Małe Montreux zrodziło wielką siatkówkę. Ile mu zawdzięczamy?

Zdjęcie okładkowe artykułu: Materiały prasowe / FIVB /
Materiały prasowe / FIVB /
zdjęcie autora artykułu

Mało kto wie, że to właśnie dzięki kameralnemu turniejowi rozgrywanemu nad Jeziorem Genewskim zawdzięczamy największe atrakcje współczesnej siatkówki, w tym Ligę Światową.

Przyciąga wszystko, co wielkie...

Montreux to miasteczko w czepku urodzone. W wielkiej loterii dziejów nie można wylosować lepszego kraju niż spokojnie bogacąca się przez setki lat Szwajcaria i lepszej lokalizacji niż cypelek między Jeziorem Genewskim a zboczami Alp. Śledząc sięgającą czasów Imperium Rzymskiego historię tej 20-tysięcznej miejscowości, można by pomyśleć, że położone na uboczu historii Montreux mimowolnie przyciąga wielkie pieniądze, wielką politykę i wielkie nazwiska. Pierwszy złoty okres miasta to czas masowej emigracji włoskich Hugenotów, którzy podziękowali Montreux za spokojne życie złotem uzyskiwanym z rzemieślnictwa. Drugi to połowa XIX wieku i rozbudowa kurortu oraz powstanie najważniejszych atrakcji: Palace Montreux i Grand Hotelu w Caux oraz kasyna.

Perła Riwiery Szwajcarskiej kusiła od wieków najwybitniejsze postacie spokojem okolicy i niemal nadmorskim mikroklimatem, pozwalającym uprawiać palmy i drzewa oliwne. Nazwa Montreux przeszła do legendy muzyki rockowej dzięki piosence "Smoke On The Water" grupy Deep Purple, zainspirowanej pożarem w miejscowym kasynie podczas koncertu Franka Zappy. Zresztą trudno wyliczyć, kto częściej przewijał się przez to przyjazne bogactwu miejsce: muzycy czy pisarze.

To tutaj leczący gruźlicą Hans Christian Andersen napisał "Królewnę Śnieżkę", a Mary Shelley wpadła na pomysł powieści o potworze doktora Frankensteina. Tutaj gościli Ernest Hemingway, Lew Tołstoj i Elżbieta Bawarska znana jako cesarzowa Sissi, tutaj chorą żoną opiekował się Franz Scott Fitzgerald. Tutaj ostatnie lata swojego życia spędzili Vladimir Nabokov i Freddie Mercury. Pomnik wokalisty Queen triumfalnie wznosi do góry pięść, patrząc na Jezioro Genewskie.

... także siatkówkę

Od 2004 roku niedaleko Mercury'ego i Arethy Franklin ze spiżu stoi statua upamiętniająca Reglę Torres, według FIVB najlepszą siatkarkę XX wieku. Kubanka wygrywała towarzyskie zmagania w Montreux trzy razy, co dobrze komponuje się z jej złotymi medalami igrzysk w Barcelonie, Atlancie i Sydney. Monumentalna postać Torres, wzbijająca się w powietrze z rękami wyciągniętymi do bloku, przypomina oczywistą prawdę, że w Montreux jest miejsce tylko dla najwybitniejszych.

ZOBACZ WIDEO: Bogusław Leśnodorski został menadżerem Andrzeja Bargiela. "To jedyny człowiek na Ziemi, który może zjechać na nartach z K2"

To hasło przyświecało w 1984 roku organizatorom Pucharu Narodów z udziałem Szwajcarii, Belgii, Holandii, Francji i Jugosławii. Jak udało się zorganizować całkiem nieźle obsadzony turniej na terenie niemal zupełnie obcym dla siatkówki? Warto pamiętać, że w tym samym roku świeżo wybrany na szefa FIVB Ruben Acosta przeniósł siedzibę konfederacji z Paryża do Lozanny, przeczuwając, że tam prędzej znajdzie wsparcie miejscowego biznesu i MKOL-u dla swoich pomysłów na promocję siatkówki. Interesy szefa Pucharu Narodów Michela Oliviera Vogela i Acosty zbiegły się dość szybko. Meksykanin przekonał się do planów działaczy z Montreux w 1986 roku, kiedy jednocześnie z zawodami seniorek odbyły się Mini Volley Meetings dla setek dzieci z zachodniej Szwajcarii. Dwa lata później turniej zyskał oficjalny patronat FIVB, w 1990 roku został przemianowany na BCV Volley Cup, w 1998 na Montreux Volley Masters.

