Kokpit Kibice
Relacje na żywo
  • wszystkie
  • Piłka Nożna
  • Siatkówka
  • Żużel
  • Koszykówka
  • Piłka ręczna
  • Skoki narciarskie
  • Tenis

NBA: Wschód najgorszy od 40 lat. Czy kryzys skłoni władze ligi do zmian?

Wschód nie był tak daleki od czasów, kiedy w USA rządził Richard Nixon, a w Polsce rozkręcał się Edward Gierek. Za nami już ponad miesiąc rozgrywek, a na plusie są tylko Miami Heat i Indiana Pacers.
Mateusz Orlicki
Mateusz Orlicki

Starcie pomiędzy konferencjami Wschód jak na razie przegrywa z kretesem. Dotychczasowy bilans (stan z 4 grudnia) to 63 porażki w 83 meczach. Tylko Miami Heat i Indiana Pacers, czyli ubiegłoroczni półfinaliści NBA, notują odsetek zwycięstw przekraczający 50 proc. Ostatni raz na początku grudnia taka sytuacja miała miejsce... w 1972 roku. Pierwsze trzy ekipy drugiej połówki Stanów Zjednoczonych – Blazers, Spurs, Thunder – przegrały po 3 spotkania, ale tylko w swojej konferencji. Wygrały przy okazji aż 20 meczów z rywalami ze Wschodu.

Trzecim zespołem w Eastern Conference są Washington Wizards z Marcinem Gortatem w składzie. Ich aktualny bilans to 9-9. Wysoka pozycja na pewno cieszy polskich kibiców – włączając autora – choć niestety dobitnie obrazuje marność całej konferencji. Załóżmy, że sezon zasadniczy kończy się w dniu dzisiejszym. A teraz weźmy dziewiątych i dziesiątych na Zachodzie Pelicans oraz Grizzlies (którzy są poza Playoffs) i przenieśmy ich do drugiej tabelki. Co to zmienia? Przechodzą dalej z miejsc 3 i 4. "Polish Hammer" i spółka dopiero się jednak rozkręcają. Wyglądają coraz lepiej, a już w piątek z Milwaukee Bucks mają szansę wyjść na plus.

Wszystkie pozostałe drużyny w środę wieczorem były pod kreską. I bynajmniej nie wygląda to na serię wypadków przy pracy. Niewiele też wskazuje na to, aby tendencja ta miałaby się niebawem jakoś specjalnie zmienić. W Nowym Jorku panika – oba zespoły wygrały łącznie 8 z 26 gier, a Knicks idą w tym roku na rekord kolejnych porażek w Madison Square Garden. Chicago Bulls znów stracili Derricka Rose'a. Osobisty dramat najmłodszego MVP w historii ligi może doprowadzić także do poważnego remontu w całej organizacji. "Byki" w zeszłym sezonie udowadniały, że potrafią sobie radzić bez swojego lidera, ale w głowie skąpego niczym Ebenezer Scrooge właściciela na pewno pojawiły się już pewne wątpliwości.

W Orlando i Filadelfii zapewne jeszcze kilka szalonych meczów zobaczymy, ale jedyne, co w ten sposób osiągną zawodnicy tych drużyn, to kilka siwych włosów więcej na głowach generalnych menadżerów. Jak na razie lepiej od nich tankują bowiem przymierzani przed sezonem do play-offów (a niektórzy nawet finałów) Knicks, Nets i Cavaliers. Z drugiej strony nawet jeśli Rob Hennigan i Sam Hinkie nie zgarną w tym roku wysokich numerów w Drafcie 2014, to na pewno mogą być zadowoleni ze swoich tegorocznych wyborów. Michael Carter-Williams i Victor Oladipo w bezpośredniej konfrontacji zaliczyli właśnie po pierwszym triple-double w karierze i potwierdzili swoje kandydatury na wschodzące gwiazdy ligi.

Marcin Gortat i Washington Wizards z bilansem 9-9 zajmują 3. miejsce w Konferencji Wschodniej Marcin Gortat i Washington Wizards z bilansem 9-9 zajmują 3. miejsce w Konferencji Wschodniej
Jak tak dalej pójdzie, to do play-offów awansować mogą zespoły, które na finiszu sezonu zasadniczego notować będą ujemny bilans. W Stanach pojawiły się prognozy, że może dojść nawet do pięciu takich przypadków. Według Elias Sports Bureau (spółki operującej statystycznymi i historycznymi bazami danych związanych z NBA) byłaby to sytuacja bez precedensu w całej historii ligi. Do drugiej fazy rozgrywek z jednej konferencji przechodziły do tej pory maksymalnie trzy ekipy z ujemnym bilansem. Ostatni raz miało to miejsce w 1997 roku na Zachodzie. Awansowały wtedy Minnesota Timberwolves (40-42), Phoenix Suns (40-42) i Los Angeles Clippers (36-46).

