Ledwie kilka tygodni temu spekulowano, że Ferrari rozpoczęło rozmowy z Jeanem Todtem ws. jego powrotu do firmy. 75-latek nie objąłby funkcji szefa zespołu, którą piastował przed laty, ale zostałby doradcą stajni z Maranello. W tym względzie Włosi wzorują się na Mercedesie, któremu przed dekadą zaczął pomagać Niki Lauda. Austriak aż do momentu śmierci był dyrektorem niewykonawczym Mercedesa.
- Todt spisał się bardzo dobrze jako prezydent FIA. To osoba, którą bardzo szanuję. Jako zespół zawsze możemy się poprawić. Możliwość dołączenia takiej postaci do ekipy jest zawsze czymś pozytywnym - tak do plotek odniósł się Mattia Binotto, obecny szef Ferrari.
Mattia Binotto pracował już w Ferrari w latach, gdy Michael Schumacher i Jean Todt dominowali w Formule 1. Czy spektakularny powrót jest jednak realny? W ubiegły piątek Francuz przestał pełnić funkcję prezydenta FIA, po tym jak nie mógł kandydować na kolejną kadencję.
ZOBACZ WIDEO: #dziejesiewsporcie: zobacz, co fanka hokeja zrobiła swoim telefonem!
- Na razie nic nie zostało ustalone - powiedział Todt w rozmowie z "L'Equipe".
Todt nie wykluczył jednak opcji powrotu do Ferrari. - Musimy pozostać realistami. Obecnie najmocniej jestem zaangażowany w pomaganie ONZ poprzez poprawę bezpieczeństwa na drogach publicznych. Jednak nie zamykam drzwi przed innymi możliwościami. O ile nie będą one kolidować z tym, co już robię - dodał były szef Ferrari.
Co ciekawe, Ferrari ostatni sukces w królowej motorsportu odniosło właśnie za czasów szefostwa Todta. W roku 2007 mistrzostwo wśród kierowców dla włoskiej ekipy zdobył Kimi Raikkonen. Później Francuz ogłosił rezygnację z szefowania zespołowi, ale formalnie pozostawał zatrudniony w Maranello do początku 2009 roku. Dlatego ostatni tytuł Ferrari w klasyfikacji konstruktorów (2008) również wielu przypisuje na jego konto.
Czytaj także:
Jaką karę otrzyma Lewis Hamilton? Problemy Brytyjczyka
"Powinien zacząć robić coś innego". Ostra krytyka kierowcy F1