LeBron James nie potrafił odpowiedzieć, czy środowy mecz Los Angeles Lakers z Cleveland Cavaliers był jego pożegnaniem z rodzinnym miastem.
Kibice w Ohio i sam klub zadbali o wyjątkową oprawę, a James nie krył emocji po obejrzeniu specjalnego wideo w pierwszej kwarcie spotkania. Pojawiły się nawet łzy.
ZOBACZ WIDEO: #dziejesiewsporcie: Kandydat do "gola roku". Ależ to trafiła!
- To na pewno trochę mnie wzruszyło. Myślę, że chodziło o bycie tu i teraz. To nie były same skróty akcji, tylko chwila obecności. Staram się żyć momentem, bo nie wiem, czy to mój ostatni raz tutaj - powiedział James po porażce Lakers 99:129. - Na każdym wyjeździe próbuję chłonąć każdą chwilę, bo to naprawdę może być ostatni raz. A dla mnie osobiście znaczy to więcej, bo dorastałem 35 minut stąd - dodawał w rozmowie z mediami.
W trakcie meczu Cavaliers pokazali także fragmenty legendarnego występu Jamesa z piątego meczu finałów Konferencji Wschodniej 2007 roku przeciwko Detroit Pistons, gdy zdobył 25 punktów z rzędu. - Nie spodziewałem się tego, ale to mnóstwo wspomnień i historii. Pamiętam ten moment, jakby to było wczoraj. To była naprawdę fajna chwila - przyznał czterokrotny mistrz NBA.
James spędził w Cleveland łącznie 11 sezonów w dwóch etapach kariery i opuścił klub w 2018 roku, przenosząc się do Los Angeles. - To emocjonalny mecz. Podczas wideo było widać, jak ważny jest dla niego powrót tutaj. Jest w tym wszystkim bardzo ludzki element - ocenił trener Lakers J.J. Redick.
41-latek, rozgrywający rekordowy 23. sezon w lidze, nie myśli jeszcze o pożegnalnym tournee. - Nie myślałem nawet o pożegnaniach. Myślę, że to przyjdzie później. Osiem lat temu, gdy odchodziłem do LA, powiedziałbym, że w 2026 roku już nie będę grał. Wciąż gram na wysokim poziomie i nadal kocham ten proces. Chodzi o to, ile jeszcze soku mogę wycisnąć z tej pomarańczy - zakończył.