Kokpit Kibice
Relacje na żywo
  • wszystkie
  • Piłka Nożna
  • Siatkówka
  • Żużel
  • Koszykówka
  • Piłka ręczna
  • Tenis
  • Zimowe

Erwina Ryś-Ferens. Życie jak wahadło

- Najbardziej brakuje mi ogrodu. Tak bardzo chciałabym w nim popracować - wzdycha Erwina Ryś-Ferens. Panczenistka cztery razy reprezentowała Polskę na igrzyskach. Dziś o zdrowie walczy z rakiem kości, bezwzględnym przeciwnikiem. Potrzebuje pomocy.
Grzegorz Wojnarowski
Grzegorz Wojnarowski
Erwina Ryś-Ferens Materiały prasowe / Na zdjęciu: Erwina Ryś-Ferens

Słynęła z silnych nóg. To one niosły ją po 21 medali mistrzostw świata i Europy w wieloboju. Od 1976 do 1988 roku dawały polskim kibicom wiarę w medal zimowych igrzysk olimpijskich. Teraz odmówiły posłuszeństwa. Rak kości sprawił, że najlepsza polska panczenistka lat 70. i 80. straciła w nich czucie. Nie może chodzić, wymaga całodobowej opieki. Potrzebuje specjalistycznego leczenia i przystosowania mieszkania. Tak, by nie musiała spędzać całych dni leżąc w łóżku.

"Kiedyś mama dawała z siebie wszystko dla Polski, teraz ona potrzebuje pomocy" - apeluje jej syn.

Zaczęło się od bólu

Erwina Ryś-Ferens pierwszy raz zachorowała trzy lata temu. Nowotwór piersi. Udało się go wyleczyć, ale teraz choroba wróciła. Zaczęło się od bólu nogi po chemioterapii. Lekarze stwierdzili polineuropatię, uszkodzenie nerwów.

ZOBACZ WIDEO: Tenis. Lotos PZT Polish Tour. Paweł Ciaś: Plan? Przygotować się fizycznie

Z dnia na dzień było coraz gorzej, coraz trudniej było stawiać kolejne kroki. W kwietniu olimpijka całkowicie straciła władzę w nogach. Zaczęła korzystać z wózka inwalidzkiego. Seria badań, nerwy. W końcu fatalna wiadomość od lekarzy: przerzut. Rak zaatakował kości.

- Nikt mi nie powiedział, czy uda się mnie wyleczyć. Nikt nie powiedział, czy znów będę chodzić. Mam kolejne wizyty, dostaję tabletki. I tyle - mówi nam z żalem.

Pieniędzy już nie ma

Kolejne miesiące mijają, sytuacja się nie poprawia, a koszty opieki i leczenia rosną. Przekraczają możliwości finansowe rodziny. Syn i córka łyżwiarki szukają pomocy u ludzi dobrej woli. Założyli zbiórkę w serwisie zrzutka.pl. Celem jest uzbieranie 200 tysięcy złotych. Na razie udało się zebrać niespełna jedną czwartą kwoty.

- Opiekunka, bez której nie mogę funkcjonować, to trzy tysiące złotych miesięcznie. Moja cała emerytura - opowiada multimedalistka. A przecież to nie wszystko. Leki, suplementy, badania, przystosowanie mieszkania do potrzeb osoby niepełnosprawnej, fizjoterapia, sprzęt rehabilitacyjny, łóżko ortopedyczne - wszystko kosztuje. Łóżko to 6,5 tysiąca.

- Dla mnie to straszne koszty - podkreśla. Gdy leczyła raka piersi, wydała 40 tysięcy na same suplementy. Teraz ich nie kupiła, bo po prostu nie ma pieniędzy.

Gdy o sytuacji olimpijki dowiedziało się środowisko, odzew był spory. Pomoc zaoferował związek łyżwiarski, PKOl, Towarzystwo Olimpijczyków Polskich. Zawodniczka zamierza zwrócić się również do premiera Mateusza Morawieckiego o przyznanie emerytury olimpijskiej. Otrzymują ją tylko medaliści, ale może przez wzgląd na jej "wysługę lat", cztery starty na igrzyskach i wiele sukcesów, premier zrobi dla niej wyjątek.

