Zapomnieć o euforii, misja ciągle trwa. Nie można tego zmarnować

PAP/EPA / Toms Kalnins / Igor Milicić
PAP/EPA / Toms Kalnins / Igor Milicić

Jordan Loyd rzutem w ostatniej sekundzie zapewnił reprezentacji Polski wygraną w Rydze nad Łotyszami. Żeby tamta akcja nie poszła na zmarnowanie, Biało-Czerwoni w niedzielę muszą zrobić kolejny krok.

- Tamten mecz mógł się zakończyć szczęśliwie dla obu drużyn - przyznał Igor Milicić, szkoleniowiec reprezentacji Polski. Biało-Czerwoni w czwartej kwarcie mieli nawet dziewięć punktów przewagi, ale na 3,7 sekundy przed końcem przegrywali 81:82.

Wtedy piłka powędrowała do Jordana Loyda. Ten położył na parkiecie Mareksa Mejerisa, zrobił krok wstecz, wyszedł w górę i trafił trójkę na zwycięstwo. Potem było już tylko szaleństwo i wielka radość w reprezentacji Polski.

ZOBACZ WIDEO: "Zrobiłbyś to?". Jędrzejczyk pokazała nagranie z krańca świata

Trzy mecze i trzy zwycięstwa - tak prezentuje się bilans Polaków w eliminacjach MŚ 2027, które odbędą się w Katarze. Kluczowe sprawy, które załatwiły nam wygraną w Rydze oprócz rzutu Loyda?

- Przez czterdzieści minut mocno pracowaliśmy po to, aby być w sytuacji, która umożliwi nam zwycięstwo. W pierwszej połowie daliśmy Łotyszom za dużo rzutów z dystansu. W drugiej trochę to poprawiliśmy i dziesięciu trójek w pierwszej połowie, w drugiej rywale rzucili już tylko dwie - zdradził Milicić.

- Do Polski wracamy z dużym zwycięstwem. Wiemy jednak, że praca nie została jeszcze zakończona - dodał.

"Misja MŚ 2027" trwa, a niedzielne starcie z Łotyszami w Polsat Plus Arenie w Gdyni to czwarty rozdział tej historii. I z pewnością Biało-Czerwoni zrobią wszystko, żeby zachować miano niepokonanych. To ważne, żeby kolekcjonować triumfy przed drugą fazą eliminacji.

- Nikt nie odmówi naszej kadrze serca, charakteru. To takie nasze DNA - jesteśmy razem i gramy do końca - przyznał Jarosław Zyskowski, który w trzeciej kwarcie meczu w Rydze dał pozytywny impuls naszej kadrze.

Pierwszy pojedynek z Łotyszami pokazał, że aby marzyć o pokonaniu tej drużyny trzeba zatrzymać ich deszcz trójek. W tej drużynie każdy potrafi przymierzyć z dystansu, dlatego jest to tak szaleńczo niebezpieczna broń drużyny prowadzonej przez Sito Alonso.

Czy w niedzielę Jordan Loyd zaliczy kolejny epicki występ? Czy kapitan Mateusz Ponitka ponownie weźmie naszą kadrę na swoje barki i poniesie do sukcesu? Czy czeka nas kolejny w tych eliminacjach horror? Najważniejsze będzie tylko jedno - zwycięstwo.

Polska - Łotwa / niedziela (1 marca) Polsat Plus Arena Gdynia, godz 20:30

Komentarze (0)
Zgłoś nielegalne treści