Polacy znowu zapewnili emocje. Niebywały finał meczu

Zdjęcie okładkowe artykułu: PAP/EPA / Na zdjęciu: Szymon Sićko
PAP/EPA / Na zdjęciu: Szymon Sićko
zdjęcie autora artykułu

Wydawało się, że na trzy sekundy przed końcem nic nie odbierze Polakom cennego zwycięstwa. Rosjanie w niesamowity sposób doprowadzili jednak do remisu w przedostatnim meczu ME 2022 w piłce ręcznej.

Dwa nokauty ze strony Szwedów i Norwegów mocno zachwiały wiarę w kadrę, która jeszcze tydzień temu była wynoszona pod niebiosa po efektownym zwycięstwie z Białorusią. Nie ma co ukrywać, że Polacy zagrali dwa kiepskie spotkania (32:42 i 18:28), zdecydowanie odstawali od kandydatów do medali.

Dzień odpoczynku podziałał jak plaster na rany, sztab postawił reprezentację na nogi.

Recital Zembrzyckiego

Dla Polaków stawką były głównie prestiż i większa wiara w sens wspólnej pracy na rok przed domowymi MŚ 2023. Przy okazji Biało-Czerwoni mogli wedrzeć się do czołowej dziesiątki w Europie, co byłoby dużym postępem w porównaniu do ostatnich turniejów. Patryk Rombel w końcu wybierał skład zamiast sklecać go z dostępnych graczy. Wszyscy kadrowicze opuścili izolację, pod uwagę nie byli tylko brani Adam Morawski i Maciej Zarzycki, którzy od razu po chorobie udali się do kraju.

ZOBACZ WIDEO: #dziejesiewsporcie: syn gwiazdy futbolu zabawił się z piłką. A potem ta radość!

Rosjanie jeszcze teoretycznie pozostawali w grze o półfinał i nikogo nie zdziwiło, że rozpoczęli z dużym animuszem. Twardzi obrońcy wymuszali błędy, szybko na wysokie obroty w ataku weszli ichniejsi kilerzy Siergiej Kosorotow i Dmitrij Żytnikow. Prowadzenie 7:4 (0:2 w grze w przewadze!) wzbudziło niepokój. Może i Rosjanie poszliby za ciosem, gdyby w polskiej bramce nie pojawił się Mateusz Zembrzycki.

Golkiperowi Azotów nie wiodło się w tym turnieju. Pojechał do Bratysławy jako zastępca Adama Morawskiego, zagrał jedynie kilka epizodów jako zmiennik Mateusza Korneckiego i nie dał się zapamiętać z niczego oprócz efektownej podwójnej interwencji w meczu z Niemcami. Z Rosją wszedł do bramki... i wydawało się, że wszystkie rzuty padną jego łupem. Rósł w oczach rywali, odbijał piłkę za piłką, nawet będąc w beznadziejnym położeniu. W Superlidze przyzwyczaił do takich popisów, w Europie dopiero zaczął pracować na swoje nazwisko. Zembrzycki był fenomenalny, zatrzymał 10 prób przy prawie 70 proc. skuteczności. Dawno polski golkiper nie zagrał takiej partii.

Znowu ogień w oczach

Bramkarz podłączył kolegom tlen i nagle wszystko stało się prostsze. Wprawdzie trzy razy pomylił się Przemysław Krajewski, ale można było liczyć na skuteczność Szymona Sićki, Michała Daszka i Arkadiusza Moryty, Kamil Syprzak i Dawid Dawydzik zgarniali piłki na kole. Nie była to idealna połowa, cieszył jednak wyraźny progres w stosunku do dwóch poprzednich występów.

Rosjanie znaleźli sposób na Zembrzyckiego, na swojej połowie wciąż pilnie strzegli Michała Olejniczaka, który trochę cierpiał w tym meczu. Środkowy zgubił kilka piłek, nie zagrażał rzutem i jeszcze przed przerwą zebrał dwie kary. Plac z konieczności opuścił Zembrzycki, na ławce siedział z lodem na kolanie. Na szczęście wciąż nieuchwytny był Sićko, po jego golach Polacy utrzymywali kontakt.

Jak przystało na dwa zespoły o dość podobnym potencjale, o zwycięstwie miały zadecydować pojedyncze akcje albo nieoczekiwany błąd. Na przykład taki jak ten ze strony Rosjan, kiedy w niewłaściwy sposób zasygnalizowali czas na żądanie, przerwali akcję Polaków i musieli sobie radzić w osłabieniu.

Zamieszanie nie wybiło ich z rytmu, do samego końca prowadzenie przechodziło z rąk do rąk. Polacy mocno pracowali w obronie, chociaż Kosorotow i Żytnikow czasem pozostawali poza zasięgiem. Na minutę przed końcem dobrze zachował się Piotr Chrapkowski, wymusił faul ofensywny i zostało 50 sekund na decydujący cios. Kto jak nie Michał Daszek mógł wziąć piłkę i wykończyć akcję na trzy sekundy przed końcem? Lider wytrzymał próbę nerwów, nie rozproszyła go czerwona kartka dla trenera Sbornej, pod presją pokonał Kirejewa.

To nie był koniec. Rosjanie mieli trzy sekundy i zaufali w talent Kosorotowa. Zawodnik płockiej Wisły rzucił z daleka, prawie z połowy, po koźle. Ku zdziwieniu wszystkich - trafił. Czy odbyło się to zgodnie z przepisami? Według francuskiego duetu sędziowskiego tak, chociaż Kosorotow chyba stracił rachubę z wykonanymi krokami.

Remis pozostawia niedosyt, ale biorąc pod uwagę dwa poprzednie występy, podział punktów można było brać w ciemno. Kadra wróciła z dalekiej podróży.     Polska - Rosja 29:29 (14:13)

Polska: Kornecki, Zembrzycki - Sićko 8, Moryto 6/3, Daszek 6, Krajewski 2, Czuwara 1 Chrapkowski 1, Przytuła, Olejniczak 1, Jędraszczyk, Gębala, Syprzak 1, Dawydzik 2, Walczak 1 Karne: 3/3 Kary: 10 min. (Olejniczak - 4 min., Walczak, Przytuła, Krajewski - 2 min.)

Rosja: Kiriejew, Gruszko - Kosorotow 8, Żytnikow 7, Korniew 3, Andriejew 3, Soroka, Ostaszczenko 2, Santałow 2, Winogradow 1, Kotow 1, Sziszkariew 1, Jermakow 1, Kamieniew Karne: 1/2 Kary: 12 min. (Jermakow 4 min., Kotow, Kosorotow - po 2 min. kara dla ławki, czerwona kartka dla trenera).

Źródło artykułu: