KokpitKibice
Relacje na żywo
  • wszystkie
  • Piłka Nożna
  • Siatkówka
  • Żużel
  • Koszykówka
  • Piłka ręczna
  • Tenis
  • Zimowe

Prezes Futsal Ekstraklasy: Komuś bardzo zależy na tym, żeby mnie zdyskredytować [WYWIAD]

Maciej Karczyński stoi na czele STATSCORE Futsal Ekstraklasy, a do tego jest trenerem ekstraklasowego AZS UW Darkomp Wilanów. Niektórzy widzą w tym konflikt interesów. - Konflikt pojawia się tylko u ludzi konfliktowych - ocenia Karczyński.
Mateusz Domański
Mateusz Domański
Maciej Karczyński WP SportoweFakty / Anna Klepaczko / Na zdjęciu: Maciej Karczyński

Mateusz Domański, WP SportoweFakty: Czy coś pana zaskoczyło w tym sezonie STATSCORE Futsal Ekstraklasy?

Maciej Karczyński, prezes STATSCORE Futsal Ekstraklasy i trener AZS UW Darkomp Wilanów: Nie zaskoczyło. Cieszę się, że do końca liga walczyła o coś. Niektórzy bali się, że będzie nudna. Jak to Polacy - potrafimy zawsze narzekać, a jednak w ostatniej kolejce rozdawano medale i walczono o utrzymanie. Wcześniej medal zapewnił sobie Rekord, ale tak naprawdę mecze były o coś. Legia na trawie też wcześniej była mistrzem Polski. Niemcy mają Bayern Monachium, a my mamy Rekord Bielsko-Biała. Ciężko będzie komukolwiek dogonić ten zespół. Chyba, że wprowadzone zostaną play-offy, to wtedy ewentualnie Rekord może stracić mistrzostwo Polski. Choć trzeba docenić ostatnie ruchy transferowe wicemistrza, Constractu Lubawa.

No właśnie, mówi pan o emocjach do samego końca - tutaj doskonałym przykładem jest AZS UW Darkomp Wilanów. Łatwo o to utrzymanie w waszym przypadku nie było, z pewnością serce drżało podczas ostatniego spotkania.

Drżało i to mocno. Bardzo mocno. Na własnym organizmie odczułem, jaka była ta liga - interesująca i dała wiele emocji. Gdyby spojrzeć na to obiektywnie, to w tym sezonie mierzyliśmy się nie tylko z emocjami na parkiecie, ale i z koronawirusem. To był specyficzny sezon. Nie zatrzymaliśmy ligi, tylko ją kontynuowaliśmy i przekładaliśmy mecze. Mój zespół chyba najbardziej dotkliwie odczuł koronawirusa, ponieważ to ode mnie aż sześciu zawodników, w tym cała pierwsza czwórka - Nahorny, Klaus, Marcinkowski, Lifanow, do tego Dregier i Sobalczyk - nie trenowała. Borykaliśmy się z problemami, co spowodowało, że w końcówce musieliśmy walczyć o utrzymanie. Gdybyśmy wszystko rozegrali w normalnych warunkach, to moim zdaniem bylibyśmy około ósmej pozycji.

ZOBACZ WIDEO: #dziejesiewsporcie: piękny gest duńskich fanów dla Christiana Eriksena. Robi wrażenie!

Krótko po sezonie poinformowaliście o rozstaniu się z czterema zawodnikami. Czym było to podyktowane?

Nie jest to tajemnicą, że wcześniej ci zawodnicy nie grali już u nas. Jako trener mogę podziękować za każdą minutę, którą spędzili na parkiecie. Na pewno Casi i Duarte to długoletnia współpraca. Wnieśli do tego zespołu dużo pozytywnej energii. Igor i Norbert: tutaj zadecydowały kilometry i dojazdy. Taki jest los trenerów i zawodników. Jedni przychodzą, inni odchodzą. Życzę im dalszych sukcesów w nowych klubach.

A reszta zostaje? Może jakieś wzmocnienia?

Kadra zostaje taka sama. Planujemy też wzmocnienia.

Przechodzimy do wątku Futsal Ekstraklasy. Jak pan ocenia miniony rok swojej prezesury?

