KokpitKibice
Relacje na żywo
  • wszystkie
  • Piłka Nożna
  • Siatkówka
  • Żużel
  • Koszykówka
  • Piłka ręczna
  • Tenis
  • Zimowe

Yared Shegumo: Będę walczył z całych sił o medal IO. Dla siebie i dla Polski

- Otaczają mnie same życzliwe i pomocne osoby. Występem na igrzyskach chciałbym podziękować za tę życzliwość, za to, że poczułem się w Polsce jak w domu - mówi Yared Shegumo, maratończyk, reprezentant Polski.
Grzegorz Wojnarowski
Grzegorz Wojnarowski
East News

WP Sportowefakty: Yared, gdy 17 lat temu przyjechałeś do Polski na lekkoatletyczne mistrzostwa świata kadetów, na pewno nie spodziewałeś się, że zostaniesz w naszym kraju tak długo? A co dopiero, że będziesz reprezentował Polskę na igrzyskach olimpijskich.

Yared Shegumo: Kiedy tu przyjechałem, miałem 16 lat i marzyłem wtedy po prostu o starcie na igrzyskach. Zostałem w Polsce, bo w Etiopii była wtedy wojna z Erytreą. A ja nie chciałem walczyć, strzelać do ludzi. Wolałem biegać. Wyjeżdżając na mistrzostwa świata kadetów w Bydgoszczy wiedziałem już, że zostaję w Europie. I kiedy po mistrzostwach moja ekipa wracała do domu, na Okęciu odłączyłem się od niej razem z dwiema koleżankami. Wsiedliśmy do taksówki i kazaliśmy się zawieźć na Dworzec Centralny. Nie mieliśmy żadnego planu. Postanowiliśmy poszukać kogoś, kto nam pomoże. Spotkaliśmy Somalijczyka, który z kolei zaprowadził nas do naszego rodaka. Ten nas przenocował, a następnego dnia zawiózł do obozu dla uchodźców w Dębaku.

Jak wspominasz pobyt w tym obozie?

- Mieszkałem tam ponad rok. Było ciężko. Nikogo nie znałem, nie mówiłem ani trochę po polsku. Przez pierwsze dwa miesiące nie mogłem nigdzie wychodzić, nie było co robić, bo trenować się nie dało. Postanowiłem wytłumaczyć osobom zarządzającym obozem, że jestem biegaczem i chciałbym rozwijać swoją karierę. No i pozwolili mi opuszczać ośrodek w towarzystwie dorosłego opiekuna, bo wtedy byłem jeszcze niepełnoletni. Porozmawiałem ze starszymi ode mnie Somalijczykami, którzy też byli w obozie, i oni zgodzili się podpisać oświadczenie, że będą się mną opiekować. Z nimi wychodziłem z obozu i z nimi wracałem. Kiedy dostałem zgodę na opuszczanie obozu i znów mogłem biegać, było już dobrze.

ZOBACZ WIDEO Yared Shegumo spełnia swoje marzenia. Pobiegnie po medal dla Polski

Wróciłeś do treningów i szybko wpadłeś w oko polskim trenerom. Oni pomogli ci znaleźć mieszkanie poza obozem, zadbali, żebyś nauczył się języka. A wyniki miałeś na tyle dobre, że zainteresował się tobą Polski Związek Lekkiej Atletyki. W 2003 roku miałeś już polskie obywatelstwo i byłeś w reprezentacji naszego kraju.

- Biegałem wtedy na 800 i 1500 metrów. Wtedy nikt jeszcze nie wiedział, jakie dystanse będą dla mnie najlepsze. Niektórzy doradzali średnie, inni długie. Niektórzy twierdzą, że za późno zacząłem biegać maratony, że trening średniodystansowca mi zaszkodził. Ale ja tak do tego nie podchodzę. Może właśnie 800 metrów byłoby dla mnie najlepszym dystansem? Tylko, że moje wyniki nie były najlepsze.

Do Etiopii pojechałeś dopiero sześć lat po tym, jak zdecydowałeś się pozostać w Polsce. Jak wyglądało twoje spotkanie z bliskimi po tak długim rozstaniu?

- Było wzruszenie i łzy. Spotkałem się też ze swoją narzeczoną, która przez cały ten czas na mnie czekała. Ale jak ktoś kocha, to czeka. Od razu zdecydowaliśmy się wziąć ślub, a niedługo później byliśmy już w Polsce razem. I nadal jesteśmy, mamy dwójkę dzieci. To ważne, że jestem tu z rodziną. Z nią żyje mi się zdecydowanie lepiej niż samemu.

Ale jej obecność nie oznacza, że nie ma problemów. Ty miałeś ich aż nadto. Po początkowych sukcesach twoja kariera wyhamowała i na pewien czas musiałeś zrezygnować ze sportu.

