WP SportoweFakty.wp.pl – wiadomości sportowe, relacje live, wyniki meczów

Kokpit Kibice
Relacje na żywo
  • wszystkie
  • Piłka Nożna
  • Siatkówka
  • Żużel
  • Koszykówka
  • Piłka ręczna
  • Skoki narciarskie
  • Tenis

Mama chodziła na wykłady i robiła notatki - rozmowa z Moniką Pyrek

Kolejny medal do wspaniałej już kolekcji osiągnięć zdobyła w zakończonych niedawno Mistrzostwach Świata w Berlinie, Monika Pyrek. Swoimi przeżyciami, a także krótką opowieścią o dotychczasowej karierze postanowiła podzielić się z czytelnikami naszego portalu.
Michał Stencel
Michał Stencel

Michał Stencel: Rozmawiamy kilka dni po tym niesamowitym dla Polski sukcesie. Czy zdążyła już Pani ochłonąć, czy to wciąż nie dociera?

Monika Pyrek: Emocje dalej mi towarzyszą. Praktycznie co wieczór rozmawiamy o występie w Berlinie, analizując i te dobre i te złe strony mojego występu. Ale ciągle towarzyszy mi zadowolenie.

Polacy są narodem, który wiecznie narzeka. Daje się słyszeć głosy, że cenniejszy byłby sukces, gdyby Rosjanka przegrała z wami w walce, a nie w ten sposób. Sugerują zatem, że miałyście łatwiej wspólnie z Ania Rogowską. To kibice, którzy mówią, że fajnie, ale…

- Oczywiście my też chciałybyśmy wygrać z Jeleną po walce na wysokim poziomie. Ale mistrzostwa świata cechują się tym, że tu ważna jest bezpośrednia rywalizacja. To jest jeden dzień jedne zawody i ten, kto skoczy wyżej zdobywa medale. W Berlinie nam się udało skakać na miarę medalu i to się tylko liczy.

Wróćmy jednak do początku Pani kariery. Niewielu kibiców wie, że być może poszłaby Pani w ślady Marcina Gortata. Wszak ładnych parę lat temu Monika Pyrek dzielnie walczyła na koszykarskich parkietach.

- Tak grałam w szkolnej drużynie koszykówki, nawet raz z drużyną przeszłyśmy do rozgrywek wojewódzkich. Ale szybko trafiłam do Lekkiej Atletyki i w niej się z miejsca zakochałam. Ale Mistrzostwa Europy w koszykówce będę oglądać z ogromnym zapałem.

Bogusława Klimaszewska, która prowadziła zajęcia lekkoatletyczne w ówczesnej hali Bałtyku, wspomniała cichutko powracającemu trenerowi tyczkarzy- Edwardowi Szymczakowi, że jest ktoś, kto nadaje się idealnie do tyczki. Wskazała na Panią. Wiem jednak, że za nic na świecie nie chciała Pani słyszeć o tej dyscyplinie sportu. I już trenując, czasami specjalnie psuła Pani skoki, aby pokazać, że ma Pani rację. Potem jednak nastąpił przełom…

- Na początku nie chciałam nawet patrzeć na skok o tyczce, a to z tego względu, że kochałam skok wzwyż i byłam nawet druga w makroregionie. Zresztą ta miłość została mi do dziś. Mimo tego, że wróciłam po swoim starcie do Szczecina to i tak pokusiłam się żeby wrócić na finał kobiecego skoku wzwyż. Po kilku treningach tyczkarskich okazało się, że bardzo szybko ogarniam techniczne aspekty, a po pół roku wskoczyłam na trzecie miejsce w Polsce, zostałam powołana do kadry narodowej i tak się zaczęła droga sportowa z tyczką pod pachą.

Efekty Pani pracy przychodziły bardzo szybko. Trener Wiaczeslaw Kaliniczenko do spółki z Vitalijem Petrovem szlifowali Pani talent. Posypał się grad medali i wyróżnień.

- W 2004 roku zdecydowałam się na zmianę sposobu biegania po rozbiegu, co bardzo poprawiło moje wyniki. Cieszy mnie, że co roku udaje się wystartować w imprezie mistrzowskiej, a z wielu przywieźć medale. Mam nadzieję, że tak będzie w kolejnych latach.

Cztery lata temu, w roku 2005 skończyła pani studia z kapitalną średnią 4,2 mając przez cały okres kariery studenta jeden egzamin poprawkowy z prawa rolnego. Jak zatem jest możliwe pogodzenie studiów, kapitalnej kariery i życia prywatnego, na które zapewne także chciała Pani znaleźć czas?

