Kamil Górniak: Można powiedzieć, że odnieśliście dość łatwe zwycięstwo w Tarnobrzegu.
Tomasz Śnieg: Bardzo baliśmy się tego meczu. Byliśmy po dwóch porażkach z rzędu. Jezioro złapało rytm, wygrało ostatnio w Kołobrzegu. Na pewno przyjechaliśmy tu pełni obaw. Spełniliśmy założenia. Zagraliśmy twardo w defensywie, zacieśnialiśmy przy penetracjach Allena i Weedena. Dobra obrona i skuteczność w ataku przyniosły nam zwycięstwo w tej potyczce.
Obrona była naprawdę dobra. Jezioro nie miało pomysłu na grę. Podwajaliście i potrajaliście, i to często kończyło się stratą piłki przez rywala.
- Mieliśmy takie założenia, żeby doskakiwać do piłki, rozmawiać i pomagać koledze, a nie przykleić się do swojego i bronić indywidualnie. To przyniosło efekt. Cały czas była pomoc, zawodnicy Jeziora przy penetracjach nie mieli dużo miejsca. Byliśmy cały czas w ruchu utrudniając im grę.
Byliście też przede wszystkim zespołem.
- Zagraliśmy bardzo zespołowo, było sporo dobrych akcji, gdzie dzieliliśmy się piłką. Kilku graczy miało dobry dzień strzelecki. Każdy kto zagrał, wniósł sporo dobrego do drużyny i to było bardzo pomocne.
Te rzuty za trzy punkty były waszą piekielną bronią w tym pojedynku.
- Michał Nowakowski zagrał kapitalnie. Trener Urlep w szatni powiedział nam, że nie pamięta takiego wydarzenia, żeby jakiś zawodnik trafił 8/8 za trzy. Cieszymy się, bo to nam jako drużynie dużo dało. Szukaliśmy go później, bo był "w gazie".
Ten początek czwartej kwarty rozwiał chyba nadzieje gospodarzy na korzystny wynik. Kilka akcji z rzędu i same trafione trójki. To był koniec marzeń Jeziora.
- To był gwóźdź do trumny gospodarzy. Gracze Jeziora się podłamali. Oto jednak chodzi, żeby trafiać. Dobrze rozgrywaliśmy po prostu swoje akcje. W koszykówce chodzi o to, żeby trafiać.
Jak ocenisz waszą postawę w tej pierwszej rundzie? Wydaje się, że te dwie ostatnie porażki zamazują jednak bardzo dobre wrażenie, jakie pozostawiliście mimo wszystko w pierwszych meczach.
- Zaczęliśmy sezon bardzo dobrze. Mamy zbilansowaną drużynę. Ostatnio przegraliśmy dwie potyczki, jedną w derbach z AZS Koszalin i na własnym parkiecie z Anwilem Włocławek. Byliśmy trochę zawiedzeni, bo nie wyszliśmy z taką agresją w obronie i egzekucją w ataku, jak powinniśmy. Morale trochę spadły. Porozmawialiśmy po męsku, przyjechaliśmy na ciężki teren na Podkarpacie i zagraliśmy jak drużyna. Przyjechaliśmy także bez dwóch graczy.
Były też urazy.
- Stutz w ostatnim meczu nie zagrał. Michał Jankowski i Marcin Dutkiewicz leczyli drobne urazy. Ten tydzień przed spotkaniem był ciężki. Skończyło się jednak dobrze, gdyż byli gotowi do gry. Zagrali super zawody i poprawiliśmy sobie humory.
A na co was stać w tym sezonie? Patrząc obiektywnie na wasze wyniki i grę można śmiało stwierdzić, że możecie być takim czarnym koniem rozgrywek i pokusić się o niespodziankę i sięgnąć po medal jak AZS Koszalin w ubiegłym sezonie.
- Chcemy awansować na razie do czołowej szóstki, a potem powalczyć o strefę medalową, a tam może się już wydarzyć wszystko. Musimy unikać głupich porażek. Potrafimy wygrać ze Stelmetem Zielona Góra czy z Treflem Sopot, który jest bardzo ofensywnie nastawiony, a później przegrać ze Śląskiem Wrocław, czy wychodzimy bez walki na bój w Koszalinie, który był bardzo ważny dla naszych kibiców. Wiemy, że ich zawiedliśmy. To nie może się powtarzać. W każdej konfrontacji musimy walczyć, być drużyną jak na treningach, a wtedy możemy pokonać każdego rywala.
Koszykówka na SportoweFakty.pl - nasz profil na Facebooku. Tylko dla fanów basketu! Kliknij i polub nas