WP SportoweFakty.wp.pl – wiadomości sportowe, relacje live, wyniki meczów

Kokpit Kibice
Relacje na żywo
  • wszystkie
  • Piłka Nożna
  • Siatkówka
  • Żużel
  • Koszykówka
  • Piłka ręczna
  • Skoki narciarskie
  • Tenis

Z siatkarza stałem się koszykarzem - rozmowa z Adamem Łapetą, środkowym Anwilu Włocławek

Ma na koncie sześć tytułów mistrza Polski, grał w reprezentacji, a w Eurolidze blokował najlepszych centrów Europy. W wywiadzie dla portalu SportoweFakty.pl. Adam Łapeta opowiada o swojej karierze.
Michał Fałkowski
Michał Fałkowski

Michał Fałkowski: Czy ze względu na wzrost byłeś skazany na koszykówkę?

Adam Łapeta: Koszykówkę zacząłem uprawiać dopiero w wieku 16 lat, a wcześniej przez sześć lat grałem w siatkówkę. W pewnym momencie rozwoju stanąłem jednak przed decyzją: albo przeniosę się daleko na południe Polski, bo tam były wówczas najlepsze kluby siatkarskie, albo muszę zakończyć tę przygodę. Jednocześnie, wraz z kolegami wystartowaliśmy we Władysławowie w koszykarskiej lidze amatorskiej i organizator tej ligi, jak mnie zobaczył, zadzwonił do Sopotu i powiedział, że jest wysoki chłopak, którego warto przetestować. I rzeczywiście, po jakimś czasie pojechałem na testy i nagle z siatkarza stałem się koszykarzem (śmiech).

Koszykówka na SportoweFakty.pl - nasz nowy profil na Facebooku. Tylko dla fanów basketu! Kliknij i polub nas.

Jakoś trudno mi to zrozumieć: przez sześć lat trenujesz tylko siatkówkę, poświęcasz jest czas i nagle zmieniasz dyscyplinę...

- To nie była prosta sprawa, zwłaszcza dla tak młodego chłopaka. Ja przez całe życie byłem w małym mieście, w Jastarni, nie jeździłem za bardzo po Polsce. Aż tu nagle musiałbym znaleźć się kilkaset kilometrów z dala od rodziny. Uznałem wówczas, że nie byłoby to dla mnie dobre. Wolałem sprawdzić się w koszykówce, tym bardziej, że pojawiła się szansa w Sopocie, co mi odpowiadało. Dzisiaj nie wiem czy podjąłbym podobną decyzję, bo inaczej decyduje niedoświadczony, przestraszony nastolatek, a inaczej człowiek dojrzały.

Siatkówka pomogła ci w rozwoju koszykarskim?

- Na pewno tak. Ja zawsze uważałem, że sportowcy nie powinni zamykać się na swoje dyscypliny i trzymam się tego do dziś. Dlatego poza sezonem lubię zagrać w siatkówkę, siatkówkę plażową, pływam czy nawet gram w piłkę nożną. Mam wiele pasji, ostatnio polubiłem parki linowe i też staram się czasami z tego skorzystać, bo myślę, że to wszystko pomaga utrzymać ciało w dobrej formie.

Jak ciężko, bo na pewno ciężko, było ci przestawić się z siatkówki na koszykówkę?

- Początki były bardzo ciężkie, bo o koszykówce nie wiedziałem nic. Nie miałem żadnej techniki i wszystko musiałem zaczynać od postaw. Jednakże moją przewagą były inne elementy, np. skakanie. Siatkówka nauczyła mnie nie tylko skakać wysoko, ale w taki sposób, bym przy moim wzroście nie zrobił sobie krzywdy. Innych rzeczy musiałem jednak się uczyć: kozłowania, chwytu piłki, poruszania się po parkiecie...

Miałeś chwile zwątpienia?

- Zawsze znajdą się ludzie, którzy cię wesprą, i którzy cię zdołują. Na szczęście moi trenerzy motywowali mnie do ciężkiej pracy, np. Jan Jargiełło często zabierał mnie na salkę, gdzie razem trenowaliśmy. Myślę jednak, że byłem dobrym materiałem na koszykarza, bo bardzo chciało mi się pracować. Nie bałem się ciężkich treningów.

Słyszałem, że trenowałeś tylko z wysokimi...

- Tak, na początku trenowałem sam, a potem doszło kilku innych chłopaków i zaczęliśmy pracować wspólnie. Mieliśmy ten plus, że nasze treningi były zamknięte, mogliśmy więc spokojnie skupić się na pracy, na rozwoju, nic nie wychodziło poza parkiet, nic nas nie rozpraszało. Dla początkujących zawodników to było bardzo ważne.

Wybijałeś się z tego grona?

- Przeciwnie. Poza mną, wszyscy ci zawodnicy grali wcześniej w koszykówkę. Ja dopiero się uczyłem...

Ale tylko ty zrobiłeś karierę...

- Część z nich gra w 1. lidze, ale rzeczywiście, do ekstraklasy dobiłem tylko ja. Ale często tak jest, że nie ci najlepsi, w juniorach czy kadetach, robią później kariery w seniorskim baskecie. Ja miałem zawsze wielką motywację i, mówiąc potocznie, bardzo mi się chciało.

