KokpitKibice
Relacje na żywo
  • wszystkie
  • Piłka Nożna
  • Siatkówka
  • Żużel
  • Koszykówka
  • Piłka ręczna
  • Tenis
  • Zimowe

Matteo Martino, "złote dziecko włoskiej siatkówki", zawieszony za doping

Gdy był rezerwowym, modlił się, by nie wejść na boisko, o sezonie spędzonym w Jastrzębskim Węglu wolałby zapomnieć, a sama siatkówka go nudziła. Kariera Matteo Martino stopniowo staczała się po równi pochyłej, aż wreszcie został zawieszony za doping.

Marlena Kaczmarek
Marlena Kaczmarek
Matteo Martino wykonujący atak Newspix / Tomasz Wantula / EDYTOR.net / Matteo Martino wykonujący atak

Kiedy w ćwierćfinałowym meczu na Igrzyskach Olimpijskich w Pekinie w 2008 roku Włosi pozbawili Polskę marzeń o dalszych występach w turnieju (3:2), zagraniczne media jednogłośnie okrzyknęły zdobywcę decydującego punktu "złotym dzieckiem włoskiej siatkówki". Matteo Martino zamienił jednak swój talent w tombak.

 - Kiedy byłem mały rodzice wysłali mnie do szkółki siatkarskiej i tak rozpoczęła się moja przygoda z tym sportem. Nie miałem wpływu na to, kim teraz jestem. I tak wyszło, że gram w siatkówkę, ale dla mnie jest to praca, nie przyjemność. Nie jestem do końca szczęśliwy z tego wszystkiego - powiedział przyjmujący w jednym z wywiadów.

Martino wróżono topową karierę. W 2007 roku 20-letni wówczas siatkarz dostał nagrodę dla najlepszego punktującego, przyjmującego i atakującego mistrzostw świata juniorów. Pierwsze większe sukcesy, obiecujące warunki fizyczne i wybitny talent do siatkówki sprawiły, że zaczęły nim się interesować poważne kluby Serie A.

Pomyślne występy w Sparklingu Mediolan i Bre Banca Lannutti Cuneo zwróciły uwagę władz ligi na przyszłego kadrowicza, który według ekspertów miał w przyszłości stanowić trzon i siłę napędową reprezentacji. Tak się jednak nie stało. Po udanych dla Martino igrzyskach w Pekinie, w których drużyna narodowa zdobyła 4. miejsce, siatkarz nie był powoływany do kadry na późniejsze imprezy. Wówczas zaczęto mówić o jego trudnym charakterze, nieumiejętności pracy zespołowej i negatywnym nastawieniu do samej siatkówki.

31-latek podbijał kolejne kluby. Każdy następny trener miał nadzieję, że to właśnie jemu uda się zrobić z Włocha siatkarza z pierwszego zdarzenia, wykrzesać drzemiący w nim potencjał i zwyczajnie zachęcić Matteo do gry.

Przyjmujący przeszedł do Cucine Lube Civitanova, w którym miał nastąpić rozkwit jego kariery. Wbrew początkowym przypuszczeniom, stopniowo był odsuwany od wyjściowej szóstki i na moment nawet zrezygnował z siatkówki halowej. Rozpoczął wówczas swój krótki romans z "plażówką", by w 2013 roku ponownie wrócić na parkiet.

Zasilił szeregi Jastrzębskiego Węgla i choć zdobył w PlusLidze brązowy medal, odliczał dni do zakończenia kontraktu. W rozmowie z siatka.org przyznał, że nie czuł się dobrze w Polsce. - Niestety, ale to dla mnie bardzo zły, negatywny sezon. Nie odnalazłem się tutaj i jestem rozczarowany. Chciałbym o tym jak najszybciej zapomnieć - stwierdził.

Z czasem ówczesny trener Węgla, Lorenzo Bernardi, przestał stawiać na Martino, co - jak się okazało - uszczęśliwiało Włocha. - Nie przeszkadza mi to. Mogę w tym czasie odpoczywać, co bardzo lubię robić. Jestem zadowolony, lubię zostawać na ławce rezerwowych, relaksować się - powiedział i dodał, że nie dogadywał się z innymi zawodnikami, co można było wywnioskować po jego zachowaniu w czasie rozgrywek.

Zazwyczaj rezerwowi sportowcy podczas meczu bardzo żywo w nim uczestniczą, klaszczą, śledzą przebieg gry, rozgrzewają się. Martino nie wykazywał oznak zainteresowania tym, co obecnie działo się na boisku. Można by porównać jego postawę w kwadracie do oglądania trzeci raz tego samego filmu na kanapie z przerwami na drzemkę. Przeważnie patrzył w sufit, a i o interakcji z pozostałymi rezerwowymi nie było mowy. - Wolę sobie postać lub poleżeć w kwadracie. Siatkówka jest troszeczkę nudnym sportem dla mnie - stwierdził zawodowy sportowiec.

Była jedna rzecz, która sprawiała mu radość i dodawała kolorytu jego życiu. Siłownia. Od początku kariery nadmiernie eksponuje swoje wdzięki w mediach społecznościowych. Sęk w tym, że siatkarze nie powinni nadprogramowo rozbudowywać mięśni, bo każdy dodatkowy kilogram to obciążenie m.in. dla kolan.

Z roku na rok sukcesywnie oddalał się od topowych klubów przeplatając siatkówkę halową z plażową. Grał m.in. we Francji, Rosji, Arabii Saudyjskiej czy Chinach, jednak trenerzy widząc nikłe zaangażowanie ze strony zawodnika i zwyczajny brak czerpania radości z gry - rezygnowali z niego lub Martino sam odchodził argumentując swoją decyzję marnymi zarobkami. Ostatecznie Włoch powrócił do swej dawnej miłostki - siatkówki plażowej.

Po turnieju w beach volley, który odbył się 8 lipca w Mediolanie, wykryto w organizmie Martino trzy substancje podnoszące poziom testosteronu, Epitrenbolon, Norandrosterone i Noretiocolanolone. Włoski Krajowy Sąd Antydopingowy tymczasowo zawiesił siatkarza. Martino zdaje się tym nie przejmować i - co pokazuje w swoich mediach społecznościowych - z powodzeniem realizuje się jako trener personalny w klubie fitness.

Jak mówią eksperci, trudno znaleźć w światowej siatkówce człowieka, który tak bardzo zmarnował swój talent. Możliwości, jakie miał Martino wyraźnie kontrastują z tym, co ostatecznie osiągnął. Lekceważący stosunek do sportu, nikłe zaangażowanie w życie drużyny i brak porozumienia z innymi zawodnikami sprawiły, że skutecznie - mimo wybitnych umiejętności - oddalił się od topowych klubów.

ZOBACZ WIDEO Mamy nagranie z historycznego zjazdu Bargiela. Te ujęcia zapierają dech w piersiach!
Czy uważasz, że Matteo Martino ma jeszcze szansę odbudować się jako siatkarz?

zagłosuj, jeśli chcesz zobaczyć wyniki

Polub Siatkówkę na Facebooku
Zgłoś błąd
inf. własna, Instagram, siatka.org
Komentarze (0)
    Już uciekasz? Sprawdź jeszcze to:
    ×