.

Madrytczyk jako pierwszy zdobył górę Lure, najwyższy punkt wyścigu. Odzyskał wtedy żółtą koszulkę i trudno było sobie w tamtym momencie wyobrazić inny przebieg wydarzeń, niż zakładany długo przedtem: Contador będzie kontrolował wyścig.

Błąd nastąpił w Fayence, w sobotę. To właśnie tam potwierdziło się coś, w co nie wszyscy byli w stanie uwierzyć: fakt, że Contador nie jest superczłowiekiem. 26-latek sam sprawił sobie ból najzwyklej w świecie zapominając w chaosie peletonu o odpowiednim napełnieniu żołądka gdy była na to pora przed decydującym podjazdem na metę. Tam pierwszy nie był, a znów był skazany tylko na siebie. Tego już jego organizm nie wytrzymał.

Tracąc w sobotę 2,50 min. do Sancheza Contador de facto przegrał wyścig. Na ostatnim etapie mimo jego wysiłków indywidualnych, zdobycia wszystkich trzech premii górskich i dramatycznego finiszu o zwycięstwo etapowe w Nicei, nie odrobił już straty. Caisse d'Epargne, zespół triumfatora i byłego kompana Contadora, była bardziej zorganizowana niż kazachska Astana.

Drugi garnitur Bruyneela

W Paryż-Nicea padł inny mit: o niepokonanej Astanie, zespole gwiazd zebranych przez Johana Bruyneela.

- Problemem jest to, że nie miałem najlepszego możliwego zespołu ze sobą. Każdego dnia sam znosiłem wielki wysiłek. W sobotę znów nie miałem żadnego partnera w końcówce, a to boli jeśli nie masz najlepszego dnia - w prosty sposób wyjaśnił przyczynę utraty kontroli nad wydarzeniami Contador.

Najbardziej przybliżony do składu na najbliższy wielki tour, Giro d'Italia, skład ekipy wystąpił w wyścigu Dookoła Kalifornii w lutym. Tam liderem był Levi Leipheimer, którego rolę w "różowym tourze" przejmie Lance Armstrong. Drugi najlepszy zawodnik Astany w Paryż-Nicea, Jarosław Popowycz, stracił do Luisa Leóna Sáncheza 17,04 min., zajmując 23. miejsce.

Jean-François Bernard, zwycięzca "wyścigu ku słońcu" z 1992 roku daje obiektywny głos w tej sprawie: - Contador przystąpił do Paryż-Nicea z drugim zespołem Astany. Gdyby miał do dyspozycji pierwszy zespół, wyścig nie wyglądałby tak samo - przekonywał dzisiejszy konsultant L'Équipe i Eurosportu.

Contador wystartuje w rozpoczynającym się 23 marca Vuelta a Castilla y León. - Utworzymy tam zespół, który będzie wyglądał podobnie na Tour de France, a ja nie będę miał tego samego celu jak w Paryż-Nicea, który wziąłem sobie do serca - zapowiedział Contador. - Mam ten wyścig w sercu. I ta publiczność tutaj...

Waleczna postawa Hiszpana, który na ostatnim etapie znów wzniósł się na najwyższy poziom, zdobyła mu jeszcze więcej słów uznania od obserwatorów. - Pokazał, że jest mistrzem honoru. Potrzebował tego przed Tour de France - komentował postawę Contadora Christian Prudhomme, dyrektor wyścigu.

A teraz Armstrong

W wyścigu Dookoła Kastylii-León Astanę będą reprezentowali: Heimar Zubeldia, Leipheimer, Popowycz, Contador i Armstrong - ci dwaj ostatni po raz pierwszy w tym samym wyścigu. Możliwe też, że ostatni raz przed Tour de France.

- Nasz program wciąż zależy od pewnych punktów. Możemy razem wystąpić również w Dauphiné Libéré - wyjaśnił Hiszpan, który w okolice Nicei, a dokładnie do księstwa Monaco powróci 4 lipca.

Armstrong skorzystał z pozycji, jaką daje mu siedem zwycięstw w Tour de France w życiorysie, i skomentował występ młodszego kolegi przyznając, że musi się jeszcze sporo nauczyć.

Aż do startu "Wielkiej Pętli" będą pewnie trwały rozważania na temat osoby kapitana Astany. Contador nie wysyła do Armstronga żadnych wiadomości - to on jest najmocniejszym zawodnikiem zespołu, a może i najlepszym kolarzem świata.

Sánchez o Tourze nie myśli

Trzy lata myślał o zwycięstwie w Paryż-Nicea Luis León Sánchez, który ciężko w górach przygotowywał się do kolejnego podejścia. - Naprawdę to jest krok do przodu w mojej kolarskiej karierze - przyznał.

Jest trzecim Hiszpanem, który triumfował w Nicei: w 1989 i 1990 roku wygrywał Miguel Indurain, a w 2007 Contador.

