KokpitKibice
Relacje na żywo
  • wszystkie
  • Piłka Nożna
  • Siatkówka
  • Żużel
  • Koszykówka
  • Piłka ręczna
  • Tenis
  • Zimowe

Był ministrem sportu, potem trafił do więzienia za korupcję. Czym zajmuje się dziś?

Jako minister sportu starał się walczyć z korupcją. Później sam został za nią skazany i spędził kilkanaście miesięcy w więzieniu. Dziś Tomasz Lipiec jest z dala od polityki. Został trenerem biegaczy-amatorów.

Grzegorz Wojnarowski
Grzegorz Wojnarowski
Tomasz Lipiec Newspix / Jacek Herok / Na zdjęciu: Tomasz Lipiec
- Na szczęście już od dawna nie jestem w polityce, co jest dla mnie wielką ulgą. Zajmuję się sportem - mówi w rozmowie z WP SportoweFakty Lipiec. Do tej pory konsekwentnie unikał rozmów z dziennikarzami, jednak tym razem zrobił wyjątek. - Trenuję sporą grupę ambitnych amatorów biegania i to moje główne zajęcie.

50-letni dziś były minister opowiada, że biegać zaczął kilkanaście lat temu, gdy toczył się jego proces. - To była forma terapii, która zamieniła się w pasję, a następnie, już później, w pracę.

Przed tym, jak Lipiec zaczął trenować biegaczy, najpierw był zawodowym sportowcem dużej klasy. Uprawiał chód sportowy, w Polsce należał do ścisłej czołówki, w międzynarodowych zawodach też się liczył. Na dystansie 50 kilometrów zdobył trzy mistrzostwa kraju (1992, 1996, 1999), 5. miejsca na mistrzostwach świata w Atenach (1997) i mistrzostwach Europy w Budapeszcie (1998). Był na igrzyskach olimpijskich w Sydney (2000).

ZOBACZ WIDEO: #dziejesiewsporcie: do rzutu wolnego podszedł... bramkarz. Zobacz, co z tego wyszło!

Po zakończeniu kariery najpierw stał się urzędnikiem, a potem politykiem. Zaszedł wysoko, bo aż na stanowisko ministerialne, ale polityczną przygodę skończył źle.

Od 2003 roku był dyrektorem Stołecznego Ośrodka Sportu i Rekreacji, działał też w Polskim Związku Lekkiej Atletyki i w Polskim Komitecie Olimpijskim. W pierwszym i w drugim zasiadał w zarządzie, w PKOl-u pełnił także funkcję przewodniczącego Komisji Zawodniczej.

Do świata polityki wszedł w 2005 roku. Gdy premier Kazimierz Marcinkiewicz w październiku powołał go na stanowisko ministra sportu, dla wielu było to zaskoczeniem. W czasie niespełna dwóch lat sprawowania urzędu, próbował zwalczyć korupcję w polskiej piłce nożnej, która była wtedy poważnym problemem. Lipiec domagał się ustąpienia ówczesnego prezesa PZPN Michała Listkiewicza i rozpisania nowych wyborów. Wprowadził do związku kuratora, jednak gdy FIFA zagroziła wykluczeniem polskich drużyn z rozgrywek międzynarodowych, wycofał się z tej decyzji.

Największym sukcesem polskiego sportu, który Lipiec mógł świętować jako minister, było przyznanie Polsce oraz Ukrainie organizacji EURO 2012. To było w kwietniu 2007 roku. Trzy miesiące później były chodziarz nie był już ministrem.

Do dymisji podał się 9 lipca. Stało się to kilka dni po tym, jak Centralne Biuro Antykorupcyjne zatrzymało pod zarzutem korupcji przy budowie Stadionu Narodowego dyrektorów Centralnego Ośrodka Sportu, Tadeusza M. i Krzysztofa S., którzy przyznali się do winy. Po tym zdarzeniu ówczesny premier Jarosław Kaczyński powiedział, że są poważne przesłanki by sądzić, że Lipiec jest zamieszany w działalność przestępczą. I to wystarczająca przesłanka, by poprosić ministra o złożenie urzędu.