To był przełomowy rok dla Futsal Ekstraklasy. W dobie pandemii potrafiliśmy znaleźć sponsora tytularnego, podpisaliśmy z Selectem kontrakt na meczowe piłki, jak i również pozyskaliśmy prestiżową telewizję Canal+. To bez wątpienia milowy krok w rozwoju. Bez wątpienia była to duża sprawa, podobnie jak nawiązanie współpracy z RMF FM, czy kontynuacja z Super Expressem. Nie ukrywam, że moje działania są bardzo skonkretyzowane. Gdy w marcu zeszłego roku dotknął nas koronawirus, to odczuły to wszystkie kluby, ale i nasza spółka. Jeden z naszych sponsorów - Huari - czerpie zyski z funkcjonowania w galeriach handlowych, które były zamknięte. Patrząc przez pryzmat Gatty, która w tym okresie upadła, należy się cieszyć, że my przekonaliśmy sponsora, by jeszcze rok z nami został. Wypracowaliśmy też dobrą pozycję z bukmacherami w zakresie sprzedaży wyników. To na pewno dowodzi racjonalnego i dobrego zarządzania. Nie mnie to jednak oceniać. Mogę tylko zapewnić, że wszystkie koszty, które ponosi spółka, znacznie wzrosły, tak samo jak liczba współpracujących z nami osób. Obecnie wraz ze mną jest to dziewięciu ludzi, którym spółka płaci.

Trzeba też dodać, że dużym sukcesem jest wynegocjowanie dla klubów ekstraklasy wsparcia solidarnościowego, którego kluby ode mnie oczekiwały. Odbywałem rozmowy, prosiłem PZPN i ten proces zakończył się wielkim sukcesem. Bez wątpienia pomoc pana Eugeniusza Nowaka i Jana Bednarka jest nieoceniona, za którą bardzo dziękuję. Jeżeli ktoś pisze i mówi inaczej, to jest po prostu niesprawiedliwy.

Pan doświadcza dużo tej niesprawiedliwości?

Myślę, że komuś bardzo zależy na tym, żeby mnie zdyskredytować. Jak jednak wielokrotnie powtarzałem, naprawdę nie musiałem trafić do futsalu. Mogłem sobie pracować gdzie indziej, jak moi koledzy po fachu i cieszyć się pracą przynoszącą zyski. Chcę dobrze dla futsalu, ale nie zgadzam się z niesprawiedliwym przedstawianiem mojej osoby w social mediach. Bronię się pracą, a ta praca wygląda tak, jak wygląda. Historia oceni, kto wprowadził mecze do internetu, kto pozyskał prestiżową telewizję i kto przyprowadził sponsora tytularnego. Oceni też to, kto pozyskał pierwszą gotówkę z niezależnej korporacji. Oceni pojawienie się bukmachera, dzięki któremu mamy znaczną sumę pozwalającą funkcjonować spółce. To długi proces, który rozpoczął się pięć lat temu.

Komuś może wydawać się to dziwne, że łączy pan stanowisko prezes i trenera, na dodatek w odniesieniu do tych samych rozgrywek. Czy tu nie ma konfliktu interesów?

Zgadzam się, ale ten konflikt pojawia się tylko u ludzi konfliktowych. Rozmawiam o tym z ludźmi, którzy w ogóle na to nie patrzą w taki sposób. Ktoś wyciąga na wierzch ten argument, który nikomu nie przeszkadza. Ja tylko prowadzę zespół, nie mam wpływu na klub, nie jestem prezesem. Jeżeli ktoś chce tutaj szukać jakichkolwiek przyczyn, to tylko dlatego, że chce dotykać obszaru, który w jego mniemaniu jest konfliktowy. Czasy się zmieniły. Jeżeli ktoś chce mi to zarzucić, to uważam, że najlepszym dowodem na moją uczciwość była sytuacja AZS-u, którego komisja ligi zmusiła, by w przeciągu około 18 dni rozegrać pięć meczów. O mały włos przez to nie spadłem. Proszę zobaczyć, jak na przykład MOKS czy Pniewy przekładały sobie spotkania. Ingerowałem w to? Proszę się zapytać przewodniczącego komisji. Pozwoliłbym na to, gdybym sterował tym wszystkim?

Zapewniam, że w podejmowaniu żadnej decyzji nie kierowałem się dobrem mojego zespołu. Wręcz odwrotnie, zawsze sprawy spółki są dla mnie najważniejsze. Wielu moich najbliższych przyjaciół wie doskonale o tym i kiedyś to potwierdzą, bo są wśród nich również dziennikarze.

W której roli czuje się pan lepiej - prezesa czy trenera?

Trudny wybór, ale chyba w obu. Trzeba spojrzeć na fakty. Wprowadziłem do Futsal Ekstraklasy dwa kluby - Pogoń 04 Szczecin i teraz AZS UW Wilanów. W obu pełniłem bardzo podobne role - w Pogoni byłem prezesem i drugim trenerem, parę razy poprowadziłem nawet zespół, czy też grałem, a teraz jestem trenerem i taką osobą, która odpowiada również za różne kwestie organizacyjne. Umiem sobie z tym poradzić i umiem pewne rzeczy rozdzielić. Patrząc na to kompleksowo, to radzę sobie z tymi dwoma rolami, ale bardziej pochylam się nad spółką, tak jak mówiłem wcześniej.

