- Gratuluję wygranej dla zespołu Cibony. Goście absolutnie zasłużyli na to zwycięstwo. Pokazali nam co to jest fizyczna gra, czym jest walka o każdą piłkę. Zdobyli 42 punkty z "pomalowanego", a wiedzieliśmy, że średnio zdobywają około czterdziestu. To jest nie do zaakceptowania. Jeżeli chcemy wygrywać na poziomie europejskim to nie możemy grać tak, jak tego wieczoru - powiedział na wstępie trener zielonogórskiej drużyny, Artur Gronek.
W najbliższą środę ekipę Stelmetu BC czeka mecz rewanżowy. Zielonogórzanie wierzą, że mogą sprawić niespodziankę na wyjeździe. - Oczywiście, że jest wciąż nadzieja. Przygotujemy się do tego meczu, żeby wygrać. Myślę jednak, że duża szansa na zwycięstwo była tu na własnym parkiecie. Trudno jest wygrać jednak z jednym zawodnikiem. Kiedy wszystko jest przygotowane, trzeba wyegzekwować to i szanować pracę zarówno swoją, jak i naszą nawzajem - skwitował.
Szkoleniowiec przyznał, że był to jeden z najgorszych meczów jego drużyny. - Uważam, że właśnie po tej porażce czuję się najgorzej. Trudno powiedzieć, jak potoczyłaby się gra z Łukaszem Koszarkiem. Myślę, że mogło to mieć wpływ na zespół, ale rozmawialiśmy o tym, że takie rzeczy się zdarzają i musimy się wziąć w garść i grać dalej. To jest jeden zawodnik - stwierdził.
Po raz kolejny dość słabo zagrał James Florence, który tego dnia nie wniósł zbyt wiele do drużyny. - Nie możemy mieć piętnastu bardzo dobrych zawodników, gdyż wtedy pojawi się problem z dzieleniem minut. Doszłoby do sytuacji, że potem każdy byłby obrażony, gdyż jeden dostałby tych minut więcej, a inny mniej. Mamy kluczowych graczy, na których trzeba się oprzeć i mniej więcej równy zespół. Być może ten mecz nie wyszedł zbyt dobrze Jamesowi, ale to nie jest koniec świata - zakończył.
ZOBACZ WIDEO Gol ze spalonego uratował PSG - zobacz skrót meczu z Lille [ZDJĘCIA ELEVEN]