- W 2007 roku zaczęły się problemy finansowe. Nie byłem w stanie utrzymać się z biegania. Postanowiłem wyjechać za pracą do Anglii, do swojego przyjaciela, z którym razem trenowaliśmy w Polonii Warszawa. On pomógł mi znaleźć zatrudnienie. Miałem plan, żeby jak najszybciej wrócić i znów trenować. Niestety, udało się to dopiero po ponad trzech latach. W tym okresie pracowałem w magazynie, jako ochroniarz, byłem operatorem wózka widłowego. Najtrudniejsze było dla mnie to, że nie mogłem biegać. Cały czas myślałem tylko o tym, żeby znów rozpocząć treningi. Czasem próbowałem robić rozbieganie, ale po tylu godzinach pracy, i w dzień i w nocy, to nie był trening.

Ale wciąż wierzyłeś, że zrobisz karierę w sporcie?

- Wierzyłem, i dlatego w końcu wyjechałem z Anglii do Stanów Zjednoczonych, do pana Antoniego Niemczaka, byłego rekordzisty Polski w maratonie. Byłem u niego przez dwa miesiące i tam trenowałem. Potem wróciłem do Warszawy, żeby startować w biegach ulicznych. Zacząłem od 10 kilometrów. Po tak długiej przerwie w treningach nie da się jednak osiągać dobrych wyników. Znów pojawiły się problemy. W październiku 2011 roku miałem już kończyć karierę i wracać do Anglii. Kupiłem już nawet bilet na samolot. Postanowiłem jednak iść na jeszcze jeden trening, nie na AWF, jak zwykle, ale na Skrę. I tam spotkałem trenera Janusza Wąsowskiego i Jacka Podobę, biznesmena i zapalonego biegacza. On postanowił mi pomóc, dał mi szansę. Dzięki niemu nie musiałem znów jechać do pracy i mogłem skupić się na sporcie. Gdybym go nie spotkał, już dawno skończyłbym ze sportem.

Traktujesz to spotkanie jak zrządzenie losu?

- Dziękuję Bogu. Czasami ludzie myślą, że sami do czegoś doprowadzili. A wszystko dostajemy od Boga. W tamtym momencie on tak mną pokierował, że nie pojechałem na AWF, a na Skrę. Gdybym tego nie zrobił, nie spotkałbym Jacka, który uratował moją karierę. Nie byłoby mnie już w Polsce, pewnie jeździłbym wózkiem widłowym gdzieś w Anglii.

To był przełomowy momentem w twojej karierze?

- Tak, moje życie najbardziej zmieniło się wtedy, kiedy Jacek Podoba zaczął mi pomagać. On znalazł dla mnie głównego sponsora, PZU. Dzięki pomocy tej firmy mogłem zajmować się tylko treningiem i bieganiem. Dostałem szansę, którą trzeba było wykorzystać. I wykorzystałem - wygrałem Maraton Warszawski w 2013 roku, zdobyłem srebrny medal mistrzostw Europy 2014 w Zurychu. Chciałbym bardzo podziękować za pomoc byłemu prezesowi PZU, panu Andrzejowi Klesykowi, i wszystkich pracowników tej firmy, których poznałem. Wszyscy byli wspaniali, nie tyle współpracownikami, co przyjaciółmi.

Właśnie wspomniany sukces w Zurychu dał ci największą popularność. Jak wspominasz tamten bieg?

- Bardzo dobrze. Trasa była ciężka, ale na ostatnim okrążeniu uwierzyłem w to, że zdobędę medal. Na 36. kilometrze grupa, w której biegłem, rozsypała się, więc ruszyłem do przodu. I przybiegłem na metę jako drugi. Trudno mi opisać słowami co czułem, gdy stawałem na podium. Nie zmarnowałem wysiłków i starań wszystkich osób, które mi pomogły. Myślałem o tym, że gdyby nie ci dobrzy ludzie, nie byłoby mnie na tym podium. Podziękowałem im wtedy. I podziękowałem Bogu.

Twój trener mówił, że gdybyś wygrał, zaśpiewałbyś polski hymn. Znasz słowa.

- Oczywiście, że bym śpiewał. Byłem przygotowany. I jestem cały czas.

Może na igrzyskach w Rio będzie okazja? Czym będzie dla ciebie ten występ?

- Nigdy nie spotkałem na swojej drodze Polaka, który byłby złym człowiekiem. Otaczają mnie same życzliwe i pomocne osoby. Występem na igrzyskach chciałbym podziękować za tę życzliwość, za to, że poczułem się w tym kraju jak w domu. Będę walczył z całych sił, żeby osiągnąć w Rio dobry rezultat. Dla siebie, i dla Polski.

Oglądałeś występy naszej reprezentacji na piłkarskim Euro 2016?

- Tak! Drużyna grała bardzo dobrze, myślałem, że chłopaki awansują do półfinału. Nie udało im się, niestety, taki jest sport.

A gdybyś ty osiągnął w Rio taki wynik, jak Polacy na Euro, czyli 5-8 miejsce, byłbyś zadowolony?

