WP SportoweFakty.wp.pl – wiadomości sportowe, relacje live, wyniki meczów

Kokpit Kibice
Relacje na żywo
  • wszystkie
  • Piłka Nożna
  • Siatkówka
  • Żużel
  • Koszykówka
  • Piłka ręczna
  • Skoki narciarskie
  • Tenis

Największy "freak" w historii sportu. Miał ponad 2 metry wzrostu i ważył prawie ćwierć tony

Andre "The Giant" Roussimoff chorował na gigantyzm. Nietypowa przypadłość pomogła mu w zrobieniu wielkiej kariery. Kochał wrestling, kobiety i alkohol. Co ciekawe, miał polskie korzenie.
Robert Czykiel
Robert Czykiel
Facebook

Nazywał się Andre Rene Roussimoff. Gdzie tylko się pojawił, tam budził grozę. Ludzie na widok tak potężnego giganta woleli się oddalić. Zupełnie niepotrzebnie, bo francuski wrestler był człowiekiem o gołębim sercu. W jego przypadku idealnie pasuje powiedzenie "Pozory mylą".

To dzięki niemu miliony kibiców pokochały wrestling. Dla nas, Polaków, to także powód do dumy, bo Andre "The Giant" miał polskie korzenie. Poznajcie człowieka, który siał postrach w ringu, poza nim kochał kobiety i pochłaniał niewyobrażalne ilości alkoholu.

Atrakcja francuskiej wioski

Andre przyszedł na świat 19 maja 1946 w szpitalu w Grenoble. Na początku nic nie wskazywało na to, że mamy do czynienia z człowiekiem-zjawiskiem. Owszem, w momencie przyjścia na świat ważył około pięciu kilogramów, ale nie było to jeszcze aż tak odbiegające od normy, aby zaniepokoiło lekarzy i rodziców.

Przyszły wrestler urodził się we Francji, ale jego rodzice pochodzili z innych zakątków Europy. Ojciec był Bułgarem, a matka Polką. Mieli własną farmę, dzięki której mogli godnie żyć i wychować dzieci, które potem pomagały im w utrzymywaniu gospodarstwa.

Dzieciństwo Andre początkowo przebiegało zupełnie normalnie. Długo nie odbiegał posturą od swoich rówieśników. Problem w tym, że gdy inne dzieci powoli przestawały rosnąć, to on nadal stawał się coraz większy. Jako szesnastolatek był już znacznie wyższy od swoich kolegów, przez co w swojej wiosce stał się lokalną atrakcją. Rodzice jednak tym się nie przejmowali, a wręcz cieszyli się, że ich syn cały czas rośnie. Nikt nie zdawał sobie sprawy, że nastolatek jest poważnie chory.

Jeszcze przed wejściem w dorosłość miał ponad dwa metry wzrostu, a jego waga dobijała do dwustu kilogramów. Andre - nieświadomy, że choruje na gigantyzm - uznał, że takie warunki można świetnie wykorzystać w sporcie. Próbował swoich sił w rugby, ale jego życie zmieniło się, gdy opuścił rodzinne miasto i poszedł na siłownię. Tam trafił na kilku zapaśników, którym od razu w głowach zapaliła się lampka, że w ich dyscyplinie może stać się bestią, której nikt nie zatrzyma.

Roussimoff zaczął trenować wrestling. Debiut nastąpił nieoczekiwanie. Jeden z jego kolegów tuż przed walką nabawił się kontuzji i ktoś musiał go zastąpić. Padło na Andre, który w swojej pierwszej walce bez problemu zwyciężył, a jego przygoda z wrestlingiem nabrała tempa. Ruszył w świat i to dosłownie, bo występował na galach w wielu zakątkach globu. Wszędzie wzbudzał ogromne zainteresowanie.

Największa postać od czasów Godzilli

Wrestling jest dyscypliną, w której walczy się nie do końca na poważnie. Dla wielu kibiców to po prostu cyrk, w którym każda akcja jest wyreżyserowana. Walki z jednej strony wyglądają efektownie, ale z drugiej komicznie, bo widać, że tak naprawdę nikt nikomu nie chce zrobić krzywdy. Dlatego u zawodników najważniejsza jest charyzma, a także charakterystyczne cechy, które przyciągną uwagę fanów.