- Widzę swoje życie jako wahadło. Przez długie lata ciężko pracowałam, dawałam z siebie bardzo dużo, za dużo. To wahadło przesunęło się na złą stronę życia. Może teraz wreszcie zmieni kierunek i zacznie zmierzać ku dobrej?

Mieszka u córki w Warszawie, na piętrze starego jednorodzinnego domu. Zaadaptowanie na jej potrzeby pokoju i łazienki pochłonie co najmniej 30 tysięcy złotych, nie wliczając wyposażenia. No i potrzebna jest jeszcze specjalna winda dla osoby na wózku. - Dziś, bym mogła pojechać do lekarza, ktoś musi mnie znieść po schodach. Syn już nie może, bo od noszenia uszkodził sobie kręgosłup - mówi.

Morze łez w Calgary

Kariera sportowa Ryś-Ferens trwała ponad 20 lat. Gdy w 1991 roku kończyła z łyżwiarstwem szybkim, miała w dorobku 83 tytuły mistrzyni Polski i 50 rekordów kraju na różnych dystansach. Przez lata nie wypadała ze światowej czołowej szóstki wieloboju, w sumie zdobyła 21 "małych" medali mistrzostw świata i Europy oraz trzy "duże".

Tylko na igrzyskach zawsze czegoś brakowało. W Lake Placid w 1980 roku była piąta na 3000 metrów, tak samo cztery lata później w Sarajewie. W 1988 roku w Calgary była w rewelacyjnej formie, na 5000 metrów jechała po medal. Półtora okrążenia przed metą upadła.

- Nie wiedziałam, co się stało. Tak, jakby ktoś podstawił mi nogę - wspomina. Wstała i dojechała do mety, z nowym rekordem Polski. Tyle że znowu bez olimpijskiego medalu. - Wylałam wtedy morze łez. Wszyscy imprezowali, bo to był koniec igrzysk, a ja siedziałam w swoim domku i płakałam. Został ze mną tylko Andrzej Kozak, trener kadry alpejek. Do dziś jestem mu za to wdzięczna.

- Wtedy bardzo przejmowałam się niepowodzeniami - mówi i zdradza, że w bardzo chudych dla polskich sportów zimowych latach 80. czuła na sobie ogromną presję. - Cała nadzieja na medal była na moich barkach. Ludzie na mnie liczyli, a ja nie chciałam zawieść. I kończyło się na nieprzespanych nocach przed startami.

Teraz uważa, że miała możliwości, żeby z jednego z olimpijskich startów wrócić do domu z medalem - gdyby ich nie miała, nie utrzymałaby się przez dwie dekady w ścisłej światowej czołówce panczenistek.

- Ale poza możliwościami trzeba jeszcze mieć trochę szczęścia. Ja go nie miałam. Jestem jednak dumna z tego, co osiągnęłam. Co cztery lata na igrzyskach byłam w pierwszej piątce, a musiałam walczyć z zawodniczkami, które stosowały doping. Na przykład Niemki z NRD. Już po karierze odwiedziła mnie Karin Enke, która z igrzysk w Lake Placid, Sarajewie i Calgary przywiozła osiem medali, w tym trzy złote. Powiedziałam jej: "Koksowałyście się jak nie wiem. Gdy zaczynałyśmy karierę, to ze mną przegrywałaś". Odpowiedziała tylko, że nie miała wyboru.

"Przepraszam moje ciało"

Kiedyś ciągle była w ruchu, teraz uważa, że płaci cenę za lata "katowania" swojego ciała. - Przepraszam je za to. Trenowałam za ciężko. Takie były wtedy metody, siermiężne. Do tego nie stosowało się suplementów, a organizm się zużywał. Ale ja o tym nie myślałam, kochałam to, co robiłam. Treningi sprawiały mi wielką przyjemność i myślałam, że całe życie będę sprawna i pełna energii. Niestety, przyszedł czas, że ciało się zbuntowało. Teraz zmusza mnie do odpoczynku.

Erwina Ryś Ferens kilka lat temu udzielała się w polityce. Działała w samorządzie, kandydowała do Parlamentu Europejskiego (fot. archiwum prywatne) Erwina Ryś Ferens kilka lat temu udzielała się w polityce. Działała w samorządzie, kandydowała do Parlamentu Europejskiego (fot. archiwum prywatne)
- Teraz głównie leżę. Czytam, załatwiam co mogę załatwić. Choć sama mogę niewiele, jestem uzależniona od opiekunki i rodziny. Przy dobrej pogodzie, jak jest komu mnie znieść, idę na spacer. Ale na wózek też nie mogę siadać zbyt często, bo muszę oszczędzać kręgosłup.