- Chciałam znaleźć ten czas i to się udawało. Dla chcącego nic trudnego. Oczywiście wymagało to ode mnie wielkiego zorganizowania i systematyczności. Ale się udało. Książki zabierałam na zgrupowania, prace wysyłałam drogą mailową do wykładowców. Czasem moja mama jechała na ważny wykład żeby zrobić mi notatki . Najprawdopodobniej rozpocznę studia doktoranckie na AWFie, interesuje mnie tematyka zwalczania dopingu w sporcie.

Lekka atletyka nie sprzyja kobietom. Wymaga ogromu pracy, zaangażowania. Kibice często narzekają, że gdzieś po drodze kobiety gubią to, co mają najcenniejsze. Urodę, sexapil, atrakcyjność. Z tego, co wiem, jest Pani na szczytach popularności jak chodzi o najatrakcyjniejsze Polskie zawodniczki. Jak zatem udaje się, pomimo tak trudnej i ciężkiej dyscypliny sportu, budować wokół siebie tak mnóstwo pozytywnych emocji jak chodzi zwłaszcza o męską część widowni?

- Lekka Atletyka ma to do siebie, że jest bardzo różnorodną dyscypliną. Kształtuje całą sylwetkę. Myślę, że lekkoatletki to jedne z najzgrabniejszych sportsmenek świata. Zawsze podkreślałam, że trzeba biegać, jeżeli chce się wyszczuplić. Siłownia tylko zamienia tłuszcz na mięśnie, a bieganie rzeczywiście wysmukla. Dlatego dla kobiet polecam bieganie.

Worek medali, pucharów, dyplomów, wyróżnień. Czy ma Pani jeszcze na to miejsce w domu? Tomasz Gollob powiedział mi kiedyś, że chyba uruchomi drugą część piwnicy w domu, bo już nie ma gdzie tego wszystkiego kolekcjonować.

- Jest tego sporo, część została w Gdyni w moim rodzinnym domu. Ale prawda jest taka, że każde nowe trofeum daje jeszcze więcej radości. A w cięższych momentach spoglądam na te wszystkie medale i puchary i od razu lepiej na duszy się robi.

Kiedy oglądam Pani występy, wywiady, sesje zdjęciowe, ciężko wyobrazić mi sobie Monikę Pyrek pod kocykiem, z herbatką w dłoni, która oddaje się błogiemu lenistwu. Czy taki obrazek można zobaczyć? A może jest inny sposób na relaks niż błogi spokój i towarzystwo ukochanych osób?

- Lenistwo ponad wszystko lenistwo! (śmiech) Aktywności mam ponad miarę, dlatego każdą wolną chwilę spędzam wypoczywając. Pochłania mnie opieka nad moim pieskiem, wspólne spacery, szkolenia, agility (to sport dla piesków, pokonują przeszkody )

Na rozbiegu jest Pani skupiona, idealnie wyłączona, skoncentrowana na swojej próbie. Czy życie prywatne to inna Monika Pyrek?

- Myślę, że wiele cech ze skoczni gości w moim życiu. Przeważa spokój i harmonia, w takim otoczeniu czuję się najlepiej. Ale krzyknąć też potrafię. I złoszczę się porządnie.

Jak często jeszcze, kiedy kibice otworzą portal sportowefakty.pl przeczytają, że dołożyła Pani rywalkom?

- Mam nadzieję, że w kolejnych startach uda mi się osiągnąć dobry wynik, jeszcze 6 startów przede mną. Dlatego kciuki są jak najbardziej potrzebne! Pozdrawiam wszystkich fanów.

Polub SportoweFakty na Facebooku
Zgłoś błąd
inf. własna

Komentarze (4):

[ Anuluj ] Odpowiadasz na komentarz:

Dowiedz się jak umieszczać linki od tagów, pogrubiać tekst, itp.
  • lolo 0
    A ja mysle ze jak najbardziej jest spoko.Monika nie rozmawia o życiu prywatnym i tutaj takich pytań nie ma. Czyta sie go lekko i przyjemnie:)
    Odpowiedz Zgłoś
  • qwazimoto 0
    A ja mam wrażenie, że pan Stencel za dużo ciągnął w stronę życia prywatnego. Szukał smaczków, co widać choćby po tytule. Rozumiem, że miał to być inny wywiad z Moniką Pyrek po tych wszystkich przeprowadzonych tuż po powrocie srebrnej medalistki do kraju, ale przeholował.
    Odpowiedz Zgłoś
  • Lolo 0
    Świetny wywiad:)))
    Odpowiedz Zgłoś
Pokaż więcej komentarzy (1)
Pokaż więcej komentarzy (4)
Pokaż więcej komentarzy (4)
Pokaż więcej komentarzy (4)
Już uciekasz? Sprawdź jeszcze to:
×