Dużo mówi się o systemie rozgrywek w Futsal Ekstraklasie. Jaki format - pańskim zdaniem - byłby optymalny?

Jedyny sprawiedliwy, jaki jest, to jest mecz-rewanż. Jeżeli chodzi o atrakcyjność i produkt, który można sprzedać, to oczywiście play-offy. Od początku jestem ich zwolennikiem. Nie udało mi się jednak ich wprowadzić, bo o tym decydują prezesi klubów. Teraz, kiedy większość jest już za tym, podałem rozwiązanie i znowu chyba komuś zależy na tym, by pomysł Karczyńskiego nie przeszedł. Rozmawiam z klubami i wysłuchuję argumentów. Powiększenie ligi było dla mnie skokiem finansowym. Było więcej inwestycji, co byśmy mieli również w przypadku play-offów. Poradziłbym jednak sobie także i z tym. Zmierzamy w tę stronę, by zyski dzielić między kluby. Jeżeli chodzi o play-offy, to proponuję 1-4, bo mamy mniej czasu ze względu na mistrzostwa Europy. Mam doświadczenie i czuję szatnię, więc wiem, jak to wygląda i że granie weekend - środa, to nie jest dobre rozwiązanie. W przypadku większej liczby meczów byłaby taka konieczność. Moim zdaniem w tym roku powinno być 1-4, a w kolejnym sezonie - 1-8. Najpierw przyzwyczajmy kibiców, a później działajmy dalej. Niech teraz wszyscy decydują. Ja rozwiązanie podałem.

A ile drużyn według pana powinno grać w ekstraklasie?

Wszystkie ligi profesjonalne się powiększają. Pytanie dlaczego. Otóż dają szanse gry większej liczbie zespołów, jako produkt są bardziej łakomym kąskiem. U nas się utarło przekonanie, że będzie play-off i dlatego ma być 14, a najlepiej 12 drużyn. Ja zadam inne pytanie - a ile zespołów ma najlepsza liga w Europie - Hiszpania? Niech to będzie odpowiedzią, ile zespołów powinno być w naszej ekstraklasie. Skoro zawsze patrzymy na najlepszych, to rozważajmy to na takiej płaszczyźnie.

W tym sezonie upadła Gatta Zduńska Wola. Tak sobie analizuję, że to był cios w wizerunek polskiego futsalu. Czy myśli pan, że szło temu jakoś zapobiec?

To już nie do mnie pytanie.

Domyślam się jednak, że zna pan kulisy tej sprawy.

Z racji tego, że najbliżej mam Białystok i Zduńską Wolę, często jeździłem do tych klubów na mecze. Najczęściej do Gatty. Znam dyrektora Gatty na Polskę. Rozmawiałem z nim jeszcze w trakcie tego poprzedniego sezonu. Była jasna deklaracja - jak będzie kolejny lockdown, to oni po prostu nie wytrzymają. Tłumaczył mi, że muszą zwalniać ludzi, więc nie będą przeznaczać pieniędzy na sport. Ten argument przebił wszelkiego rodzaju moje argumenty. Na trybunach był też pan prezydent, z którym rozmawiałem, ale nie dali rady. Bardzo mi szkoda, ale wierzę, że Gatta się odrodzi i wróci kiedyś do nas. To był na pewno cios dla kibiców ze Zduńskiej Woli; dla nas, dla spółki - stan, z którym musieliśmy sobie poradzić.

Nie uważam, że to był jakiś potworny cios, niemniej jednak zawsze, gdy jakaś drużyna upada, to zawsze jest to coś negatywnego.

Zgadzam się. To trudny moment. Ale życie składa się z trudności. Trzeba patrzeć w przyszłość i wierzyć, że więcej takich sytuacji już nie doświadczymy.

Z drugiej strony można to też rozpatrywać w taki sposób, że jak to możliwe, iż drużyna utrzymuje się przede wszystkim z pieniędzy od jednego podmiotu. Ten podmiot później upada i pociąga za sobą klub... Moim zdaniem tak być nie powinno.

Tak, tak. Gdy ja zakładałem Pogoń 04 Szczecin, to nigdy nie chciałem mieć jednego sponsora. Zawsze miałem kilku, by nie było takiej sytuacji, jak w Gattcie. Żeby była jasność, ja na ich miejscu bym się nie wycofywał. Tak padła też Pogoń. Miasto odeszło i oni sobie nie poradzili. Dziś trzeba mieć zasadę budowania klubu z wielu elementów, nie można opierać się na jednym fundamencie.