Lipiec odciął się od działalności dyrekcji COS. W przesłanym do mediów oświadczeniu napisał, że obciążające go zeznania zatrzymanych osób to pomówienia. Zapewnił, że od wielu miesięcy wiedział o działaniach służb państwowych na terenie COS i od początku udzielał im wszelkiej niezbędnej pomocy.

Nie uchroniło go to jednak przed zatrzymaniem. Doszło do niego 25 października, zaledwie kilka dni po przegranych przez Prawo i Sprawiedliwość, ugrupowanie, z którym związanym był Lipiec, wyborach parlamentarnych. Byłemu ministrowi postawiono pięć zarzutów, m.in. uzależnienie wykonania czynności służbowych od otrzymania korzyści majątkowej, przekroczenie uprawnień, podżeganie do poświadczenia nieprawdy w dokumentach mających znaczenie prawne oraz oszustwo.

Początkowo sąd aresztował Lipca na trzy miesiące, potem aresztowanie wielokrotnie przedłużano. Uzasadniano to wysokim prawdopodobieństwem popełnienia zarzucanych czynów, obawą utrudniania przez niego śledztwa oraz surową karą (do 10 lat więzienia), która mu grozi.

Akt oskarżenia, w którym prokuratura oskarżała olimpijczyka z Sydney m.in. o przyjęcie co najmniej 270 tysięcy złotych, trafił do sądu w czerwcu 2008 roku. Proces przed warszawskim Sądem Okręgowym trwał od kwietnia 2009. Podstawowymi dowodami, które doprowadziły do skazania Lipca, były zeznania Tadeusza M.

M. zeznał m.in., że Lipiec przyjął 100 tysięcy złotych łapówki od firmy ochroniarskiej. W trakcie procesu powiedział również, że w czasie budowy Stadionu Narodowego w Warszawie, inwestycji wartej 1,2 miliarda złotych, urzędnicy i działacze PiS chcieli w ciągu dwóch lat wyprowadzić 100 milionów poprzez zamówienia na usługi (ochrona, reklamy, ubezpieczenia). Pieniądze miały trafić na "tajny fundusz" PiS. Lipiec miał nigdy nie mówić byłemu dyrektorowi COS, by ten "generował lewe pieniądze", jednak miał to robić doradca ministra Arkadiusz Ż., a Lipiec, będąc osobą decyzyjną, nigdy poleceń Ż. nie kwestionował.

Prokuratura badała, czy doszło do "wygenerowania" przy pomocy ministra sportu wspomnianych 100 milionów, jednak ostatecznie umorzyła śledztwo, uznając to, co w sprawie mówił Tadeusz M., za niewiarygodne.

Obrońcy Lipca twierdzili zresztą, że główny świadek w sprawie, który sam miał proces karny z powodu zarzutów korupcyjnych, jest niewiarygodny, zmienia zeznania i konfabuluje. Wnosili o uniewinnienie oskarżonego od wszystkich zarzutów poza jednym - zatrudnienia na fikcyjną umowę w COS swojej pomocy domowej i opłacanie jej z publicznych pieniędzy, do którego to czynu były minister sportu się przyznał i wyraził skruchę.

W opinii sądu zeznania M. były jednak konsekwentne i wiarygodne. Uznał Lipca winnym czterech z pięciu postawionych mu zarzutów, m.in. tego, że jako minister uzależniał powołanie Tadeusza M. na wiceszefa Centralnego Ośrodka Sportu od korzyści majątkowej i przyjął od niego co najmniej 70 tysięcy złotych oraz 30 tysięcy złotych.

Byłego ministra uniewinniono od jednego zarzutu. Dotyczył on sprawy jeszcze z czasów, gdy Lipiec był szefem warszawskiego OSiR-u. Za pośrednictwem Arkadiusza Ż. miał zażądać od pewnej firmy budowlanej 170 tysięcy złotych łapówki za realizację umowy na remont lodowiska na Stegnach. Sąd uznał, że nie ma wystarczających dowodów, by stwierdzić, że wydał takie polecenie.

