Kokpit Kibice

Liga Mistrzów 2020. Liverpool - Atletico. Obrońcy trofeum w nowej roli

Perfekcyjna maszyna Juergena Kloppa zaczyna zgrzytać. Hiszpanie mogą spowodować, że Anglicy udział w Lidze Mistrzów zakończą na 1/8 finału.
Jan Sikorski
Jan Sikorski
piłkarze Liverpool FC PAP/EPA / PETER POWELL / Na zdjęciu: piłkarze Liverpool FC

W Premier League Liverpool FC był niepokonany od 44 meczów, w tabeli prowadził z przewagą 22 punktów nad Manchesterem City i kwestią było nie czy, ale kiedy zdobędzie mistrzostwo Anglii. Tak wyglądała sytuacja The Reds jeszcze pod koniec lutego. Wtedy przytrafiła im się porażka 0:3 z Watfordem FC i przegrana 0:2 z Chelsea w Pucharze Anglii, oznaczająca koniec marzeń o potrójnej koronie.

Piłkarze Kloppa w turbulencje wpadli po 0:1 z Atletico Madryt w pierwszym meczu 1/8 finału Ligi Mistrzów. Kryzys - jeśli oczywiście można o nim mówić, bo statystyki zespołu z perspektywy sezonu nadal przedstawiają się imponująco - zaczął się tam, gdzie trochę ponad pół roku odniósł największy sukces: na Estadio Wanda Metropolitano w Madrycie, tym samym obiekcie, na którym 1 czerwca pokonał 2:0 Tottenham Hotspur w finale Ligi Mistrzów. Dziś Anglicy staną przed zadaniem odrobienia strat z pierwszego spotkania i nie można mówić o nich jako o zdecydowanych faworytach. Dla Liverpoolu to sytuacja kompletnie nowa.

To będzie rewelacyjny mecz

- W pierwszym meczu mierzyliśmy z drużyną, która broni prawdopodobnie najlepiej na świecie. Na rewanż rywal nie wyjdzie i nie podda się, będzie walczył. My też, dlatego szykuje się rewelacyjny mecz - powiedział menedżer The Reds. Kluczem będzie przełamanie defensywy Atletico, z czym w Madrycie Liverpool miał gigantyczne problemy: 18 lutego nie oddał ani jednego celnego uderzenia na bramkę rywali. Czy zawodnikiem, który przełamie tę niemoc, będzie Mohamed Salah (z czterema trafieniami jest najlepszym strzelcem angielskiego zespołu)? Według analityków BETFAN jest 42% szans na co najmniej jeden gol Salaha.

ZOBACZ WIDEO #dziejesiewsporcie: dopiero marzec, a bramkę roku już znamy? Fenomenalny wolej!

Za Liverpoolem przemawia własny stadion. Na Anfield The Reds mają za sobą 22 kolejnych wygranych, ostatnią porażkę ponieśli 55 spotkań temu. W europejskich pucharach przed własną publicznością ostatni raz ulegli w październiku 2014 roku. I jeszcze jedno: w Liverpoolu pamiętają poprzedni sezon, półfinał Ligi Mistrzów i starcia z FC Barceloną. W pierwszym spotkaniu Anglicy przegrali 0:3, w rewanżu wznieśli się na wyżyny i wygrali 4:0. Przy dwóch golach asystował wówczas Trent Alexander-Arnold. Analitycy BETFAN szacują, że jest 29% szans, że Trent Alexander-Arnold będzie miał co najmniej jedną asystę.

Dużo zależy od arbitra

Zawodnicy Liverpoolu zwracają uwagę, że do meczu z Atletico przystąpią bogatsi o doświadczenie z pierwszego starcia, w którym Hiszpanie stosowali wszystkie - w tym nieczyste - zagrania, by powstrzymać rywali.

- Wiele zależy od arbitra, żeby odpowiednio reagował na wydarzenia. My musimy być skupieni na naszej grze i nie przejmować się rzeczami, na które nie mamy wpływu. Jeśli pozostaniemy skoncentrowani, będziemy mieli szansę wspiąć się na najwyższy poziom - opowiadał obrońca Liverpoolu Andrew Robertson.

Trener Atletico Diego Simeone wie, że niczym nie zaskoczy Liverpoolu i skupi się przede wszystkim na defensywie. - Czego byśmy nie przygotowali, rywale będzie wiedział, jak zagramy. Jeśli dobrze zaczniemy, zamierzamy trzymać się naszego planu - powiedział w trakcie przedmeczowej konferencji prasowej Simeone. Zapytany, czy ma przygotowany plan B na wypadek, gdyby Liverpool szybko strzelił gola, odparł: -Naturalnie, ale przecież go nie zdradzę. To byłoby nielogiczne.

W planie B decydującą rolę będą odgrywać piłkarze ofensywni. Nie wiadomo, czy będzie nim lekko kontuzjowany Alvaro Morata - decyzja o jego występie zapadnie dopiero tuż przed meczem. Duża odpowiedzialność spadnie na młodziutkiego 20-letnie Joao Felix. Portugalczyka z powodu urazu zabrakło w pierwszym meczu przeciw Liverpoolu, ale jest już zdrowy i w ostatnich trzech spotkaniach La Liga strzelił dwa gole. Nawet jeśli dziś wieczorem sam miałby nie uderzać, ważne będą jego zagrania. Analitycy BETFAN szacują, że jest 72% szans na co najmniej 17 podań Joao Felixa.

Ze strony Liverpoolu jedynym kontuzjowanym zawodnikiem jest bramkarz Alisson. Zastąpi go Adrian, ale trudno mówić, że zabraknie mu ogrania. W tym sezonie 30-letni Hiszpan wystąpił w 17 meczach (11 Premier League).

Koronawirus? To jedna z rzeczy ważniejszych od piłki

Spotkanie rozgrywane będzie w cieniu walki z koronawirusem i oczywiście o tę sprawę pytani byli trenerzy.

Juergen Klopp odniósł się do niej już kilka dni temu, kiedy stwierdził, że jest tylko „facetem w czapce bejsbolówce” i w temacie powinni wypowiadać się eksperci.

We wtorek przyznał: - To jedna z tych rzeczy, które są ważniejsze od piłki nożnej. Mamy rodziny, bliskich, przyjaciół i chcemy ich chronić. Dlatego zaakceptujemy każdą decyzję - powiedział Niemiec.

A decyzja jest taka, że mecz ma zostać rozegrany normalnie.

BETFAN to legalny polski bukmacher.Hazard wiążę się z ryzykiem. Gra u nielicencjonowanych podmiotów jest nielegalna.

Artykuł sponsorowany

Polub Piłkę Nożną na Facebooku
Zgłoś błąd
WP SportoweFakty

Komentarze (0):

    Już uciekasz? Sprawdź jeszcze to:
    ×
    Sport na ×