"To było zagadkowe". Prezes nie chciał go puścić. Otrzymał wyrok

Zdjęcie okładkowe artykułu: Materiały prasowe / Andrzej Romański / Energa Basket Liga / Mateusz Dziemba
Materiały prasowe / Andrzej Romański / Energa Basket Liga / Mateusz Dziemba
zdjęcie autora artykułu

- Nie był to wymarzony koniec i rozstanie. Życie pisze jednak różne scenariusze - mówi nam Mateusz Dziemba. Doświadczony rzucający czekał trzy miesiące na rozwiązanie umowy z Polskim Cukrem Startem Lublin. Teraz wraca do gry w nowych barwach.

Mateusz Dziemba od listopada jest poza grą. Wtedy zdecydował się na rozwiązanie kontraktu z dotychczasowym pracodawcą, drużyną Polski Cukier Start Lublin. Występował w niej od 2016 roku.

- Umowa między Startem Lublin a Mateuszem Dziembą została przez nas rozwiązana ze względu na fakt, że klub nie wywiązał się ze zobowiązań finansowych w niej zapisanych wobec koszykarza i jego agenta - tłumaczył w rozmowie z serwisem super-basket.pl Arkadiusz Brodziński, agent zawodnika.

W Lublinie nie zgadzali się z takim ruchem, a sprawa trafiła ostatecznie do Sportowego Trybunału Arbitrażowego. Ten przyznał rację stronie zawodnika.

Więcej pisaliśmy o tym tutaj -->> Trzy miesiące przepychanek prawników. Jest decyzja ws. polskiego zawodnika

PZKosz zgodnie z wyrokiem "uwolnił" Dziembę wydając list czystości z urzędu.

Dokument ten sprawił, że Dziemba mógł podpisać kontrakt z nowym klubem. I tak w czwartek 29 lutego zadebiutuje w barwach Icon Sea Czarnych Słupsk w meczu Orlen Basket Ligi w Dąbrowie Górniczej podczas starcia z tamtejszym MKS-em. W tym klubie debiutował na parkietach ekstraklasy.

Jak podsumował ostatnie miesiące? Czy spodziewał się takiego zachowania ze strony prezesa lubelskiego klubu? Co robił, gdy nie grał? O tym opowiedział w rozmowie z WP SportoweFakty.

Krzysztof Kaczmarczyk, dziennikarz WP SportoweFakty: W Starcie Lublin spędziłeś siedem pełnych sezonów. Kontrakt miałeś ważny do końca obecnych rozgrywek. Chyba nie tak wyobrażałeś sobie zakończenie tej przygody...?

Mateusz Dziemba, nowy zawodnik Icon Sea Czarni Słupsk: Dokładnie. Leciał ósmy sezon, także nie był to wymarzony koniec i rozstanie. Życie pisze jednak różne scenariusze. Wybraliśmy i poszliśmy taką drogą świadomie. Tak musiało być.

Trener Artur Gronek dawał ci sygnały, że nie widzi dla Ciebie minut i masz szukać nowego klubu?

Zero sygnałów ze strony trenera. Nie było też mowy, że będę grał dużo czy mało. Minut, które dostawałem w trakcie kolejnych meczów były dużym znakiem zapytania. Nigdy nie wiedziałem czy będzie ich więcej czy mniej. Te minuty były bardzo zagadkowe.

Byłeś zaskoczony, że prezes Arkadiusz Pelczar będzie robił takie problemy z wydaniem listu czystości? Miałeś kiedykolwiek jakieś problemy organizacyjne w Starcie?

Prawie osiem lat w Lublinie przebiegło bez zgrzytów. Teraz miałem gdzieś z tyłu głowy, że może się to ciągnąć. Tak, jak już jednak wspomniałem, podjęliśmy taką decyzję świadomie. Natomiast co do problemów z otrzymaniem listu czystości to już nie jest w mojej ocenie. Po prostu świadczy o ludziach. My wywiązaliśmy się z umowy jak należy.

Sprawa trwała trzy miesiące, ale zakończyła się po twojej myśli. Pora zatem wracać do gry - chyba ulga?

Zdecydowanie. I to duża ulga. Oficjalnie mogłem w końcu podpisać nową umowę. Czas faktycznie stracony, ale pora to wszystko jak najszybciej nadrobić. Na pewno ta wygrana będzie motywować i na długo zapadnie w głowie.

Pierwsze kierunkowskazy kierowały Mateusz Dziembę do drużyny Arriva Polski Cukier Toruń. Wiemy już jednak, że ta opcja nie wypaliła. Dlaczego?

Po rozwiązaniu kontraktu w Lublinie myśleliśmy, że sprawa będzie trwała krócej, a z listem czystości pójdzie nieco łatwiej. Tak się jednak nie stało... Że nie wypaliło z Twardymi Piernikami to już kwestia wyboru.

Ostatecznie trafiłeś do Icon Sea Czarnych Słupsk. Jak to się stało?

Myślę, że Czarni są na tyle dobrym zespołem, że powinni się znaleźć w fazie play-off Orlen Basket Ligi. I po to też do nich dołączyłem do tego zespołu. Żeby postawić sobie za cel w tej końcówce sezonu osiągnąć te play-offy. To chyba był czynnik przeważający.

fot. Icon Sea Czarni Słupsk / Facebook
fot. Icon Sea Czarni Słupsk / Facebook

Ostatni mecz rozegrałeś 26 listopada 2023 roku. Jesteś więc trzy miesiące poza grą. Co robiłeś w tym czasie? Wiem, że trenowałeś z pierwszoligowym AZS AWF Mickiewicz Romus Katowice. Wiadomo jednak, że sam trening to nie rytm meczowy.

Lepszy trening z pierwszoligową drużyną niż wcale... Także tutaj robiłem co mogłem tak na siłowni, jak i na parkiecie. Skorzystałem z tego w stu procentach. I myślę, że to była dobra droga bo przynajmniej teraz nie wchodzę do treningów "z plaży". Wiadomo, że braki są, ale nie będzie to tak uciążliwe, jak powrót po wakacjach.

Jakie masz sam oczekiwania względem tej końcówki sezonu?

Na pewno dojść do takiego rytmu, formy fizycznej, jakich bym chciał. Mało jest czasu, ale myślę, że jestem na tyle doświadczony już i ograny, że na pewno przyjdzie mi to łatwo i dzięki temu - jak już będzie ta podstawa - to będziemy się bić o te play-offy z nową drużyną.

ZOBACZ WIDEO: Dramat Mameda Chalidowa. "Wszystkie kości przesunięte"[url=/koszykowka/1108918/lebron-domaga-sie-kosmicznych-pieniedzy-czy-zostanie-w-lakers]

[/url]

Źródło artykułu: WP SportoweFakty
Komentarze (0)