Zawsze byłem zdania, że żaden zespół notujący bilans poniżej 50 proc. nie powinien znaleźć się w playoffs – powiedział niedawno Jeff Van Gundy, były trener m.in. New York Knicks i Houston Rockets, a obecnie analityk telewizyjnej stacji ESPN.

Jego słowa przytoczyłem tu nie bez przyczyny. Zrobiłem to, ponieważ moim zdaniem jest to idealna pora, aby rozpocząć w NBA dyskusję na temat zmiany formatu rozgrywek. Skoro David Stern (a za chwilę Adam Silver) tak mocno stawia na walor widowiskowy, to chyba również w ich interesie jest to, aby w play-offach grały drużyny najlepsze. Tak więc podział na konferencje należałoby zachować jedynie w celach logistycznych, aby w odpowiedni sposób zaplanować terminarz spotkań. O promocji do dalszej rywalizacji po rundzie zasadniczej decydować powinien już tylko odsetek zwycięstw – bez żadnych podziałów w tabeli.

Kolejne zmiany powinno się również rozważyć w kontekście draftu. Dlaczego? Tankowanie, tankowanie, tankowanie – mówi i pisze się o tym tyle, że już nawet nie wiadomo, którzy rzeczywiście na pustym baku obrali kurs na Draft 2014, a których się tylko o to podejrzewa. Milwaukee Bucks (bilans 3-14, najgorszy w całej lidze), aby zapełnić kilka dodatkowych krzesełek, sprzedają w tej chwili karnety na wszystkie pozostałe mecze rozgrywane we własnej hali po promocyjnej cenie 99 dolarów. Nie twierdzę, że przegrywają celowo, ale modyfikacja procedury, według której przeprowadzana jest co roku loteria draftowa, mogłaby wyeliminować takie ryzyko.

Nowy komisarz ma więc nad czym myśleć. Kibice na całym świecie zapewne docenią nowe statystyki i multimedialne box score’y serwowane w tym sezonie przez ligę, ale nie możemy zapominać o tym, co jest tak na prawdę najważniejsze, czyli sportowy poziom rywalizacji. Obok rewolucji statystycznej i marketingowej trzeba się poważnie zastanowić, jak zapobiec takim sytuacjom w przyszłości. Oczywiście do rozegrania jest jeszcze jakieś 80 proc. spotkań, ale obawy i niepokój wobec aktualnego stanu rzeczy na Wschodzie są jak najbardziej uzasadnione.

NBA: Anthony Bennett vs. presja i półmózgi na trybunach

Koszykówka na SportoweFakty.pl - nasz profil na Facebooku. Tylko dla fanów basketu! Kliknij i polub nas

Polub Koszykówkę na Facebooku
Zgłoś błąd
inf. własna / nba.com / bleacherreport.com

Komentarze (6):