Andre był idealnym materiałem na gwiazdę. Mierzył 224 centymetrów wzrostu i ważył około 240 kilogramów. Walczył w Europie, Azji, Amerykach Południowej i Północnej, a nawet w Afryce. Wszędzie ludzie szaleli na jego punkcie i prześcigali się w wymyślaniu przydomków, których Roussimoff dorobił się wielu. "Ósmy cud świata", "Potwór", "Wieża Eiffela", "Gigantyczna Maszyna" czy "Największa postać od czasów Godzilli". Tak się o nim mówiło, ale na stałe przyjął się pseudonim "The Giant", czyli po prostu "Gigant".

Tak okrzyknęli go Amerykanie, którzy pokochali go do szaleństwa. To w USA spędził najwięcej czasu i stał się gwiazdą federacji WWF, która dzisiaj jest dla wrestlerów rajem, a wtedy dopiero raczkowała. Amerykański wrestling nie zrobiłby jednak takiej furory, gdyby nie ogromny Francuz. Każdy chciał zobaczyć takiego "freaka" na żywo i dlatego bilety na gale z jego udziałem rozchodziły się błyskawicznie.

"The Giant" porywał miliony fanów nie tylko wyglądem, ale także efektownym stylem walki. Rywale dosłownie trzęśli się ze strachu na myśl, że mają zmierzyć się z nim ringu. Nawet pomimo faktu, że przecież w wrestlingu wszystko jest udawane.

- Miał niewyobrażalną siłę i chyba nie do końca ją kontrolował. Kiedy rzucał rywalem, ten lądował dwa ringi dalej - wspomina jeden z jego przeciwników Gorilla Monsoon.

Andre jednak był innego zdania. W wywiadach wiele razy podkreślał, że nigdy nie zaprezentował wszystkich swoich możliwości. Zdawał sobie, że może zrobić rywalom krzywdę, a więc w ringu starał się walczyć delikatnie.

Francuski wrestler był największą gwiazdą światowego wrestlingu w latach 70 i 80. ubiegłego wieku. Walczył z najlepszymi zawodnikami tamtych czasów i przeważnie opuszczał ring jako zwycięzca. Przez wiele lat nie przegrał przez duszenie lub wyliczenie. Pierwszym, który tego dokonał, był inny człowiek-legenda, a mianowicie Hulk Hogan. W 1987 r., na gali Wrestlemania III, kibice zobaczyli jeden z najważniejszych pojedynków w historii tego sportu. Na trybunach zasiadło blisko sto tysięcy ludzi, a przed telewizorami transmisję na żywo oglądało ponad trzydzieści milionów fanów. Hogan wtedy wygrał, ale potem w mediach zdecydował się na wstrząsające wyznanie.

- Jechałem na walkę z Andre. W pewnym momencie musiałem zatrzymać samochód i zwymiotowałem ze strachu przed nim - wspominał Hogan.

Największy pijak na świecie

Roussimoff tylko sprawiał wrażenie szczęśliwego człowieka. Kiedy pierwszy raz poleciał walczyć w Japonii, to wtedy dowiedział się o chorobie. Lekarze poinformowali go, że choruje na gigantyzm. Dodali też, że nie ma szans, aby dożył czterdziestych urodzin. To był impuls, który sprawił, że "The Giant" postanowił korzystać z życia całymi garściami.

NA DRUGIEJ STRONIE - MIĘDZY INNYMI - PRZECZYTASZ, ILE "THE GIANT" POTRAFIŁ WYPIĆ, CO BYŁO JEGO NAJWIĘKSZYM MARZENIEM I CO ZROBIŁ Z NIM CONAN NISZCZYCIEL

Czy lubisz oglądać wrestling?

zagłosuj, jeśli chcesz zobaczyć wyniki

Polub SportowyBar na Facebooku
Zgłoś błąd
Inf. własna

Komentarze (4):

[ Anuluj ] Odpowiadasz na komentarz:

Dowiedz się jak umieszczać linki od tagów, pogrubiać tekst, itp.
  • yes 0
    Jeżeli ktoś umiera w wieku 46 lat, to jednak niedużo
    Bialy Juryj 46 lat to niedużo? Samo najlepsze!
    Odpowiedz Zgłoś Zablokuj
  • Bialy Juryj 0
    46 lat to niedużo? Samo najlepsze!
    yes Nie żył długo, ale konkretnie. Co przeżył to jego!
    [ pokaż odpowiedzi ] Odpowiedz Zgłoś Zablokuj
  • dopowiadacz 1
    Bliźniak ( trzeci ) prezesa .
    Odpowiedz Zgłoś Zablokuj
Pokaż więcej komentarzy (1)
Pokaż więcej komentarzy (4)
Pokaż więcej komentarzy (4)
Pokaż więcej komentarzy (4)
Już uciekasz? Sprawdź jeszcze to:
×