17 kwietnia 2012 roku byłego mistrza Polski w chodzie sportowym skazano na 3,5 roku więzienia, zakaz zajmowania stanowisk publicznych przez 10 lat oraz przepadek 100 tysięcy złotych. "Wykorzystał swe stanowisko do popełniania przestępstw, a w wypadku zatrudnienia na fikcyjną umowę w COS swej pomocy domowej, było to wręcz żenujące" - argumentowano wyrok. W czerwcu 2013 roku Sąd Apelacyjny złagodził karę do dwóch lat i trzech miesięcy więzienia, 10 lat zakazu wykonywania funkcji publicznych i obowiązek zwrotu 100 tys. zł łapówki.

Po wyjściu na wolność w sierpniu 2014 roku (po odbyciu połowy kary) Lipiec wrócił do korzeni, czyli do sportu. Zajął się trenowaniem biegaczy, stworzył grupę biegową "Lipiec Running Team".

"Od 10 lat prowadzę grupę ambitnych amatorów, którzy pod moim okiem realizują zindywidualizowany plan treningowy, systematycznie poprawiając rekordy życiowe, przy okazji dobrze się bawiąc i wzajemnie motywując. Spotykamy się dwa razy w tygodniu na trening wspólny i raz w tygodniu na trening indywidualny" - pisał w listopadzie we wpisie na Facebooku, w którym pisał o rekrutacji do jego zespołu.

- Dziś zajmuję się sportem w czystej postaci. Żyję spokojnie w nowym środowisku, nie udzielam się publicznie. O swoim procesie mówi dziś: - Zamierzchłe czasy. Są daleko za mną.

Na fejsbukowym profilu Lipca widać, że żyje swoją inicjatywą. Posty zamieszcza często, cieszy się z wyników osiąganych przez swoich podopiecznych i swoich. Startował w tegorocznych imprezach Biegnij Warszawo i w Niepodległej Piątce na PGE Narodowym. W tej drugiej imprezie zajął pierwszej miejsce w swojej kategorii wiekowej, a biegacze, którym pomaga, pobili pięć rekordów życiowych.

Osoby, które trenuje były minister sportu i olimpijczyk z Sydney, znają przeszłość swojego szkoleniowca. - Wiedzą, kim jestem. Zdarza nam się rozmawiać na temat wiadomych wydarzeń, znam zdanie części z nich na temat tej sprawy.

Czy Lipiec żałuje dziś, że kilkanaście lat temu zdecydował się wejść do polityki? - To oczywiste. Nie miałem świadomości, że nawet w tak "małym" ministerstwie, którego związek z polityką wydaje się dość luźny, funkcja, którą będę pełnił, jest funkcją polityczną.

Żałuje też kilku decyzji, które z perspektywy czasu wydają mu się złe. - Na przykład wejście do gabinetu Jarosława Kaczyńskiego po tym, jak zastąpił na stanowisku premiera Kazimierza Marcinkiewicza. To był błąd. Powinienem był odejść. Zostałem, ponieważ myślałem, że muszę dokończyć pewne projekty. I wtedy polityka zaczęła mnie doganiać. Drugi błąd to odwołanie kuratora z PZPN. Dziś uważam, że zamiast to robić, powinienem był podać się do dymisji.

W przyszłym roku były minister sportu znów będzie mógł wykonywać funkcje publiczne, jednak nie zamierza o żadną zabiegać. - Tego rodzaju działalność, w stowarzyszeniach sportowych czy w samorządach, mnie nie interesuje. Wolę zajmować się tym, co robię teraz. To wdzięczna praca. Daje niezależność i dużo satysfakcji, gdy moim podopiecznym udaje się robić postępy oraz bić rekordy życiowe.

Czytaj także:
TVP kupiło prawa i wbija szpilkę konkurencji
Pochwaliły się występem w TVP. Fani zachwyceni

Polub SportoweFakty na Facebooku
Zgłoś błąd
WP SportoweFakty
Komentarze (11)
Już uciekasz? Sprawdź jeszcze to:
×