Do lat spędzonych na torze nie lubi wracać. - Dla mnie to zamknięty rozdział. To inni częściej mi przypominają o swoich osiągnięciach. Zdarza mi się o nich zapomnieć. Gdy teraz rozmawiam z panem i wymieniam te dokonania, myślę sobie, że byłam naprawdę dobra. Że niewielu pokazało tyle wytrwałości. Przez 22 lata, bo trenowałam od 14. do 36. roku życia, miałam w sobie dużo energii i radości z tego, co robię. Dopiero pod koniec kariery łyżwiarstwo zaczęło mnie męczyć. Przede wszystkim psychicznie, bo kondycja wciąż była.

Prawie 30 lat po zakończeniu kariery nie brakuje jej sportu, rywalizacji, walki o kolejny medal i nowy rekord. - Nie tęsknię za tym. Najbardziej to mi brakuje ogrodu. Jest piękny, uwielbiałam spędzać w nim czas w otoczeniu przyrody i bardzo o niego dbałam. A teraz nie mogę już w nim pracować. Mam nadzieję, że uda się choć przystosować schody w domu córki. Tak żebym mogła chociaż sama do niego wychodzić.

Czytaj także:
Erwina Ryś-Ferens walczy z rakiem. Polska federacja przekazała pieniądze słynnej łyżwiarce
Z Rio do małego miasta na Jurze. Flavio Gualberto: Chcę być jednym z najlepszych zawodników PlusLigi

Polub Sporty Zimowe na Facebooku
Zgłoś błąd
WP SportoweFakty
Komentarze (8):
  • jan-49 Zgłoś komentarz
    a gdzie jest to panstwo ktore szasta kasa na prawo i lewo a dla zasluzonych sportowcow nie ma? tylko ci ludzie musza zebrac?gdzie jest ten uzdrowiciel wszystkich pinokio moze by sie
    Czytaj całość
    zainteresowal ?
    • Maja 28 Zgłoś komentarz
      O Jesuu, rak kości... to podobno najbardziej bolesny rak i szybkie przerzuty. Śpieszmy się!!! Jej jest szybko potrzebna pomoc. A swoją drogą, gdzie jest Ministerstwo Sportu? Oni powinni jej
      Czytaj całość
      pomóc pierwsi. Tu każda chwila jest droga. Zdobywała tyle medali dla Polski. To jest bardzo zasłużony dla polskiego sportu człowiek. Niech się pani trzyma!!!
      • jopekpopek Zgłoś komentarz
        Przykro mi!
        • Rafał Krawczyk Zgłoś komentarz
          Szanowny Panie Redaktorzyno! A gdzie link do zbiórki? Czy nie powinien być wielki i zauważalny abym mógł wejść i pomóc bez szukania zbiórki w internetach?
          • Ablafaka Zgłoś komentarz
            Szkoda, oby sobie poradziła, trzymam kciuki. Przyczepię się tylko do jednego. "A przecież to nie wszystko. Leki, suplementy" - Te drugie, czyli suplementy, w większości nie
            Czytaj całość
            pomagają w ogóle, bo to nie są leki, to suplementy, coś co nie podlega w ogóle żadnej kontroli. Suplementy są przeważnie na nieistniejące coraz to głupsze choroby.
            • Paweł Kaźmierczak Zgłoś komentarz
              Czasami się zastanawiam czy Pan Bóg stworzył człowieka perfekcyjnie. Niezawsze choroby biorą się z niedbalstwa, picia, palenia, niezdrowego żywienia i braku ruchu. Tu widać przykład.
              • arkadio13 Zgłoś komentarz
                Kochana walcz o zdrowie do końca!! Jesteś silną kobietą!!
                • szurszacz 1 Zgłoś komentarz
                  A gdyby nie daj Boże się tej pani nie udało Pinokio ogłosi że miała koronawirusa...
                  Już uciekasz? Sprawdź jeszcze to:
                  ×
                  Sport na ×