W tym sezonie między innymi selekcjoner Błażej Korczyński podnosił temat obcokrajowców w lidze polskiej. Z jednej strony można uznać, że oni podnoszą poziom rozgrywek, a z drugiej - ktoś może też powiedzieć, że odbierają miejsce Polakom. Czy my powinniśmy być w pełni otwarci na obcokrajowców, czy jednak tę furtkę należałoby troszkę mocniej przymknąć?

Ja, jako Maciej Karczyński, jestem zwolennikiem polskiej myśli trenerskiej. W tej chwili mam polski zespół - sprowadziłem tylko jednego obcokrajowca, czyli Diego Victora. Wniósł on bardzo dużo, jeżeli chodzi o kulturę gry, kulturę prowadzenia zespołu, po prostu takiego profesjonalizmu. Dał natchnienie moim młodym zawodnikom. Mamy jeszcze Denisa Lifanova z Ukrainy, ale on gra z nami już trzeci rok i traktujemy go jako swojego. Nauczył się futsalu u nas. W Polsce powinniśmy szkolić. Idąc na skróty i sprowadzając zawodników zagranicznych, czasami można się przejechać. Patrząc przez pryzmat rywalizacji europejskiej, taki Rekord na pewno powinien mieć zawodników zagranicznych. Constract awansował do ekstraklasy, kupił Brazylijczyków i jest dwukrotnym wicemistrzem Polski. Oni na pewno podnoszą jakość, są gwarantem sukcesów, na pewno są zapewnieniem zwycięstw, ale też mogą być takim straszakiem dla innych. Są też zagrożenia. Polacy mogą stwierdzić, że nie ma dla nich miejsca.

W tym miejscu odniosę się do innego aspektu. Jaka jest różnica między Ukraińcem a Hiszpanem? Rosjaninem a Portugalczykiem? Dla mnie żadna. Ja mogę mieć jednak dziesięciu Hiszpanów, a nie mogę mieć dziesięciu Ukraińców czy Rosjan. To jest cały problem przepisów, które - moim zdaniem - powinny być odpowiednio dostosowane. Powinna być zgoda np. na trzech zawodników zagranicznych (bez względu na Unię Europejską) i może wtedy byśmy wyciągnęli z tych naszych to, co jest najważniejsze.

To jeszcze może słówko o reprezentacji Polski. Czy jesteśmy w stanie coś fajnego zdziałać na Euro 2022?

Trudne pytanie. Powiem tak - jestem wielkim zwolennikiem Błażeja Korczyńskiego, ale takiego Błażeja Korczyńskiego, jak w ostatnich eliminacjach - skoncentrowanego na zwycięstwach, walce, na zastępowaniu zawodników, którzy ewentualnie odmawiają mu gry i pokazywaniu, że potrafi to zrobić. Poniekąd mamy coś wspólnego. Bardzo go doceniam i bardzo wierzę, że jeśli na tych mistrzostwach Europy nie zwariuje i nie urośnie mu głowa, a będzie dalej takim motywatorem i człowiekiem idącym na przodzie tego wojska, to kto wie, czy nie będziemy mieli jakichś niespodzianek. Jeszcze nie mamy grupy, więc to też zależy od tego, na kogo trafimy. Udowodniliśmy już jednak, że potrafimy zremisować na przykład z Portugalczykami. Naprawdę mamy potencjał.

Na koniec jeszcze pytanie o dalsze plany, marzenia, cele związane z Futsal Ekstraklasą. Co chciałby pan jeszcze zrobić w roli prezesa?

Chciałbym móc wreszcie pomóc klubom i po dwóch latach, bo kończy nam się umowa ze sponsorem tytularnym, móc wynegocjować większe pieniądze i przekazywać klubom. To moje marzenie, ale to bardzo trudna droga. Oczekiwania muszą być adekwatne do możliwości. W tej chwili, po pięciu latach, zbudowaliśmy produkt, którym zainteresowała się najbardziej prestiżowa telewizja Canal+, mówi o nas RMF FM, mamy sponsora tytularnego STATSCORE, mamy też dobrą pozycję wśród zakładów bukmacherskich - widzą potencjał i wykupują od nas wyniki, jak również prowadzimy szereg rozmów, które chcielibyśmy zakończyć finansowymi zyskami, które będę mógł podzielić między kluby. Na pewno w tym sezonie chciałbym odciążyć kluby od zobowiązań, które na nie nałożyłem - tak, aby mogły wreszcie odczuć pomoc spółki.

Czytaj także:
Temat Superligi wciąż aktualny. Prezes Barcelony ma plan
Znamy podział pierwszej premii dla klubów PKO Ekstraklasy w nowym sezonie

Polub Piłkę Nożną na Facebooku
Zgłoś błąd
WP SportoweFakty
Komentarze (0)
    Już uciekasz? Sprawdź jeszcze to:
    ×
    Sport na ×