"Luisle" umieści swój triumf na czele swoich sukcesów. W 2005 roku wygrał Tour Down Under, dwa lata potem Challenge a Mallorca. W zeszłym roku triumfował w Aurillac na etapie Tour de France. O zaszczytach w "Wielkiej Pętli" na razie jednak nie myśli.

- To niemożliwe. Mamy w Caisse d'Epargne określony program i cele. Na Tourze naszymi kapitanami będą Alejandro Valverde i Oscar Pereiro. Będę w pogotowiu, by pomagać swoim kolegom - powiedział. - Tour de France jest jedynym celem Valverde w tym roku i ja mu tam będę towarzyszył - dodał.

Dlaczego Luis Leon Sánchez, brat Pedro Leona, piłkarza hiszpańskiego Valladolid, poza wszystkim nie myśli o triumfie w Paryżu? - To prawie niemożliwe, by pokonać zespół Astana. Ich kolarze będą mieli całą odpowiedzialność wyścigu na swoich ramionach - powiedział człowiek, który Astanę pokonał. - W ciągu dwóch, trzech lat, wierzę, że również ja powalczę o żółtą koszulkę - mówił.

Sánchez sprowadził na ziemię rodaków, którzy porównywali go z Indurainem. - To dla mnie zaszczyt, że ktoś mnie z nim porównuje, ale to, że tak jak on wygrałem wyścig Paryż-Nicea nie znaczy, że wygram wszystko to co on potem - wyjaśnił. - On wygrał Tour de France pięć razy, a ja marzę, by wygrać tam raz - przyznał.

Toni dla Antoniego

Ostatnim hiszpańskim bohaterem tegorocznego "wyścigu ku słońcu" okazał się Antonio Colom, zwycięzca ostatniego etapu. 30-latek z Majorki, od tego sezonu kandydat nowo powstałej Katiuszy na wielkie toury, sprawił świetny prezent małżonce Irene, która w maju spodziewa się dziecka. Popularny "Toni" wybrał już imię dla syna: Marc Antoni.

Davis liderem rankingu światowego

W prowadzonym od obecnego sezonu rankingu Międzynarodowej Unii Kolarskiej, budowanego na podstawie wyników 24 wyścigów kalendarza uzgodnionego z organizatorami największych wyścigów, wciąż, po Paryż-Nicea, prowadzi Australijczyk Allan Davis.

W styczniu zawodnik Quick Step wygrał Tour Down Under, pierwszą imprezę cyklu ProTour. Paryż-Nicea był pierwszym wydarzeniem z serii tzw. historycznych. We wtorek kończy się kolejny wyścig, Tirreno-Adriatico, ale w nim Davis swojego dorobku nie poprawi, bo w klasyfikacji generalnej lokuje się pod koniec pierwszej setki.


Ranking światowy Międzynarodowej Unii Kolarskiej (po 2/24 wydarzeń):

1. Allan Davis (Australia, Quick Step) 122 pkt
2. Luis León Sánchez (Hiszpania, Caisse d'Epargne) 111
3. Fränk Schleck (Luksemburg, Saxo Bank) 88
4. Stuart O'Grady (Australia, Saxo Bank) 87
5. Sylvain Chavanel (Francja, Quick Step) 77
6. Jose Joaquin Rojas (Hiszpania, Caisse d'Epargne) 77
7. Alberto Contador (Hiszpania, Astana) 76
8. Martin Elmiger (Szwajcaria, AG2R La Mondiale) 64
9. Antonio Colom (Hiszpania, Katiusza) 60
10. Wesley Sulzberger (Australia, Française Des Jeux) 50

zespołowo: 1. Quick Step 230; 2. Saxo Bank 217; 3. Caisse d'Epargne 188; 4. Astana 76; 5. Française Des Jeux 75; 6. Katiusza 65; 7. AG2R La Mondiale 64; 8. Columbia-Highroad 56; 9. Lampre 24; 10. Rabobank 22

narodowościowo: 1. Hiszpania 328; 2. Australia 315; 3. Francja 96; 4. Luksemburg 88; 5. Szwajcaria 64; 6. Niemcy 51; 7. Belgia 31; 8. Włochy 31; 9. Rosja 10; 10. Finlandia 10

Polub SportoweFakty na Facebooku
Zgłoś błąd
inf. własna / L'Equipe
Komentarze (1)
  • heinz Zgłoś komentarz
    Zdarza się. Nadal to nie przekreśla Contadora jako głównego faworyta TdF. Nikt, kto planuje solidną jazdę w Petli nie będzie się nadzwyczajnie spinał na Paryż-Nicea. Zresztą wyścigi
    Czytaj całość
    dla swojego lidera wygrywa zespół, a tu faktycznie kręcił drugi garnitur.
    Już uciekasz? Sprawdź jeszcze to:
    ×