Pomysł na sportowy biznes

Acosta zagwarantował działaczom z Montreux obecność najlepszych kobiecych reprezentacji świata, ci odwdzięczyli się setkami tysięcy franków na ugoszczenie oficjeli, trenerów, zawodniczek i perfekcyjną organizacją. Szczodrość Szwajcarów nie zmieniła się do dzisiaj: uczestnicy Volley Masters płacą tylko za lot do Lozanny, resztę bierze na siebie Montreux i dokłada jeszcze 70 tysięcy franków nagrody dla najlepszych. Gdy model biznesowy był gotowy, szef światowej konfederacji szybko postanowił zorganizować podobne zawody dla siatkarzy, by zapełnić luki między mistrzostwami świata a igrzyskami, ale bez konieczności wiązania się z jednym konkretnym miastem. Tak powstała Liga Światowa.

W Montreux przetestowano niemal wszystko, co tylko wpadło do głowy włodarzom FIVB wcielającym w życie ideę siatkówki - dyscypliny oglądanej na całym świecie, na żywo i w TV. W 1989 na szwajcarskim parkiecie położono po raz pierwszy teraflex, bez którego trudno sobie wyobrazić poważne siatkarskie zawody, rok wcześniej w Montreux zebrali się trenerzy z całego świata na pierwszym międzynarodowym seminarium (podobnego zaszczytu doczekali się sędziowie CEV w 1994). Jak pisali w swoich wspomnieniach trenerzy z Rosji, niektórzy koledzy po fachu częściej odwiedzali Montreux Casino niż sale szkoleniowe.

Sporo nowości testowano w 2015 roku, kiedy zaprezentowano mieniącą się kolorami LED-ową siatkę i poprawiony system challenge, a trenerom i sędziom dano do rąk tablety do szybszego reagowania na boiskowe wydarzenia. Co nie zmienia faktu, że turniej, choć innowacyjny i wciąż prestiżowy, przeżywa swoje bolączki. Minęły czasy, kiedy do Montreux przyjeżdżały dziesiątki siatkarskich sław, teraz można je policzyć na palcach jednej ręki. Dla wielu uczestników Volley Masters to okazja do sprawdzenia w boju młodzieży i głębokich rezerw, co przynosi korzyści trenerom, ale martwi organizatorów.

Każdy ma swoje problemy

Przez kilkadziesiąt lat Montreux zdążyło niemal zniknąć pod ciężarem rozgrywek zapychających do granic możliwości kalendarz FIVB, nic dziwnego, że zaproszeni do Szwajcarii goście korzystają z okazji, ale przyjeżdżają w zapasowych garniturach. Prezydent turnieju Dominique Traversini narzekał, że boom na siatkówkę kobiet skończył się pięć lat temu i widownia nie chce już tak chętnie przychodzić do Pierrer Clarens i by wypełnić dwuipółtysięczny obiekt, trzeba uciekać się do zapraszania ekip Tajlandii i Chin. Gwarantują one niezły poziom, ale przede wszystkim tłumy rodaków na trybunach (w Szwajcarii mieszka ponad 30 tysięcy Tajów) i przed telewizorami. 200 milionów widzów w 30 krajach - to niezły wynik.

Komitet strategiczny Volley Masters radzi sobie z problemami, jak może, znajduje sponsorów i pozostaje żałować, że władze FIVB przestały korzystać z lekcji udzielanych nad Jeziorem Genewskim. Szwajcarzy nie mieszają bezustannie w formule turnieju, bo szybciej niż znajomi z Lozanny pojęli, jak buduje się markę zawodów i całej dyscypliny: dbałością o jego historię, komfort kibica (i zawodnika, o czym FIVB już dawno zapomniało) oraz nowoczesną oprawę medialną. Wielka siatkówka na Snapchacie pojawiła się właśnie dzięki Montreux, a konto Twitterowe od lat zachęca do śledzenia kulis i przybliża sylwetki przyszłych gwiazd. Poza tym za bieżące działanie turnieju odpowiadają nie starsi panowie ze wszystkich możliwych kontynentów, a setki młodych wolontariuszy. Dzięki ich energii, zaangażowaniu i znajomości języków Montreux Volley Masters wcale nie wygląda na swoje trzydzieści lat z hakiem.

Źródło artykułu:
Czy śledzisz turniej Montreux Volley Masters?
Tak
Nie
Zagłosuj, aby zobaczyć wyniki
Trwa ładowanie...
Komentarze (1)
avatar
Antoni Bohdanowicz
9.06.2017
Zgłoś do moderacji
0
0
Odpowiedz
Smoke on the water... popraw ;)