- Pewnie, że byłbym zadowolony. A gdyby udało się zdobyć medal, to już byłaby pełnia szczęścia. Konkurencja jest bardzo silna, wystąpi wielu znakomitych zawodników z Etiopii czy Kenii, ale ja nie podchodzę do tego tak, że skoro rywale są mocni, to nie mam szans. Maratony na mistrzostwach świata czy na igrzyskach są zupełnie innymi biegami, niż maratony komercyjne. Każdy, kto staje na starcie, ma szansę na sukces. I postaram się przygotować najlepiej jak potrafię, żeby ten sukces osiągnąć. Obyście mieli okazję obserwować moją radość na olimpijskim podium (śmiech). Wtedy, nawet stojąc na jego drugim czy trzecim stopniu będę śpiewał polski hymn. Zwycięzca zaśpiewa swój, a ja swój.

Rozmawiał Grzegorz Wojnarowski

Polub SportoweFakty na Facebooku
Zgłoś błąd
inf. własna
Komentarze (53)
  • kibic Polski Zgłoś komentarz
    Krótko mówiąc jest Etiopczykiem z polskim paszportem i nie powinien zapominać o kraju, z którego pochodzi. Powinien być dumny z tego kim jest i skąd pochodzi. Podobnie jak Polacy, którzy
    Czytaj całość
    pracują w Anglii mają niewiele wspólnego z angielską kulturą, historią, wrażliwością. Ich hymnem jest Mazurek Dąbrowskiego a nie hymn Anglii. Świadomość tożsamości jest bardzo ważna. Nic do niego nie mam, jest bardzo sympatycznym człowiekiem, ale o medal powinien walczyć dla Etiopii. Pamiętam jak Aleksandar Vuković (zawodnik m.in. Legii Warszawa), który w Polsce spędził kilkanaście lat otrzymał polski paszport, został zapytany czy nie chciałby teraz reprezentować Polski. Odpowiedział, że bardzo lubi i szanuje Polskę, mieszka tutaj od lat, nauczył się języka polskiego i dostał nawet obywatelstwo, ale... jest Serbem i zawsze nim będzie dlatego w grę wchodzi wyłącznie reprezentacja Serbii.
    • KYLLYJOY Zgłoś komentarz
      drMoriarti daje ci dużą łapke do góry jestes normalnym gosciem na poziomie a ten nizej tolerancyjny ślepiec niech spojzy co sie dzieje na ś wiecie a potem bredzi o tolerancji pewnie go
      Czytaj całość
      jeszce mamusia w domu karmi i nawet sam na siebie nieume zapracowac ::)
      • Stevie Wonder Zgłoś komentarz
        Yared to Jaś? Dziękuję - poczołgam się. A Yaśowi to mogę najwyżej pokibicować ale nie dopingować!
        • Chalcedon12 Zgłoś komentarz
          A jeśli na Ziemi pojawią się wreszcie Marsjanie, to chętnych też włączymy do reprezentacji Polski?
          • Chalcedon12 Zgłoś komentarz
            Niech biegnie z Polakami ale jeśli zdobędzie medal to dla Etiopii !
            • Piotr Magdziak Zgłoś komentarz
              Bojkotuję igrzyska
              • Krzysztof Szypuła Zgłoś komentarz
                Moja mama też jest z Ethiopii i cię zna, urodziłem sie w Addis Abeba a żyłem w niej tylko 2 lata co wyjaśnia że umiem tak dobrze polski... Yared Powodzenia!
                • narodowiec Zgłoś komentarz
                  reprezentant Polski, ŻAŁOSNE !!!
                  • Fejs Buk Zgłoś komentarz
                    Już lepiej żeby Polska nie brała udziału w tym maratonie, niż żeby miał ją reprezentować ktoś kto koło Polaka nie stał.
                    • admen Zgłoś komentarz
                      Po jaka cholerę nazywamy reprezentacje NARODOWĄ, skoro byle kto może ją reprezentować - bo ma talent w nogach. Nie oglądałem występów reprezentacji Francji, bo to była reprezentacja
                      Czytaj całość
                      Afryki. Wcale nie jestem rasistą ale bardziej nacjonalistą.
                      • wpPolak Zgłoś komentarz
                        — Kto ty jesteś? — Polak mały. — Jaki znak twój? — Orzeł biały. — Gdzie ty mieszkasz? — Między swemi. — W jakim kraju? — W polskiej ziemi. — Czem ta ziemia? — Mą
                        Czytaj całość
                        Ojczyzną. — Czem zdobyta? — Krwią i blizną. — Czy ją kochasz? — Kocham szczerze. — A w co wierzysz? — W Polskę wierzę.
                        • Krzysztof Drozd Zgłoś komentarz
                          drMoriarti pieprzysz głupoty! Jaka masz pewność, że ty pochodzisz z rodu Piastów.Może jesteś Tatarem, może Izraelitom. A może sam nie wiesz skąd się wziąłeś...Ma chłopak papier
                          Czytaj całość
                          , że jest Polakiem i kwita.
                          • Zenon Groszek Zgłoś komentarz
                            A ja bym mu opłacił występ na IO ale medal oddał Etiopii.
                            Zobacz więcej komentarzy (13)
                            Już uciekasz? Sprawdź jeszcze to:
                            ×