A nie było tak, że zawsze miałeś przewagę ze względu na gabaryty, wzrost i dlatego na ciebie stawiano?

- Na pewno miałem w tym wszystkim trochę szczęścia, że Prokom Trefl Sopot w ogóle się mną zainteresował. Zresztą, jestem bardzo wdzięczny sopockiemu klubowi, czy później Asseco Prokomowi Gdynia, za to, że na mnie stawiali. Miałem również to szczęście, że na treningach mogłem się uczyć od najlepszych, bo Trójmiasto zawsze miało świetnych centrów klasy europejskiej. Myślę, że dzięki temu właśnie, że byłem obijany i ogrywany niemiłosiernie przez centrów takich jak Huseyin Besok, Pat Burke czy Jovo Stanojević, to pozwoliło mi nadrobić ten czas, który wcześniej poświęcałem siatkówce.

Do wspomnianych środkowych jeszcze przejdziemy. A zanim to nastąpi... dołączyłeś do Sopotu i postawiłeś na koszykówkę mniej więcej w tym samym czasie, w którym Cezary Trybański, zawodnik twojego wzrostu, grał w NBA. Porównywano cię kiedykolwiek do niego? Wskazywano ci go jako przykład, co mogą osiągać koszykarze o takim wzroście?

- Nie, chyba nigdy nie było takiej sytuacji. Zresztą ja zawsze, gdy już zająłem się koszykówką w poważnym wydaniu, patrzyłem z wielką uwagą na Adama Wójcika. Patrzyłem i podziwiałem... a potem się okazało, że z tym samym Wójcikiem gram w jednym zespole, rozmawiam na treningach, jesteśmy na ty. To było dla mnie bardzo prestiżowe. A wracając do Czarka... Gdy on grał w NBA, to ja dopiero zaczynałem swoją przygodę z koszykówką. I wiedziałem, że otrzymać szansę na grę w koszykówkę, a granie w koszykówkę to zasadnicza różnica. Skupiałem się więc na pracy.

Kiedy zdałeś sobie sprawę z tego, że drzwi do poważnej kariery już nie tyle co są uchylone, ale właśnie się otworzyły i czas jest pokazać, że praca trenerów nie poszła na marne?

- Myślę, że za czasów Tomasa Pacesasa, a więc to był sezon 2007/2008. Wówczas zdałem sobie sprawę, że zaczyna dziać się koło mnie coś poważnego. Natomiast moim najlepszym sezonem, czy też okresem, w którym wiedziałem, że już coś zależy ode mnie były rozgrywki 2009/2010 zakończone zwycięstwem 4-0 w finale właśnie z Anwilem Włocławek. Wtedy otrzymywałem też swoje szanse w Eurolidze, a przecież tak naprawdę miałem za sobą tylko pięć lat treningu koszykarskiego!

Polub Koszykówkę na Facebooku
Zgłoś błąd
inf. własna

Komentarze (4):

[ Anuluj ] Odpowiadasz na komentarz:

Dowiedz się jak umieszczać linki od tagów, pogrubiać tekst, itp.
  • Tomyy 0
    i ja takich efektów mu życzę
    luksin a co do samego kontraktu lapety w anwilu to ja osobiscie bardzo sie z tego ciesze...i mam takie przeczucie ze jeszcze nie jeden raz bedziemy mu bic brawa w hali za dobre akcje w obronie i skuteczny atak...
    Odpowiedz Zgłoś Zablokuj
  • luksin 0
    a co do samego kontraktu lapety w anwilu to ja osobiscie bardzo sie z tego ciesze...i mam takie przeczucie ze jeszcze nie jeden raz bedziemy mu bic brawa w hali za dobre akcje w obronie i skuteczny atak...
    [ 1 komentarz w tej dyskusji ] Odpowiedz Zgłoś Zablokuj
  • luksin 0
    chyba kazdy kibic kosza wie kim jest sofo i jak gra... w pewnym moemencie byl to najlepszy center euroligi a mimo tej wagi i sily byl zawsze dobrze przygotowany kondycyjnie:)...dodatkowo mial dynamit w nogach i nazwano go kiedys o'neilem europy:):):)...swietny i bardzo niewygodny center...a sam fakt ze gra w klubach o potencjale finale 4 euroligi tez o czyms swiadczy...
    Reixen ZG 170kg center? A nawet 200kg? Kondycja pewnie starczała tylko na 1 kwartę. W sumie w każdym sporcie są osoby nadzwyczaj wyróżniające się. W jakimś klubie piłki ręcznej w Polskiej ekstralidze występuje (występował) bramkarz co to warzył lekko ponad 160kg i skubany bardzo dobrze bronił. Ale to takie dziwolągi trochę xD
    Odpowiedz Zgłoś Zablokuj
Pokaż więcej komentarzy (1)
Pokaż więcej komentarzy (4)
Pokaż więcej komentarzy (4)
Pokaż więcej komentarzy (4)
Już uciekasz? Sprawdź jeszcze to:
×
Sport na ×