KokpitKibice
Relacje na żywo
  • wszystkie
  • Piłka Nożna
  • Siatkówka
  • Żużel
  • Koszykówka
  • Piłka ręczna
  • Tenis
  • Zimowe

Skończy się na strachu? Markieff Morris ma zagrać w drugim meczu

Jeden z podstawowych graczy Washington Wizards, Markieff Morris skręcił kostkę w niedzielnym, wygranym przez Boston Celtics meczu (123:111). Jego strata byłaby dużym problemem dla stołecznych, ale skrzydłowy planuje zagrać już w następnym spotkaniu.

Patryk Pankowiak
Patryk Pankowiak
PAP/EPA / CJ GUNTHER

Rozpoczęli w wymarzony sposób, później było gorzej, a w końcowym rozrachunku nie udało się im zdobyć terenu Boston Celtics, hali TD Garden. Mowa o drużynie Washington Wizards z Marcinem Gortatem w składzie, która rozpoczęła niedzielny, premierowy mecz półfinału Konferencji Wschodniej od prowadzenia 38:24. Właśnie takim wynikiem zakończyła się pierwsza kwarta. Ale co najgorsze, dopiero nadeszło.

Czym spotkanie trwało dłużej, tym Boston Celtics radzili sobie coraz lepiej. Przewaga stołecznych stopniała w błyskawicznym tempie, a na domiar złego, przy remisie 42:42, kontuzji nabawił się ich podstawowy skrzydłowy, Markieff Morris. To był dla Czarodziei bardzo bolesny cios i najprawdopodobniej punkt zwrotu w całym meczu. Schodząc do szatni, Wizards mieli jeszcze 64:59, ale 36:16 w trzeciej odsłonie rozwiało wszelkie wątpliwości. Trener Brad Stevens mógł obniżyć skład, tak zrobił, co przyniosło oczekiwane efekty. Celtowie triumfowali 123:111 i w serii do czterech zwycięstw prowadzą 1-0.

Morris w ferworze walki z Alem Horfordem oddał rzut, trafił faulowany przez rywala, ale przy tym upadł tak niefortunnie, iż jego lewa kostka wygięła się w nienaturalny sposób. Cała sytuacja wyglądała groźnie, zawodnik Czarodziei momentalnie złapał się za obolały punkt, a na jego twarzy pojawił się duży grymas bólu. 27-latek wrócił jeszcze, aby wykonać rzut osobisty, ale następnie udał się do szatni. Ostatecznie zdobył pięć punktów oraz trzy zbiórki w 11 minut.

- Straciliśmy wtedy dużo agresji, faceta, który stwarza dla nas przestrzeń na parkiecie, może często zmieniać się kryciem przy zasłonach, potrafi skutecznie grać tyłem do kosza i w odpowiednim czasie odciąża mnie i Brada Beala - komentował lider stołecznych, John Wall. - Kiedy ktoś jest zmuszony zejść, wtedy ktoś następny się pojawia i musi wziąć na swoje barki tę odpowiedzialność. W tym meczu my po prostu nie mogliśmy się wstrzelić. Mieliśmy bardzo dużo okazji, ale zbyt często pudłowaliśmy - podsumował rozgrywający. Wizards w całym meczu trafili 10 na 23 oddane rzuty zza łuku, Celtowie mieli w tym elemencie 19 na 39.

Absencja Markieffa Morrisa w sporym stopniu utrudniłaby zadanie stołecznych. Jak jednak twierdzi sam zawodnik, nie ma powodów do obaw. Na pytanie, czy zagra w drugim meczu rywalizacji, odpowiedział bez zastanowienia. - Na pewno. Oczywiście, że tak! Kostka nie jest złamana, a to wszystko co muszę wiedzieć - powiedział "Keef". Skrzydłowy chciał wrócić na parkiet nawet w niedzielę, ale wraz ze sztabem drużyny uznali, że nie można aż tak ryzykować. - To długa seria - odpowiedział Morris. Mecz numer dwa odbędzie się w nocy z wtorku na środę o godzinie 2:00 czasu polskiego.

ZOBACZ WIDEO Potężny wsad koszykarza Barcelony i... zobacz, co się stało!
Kto wygra drugi mecz serii?

zagłosuj, jeśli chcesz zobaczyć wyniki

Polub Koszykówkę na Facebooku
Zgłoś błąd
inf. własna / ESPN
Komentarze (0)
    Już uciekasz? Sprawdź jeszcze to:
    ×
    Sport na ×