  • Kojiro Zgłoś komentarz
    Jednak ja gdybym miał pobawić się w GM Byków spróbowałbym tradu Deng-Evan Turner.Gościu jest również w ostatnim roku kontraktu,a poza tym urodził się w Chicago.Powrót do miasta
    Czytaj całość
    rodzinnego z pewnością byłby dla niego zachęcający.Wówczas skład wyjściowy D-Rose,Evan,Butler,Taj,Noah i ławka Kirk,Snell,Dunleavy,Mirotic+ jeden weteran+2 z draftu najpradopodobniej wysokie pick-y,a trzeba też pamiętać,że Bulls na zawodnikach z draftu wyciąga zwykle maksa i wybory które dokonują są zazwyczaj słuszne. Jak dla mnie kusząca perspektywa i fajnie ułożony skład.
    • TOKI1234 Zgłoś komentarz
      Ten sezon większość drużyn ze wschodu musi lub chce po prostu dograć tak jak i niektóre drużyny na zachodzie. Na wschodzie rzeczywiście większość drużyn czeka na Draft a na
      Czytaj całość
      zachodzie choćby Lakers na zwolnienie się kilku graczy na rynku po to by zaatakować w sezonie 2014/2015. Suma summarum wiele drużyn odpuściło ten sezon choć nie wszystkie co jest bardzo optymistyczne. Miami chcą obronić a w przypadku zawodników i zdobyć kolejny tytuł co jest zrozumiałe. Mocna Indiana z Paul George na czele już w tamtym sezonie a w tym wydaje się być rewelacją całej ligi. Heat i Indiana stoczą bój w finale konferencji wschodniej o prawo gry w wielkim finale . Na zachodzie jest bardziej wyrównanie pierwsze skrzypce będą grali San Antonio Spurs i OKC do Oklahomy po kontuzji powrócił Westbrook dlatego upatruje w tej drużynie głównego kandydata do finału ligi. Wbrew pozorom sezon jest ciekawy i może nasz zaskoczyć jeszcze nie jedną niespodzianką.
      • tonny Zgłoś komentarz
        Kto spodziewał się, że Nets i Knicks będą tak dołować? Obstawiałem Nets w finale konferencji a oni nawet do play-off mogą się nie zakwalifikować. W konferencji wschodniej, poza
        Czytaj całość
        Indianą, Miami i drużynami z NY, reszta chyba rzeczywiście czeka tylko na draft 2014.
        • baza Zgłoś komentarz
          Rzeczywiście takiej dominacji zachodu to ja nie pamiętam, a interesuje się NBA od czasów jak Byki pierwszy raz zdobywały mistrzostwo. Niemniej dało się w ostatnich latach zaobserwować
          Czytaj całość
          coraz większą przewagę konf. zachodniej. Co do Chicago to zgadzam się z jaet. Oczywiście Byki będą walczyc w pojedynczych meczach i je wygrywać, ale suma sumarum ich celem jest w miarę wysoki pick w drafcie, no i ten dodatkowy od Charlotte. W połączeniu z przyjściem do NBA Miroticia dostaliby zastrzyk naprawdę kilku utalentowanych graczy, na których w połączeniu z tymi co już mają mogliby budować nową ciekawą drużynę. Oczywiście pozbycie się Denga jest tu raczej koniecznością, osobiście pozbyłbym się też Boozera, chociaż nie wiem jak tam sprawa wygląda z jego kontraktem.
          • jaet Zgłoś komentarz
            Drogi Mateuszu, Jerry Reinsdorf nie jest być może właścicielem typu Prokhorov czy Cuban, ale zapowiedział że będzie płacił luxury tax, jeżeli drużyna będzie miała szanse na
            Czytaj całość
            mistrzostwo i je płaci. Byki mają obecnie bodajże 4 budżet ligi. Oczywiście kolejna kontuzja Rose'a zmieniła losy organizacji, a co za tym idzie, powinna zmienić także jej plany. Byki w tak słabej konferencji mogą walczyć bez problemu o trzecie miejsce, tylko pytanie PO CO? Szans na pokonanie Heat i Pacers nie mają, a exodus z offseason daje im za to szansę na stosunkowo wysoki draft, draft który wielu specjalistów uważa za decydujący dla najbliższej ligowej dekady (!). Dodatkowo przy obecnej postawie Charlotte, Byki dostaną najprawdopodobniej także pick, który zyskały w wymianie za Tyrusa Thomasa. To wszystko wraz z przenosinami do NBA najzdolniejszego obecnie europejskiego gracza w postaci Nikoli Miroticia, wybranego przez Chicago dwa lata wcześniej, powoduje, że Chicago jak najbardziej powinno pomyśleć o pozbyciu się zawodników, którzy przyszłości z klubem raczej nie zwiążą, a mogą dać w sezonie kilka zwycięstw więcej, zupełnie w tej sytuacji niepotrzebnie. Myślę tu głównie o Luolu Dengu. Taki ruch da też możliwość rozwoju własnym młodszym zawodnikom typu Butler, który będzie mógł zagrać na swojej naturalnej pozycji SF i Tony'ego Snella, który w rotacji zajmie miejsce Butlera na SG. W tym wypadku nie skąpstwo będzie stało za działaniami byczego FO, ale czysta chłodna kalkulacja, może Pan wierzyć.
            • Aporty Zgłoś komentarz
              Wschód w tym roku gra tragicznie. Jeszcze niedawno śmiano się z Gortata, który zapowiadał, że Washington stać na coś więcej niż playoff. Cały czas nie można niczego zakładać i
              Czytaj całość
              sytuacja może się zmienić, ale na ten moment Washington wygląda rzeczywiście na 3 siłę na wschodzie. Chociaż z drugiej strony ciężko uwierzyć że kluby z Nowego Jorku czy Chicago nie złapią rytmu
              Już uciekasz? Sprawdź jeszcze to:
              ×
              Sport na ×