KokpitKibice
Relacje na żywo
  • wszystkie
  • Piłka Nożna
  • Siatkówka
  • Żużel
  • Koszykówka
  • Piłka ręczna
  • Tenis
  • Zimowe

Wielka przemiana polskiej biegaczki. "Jest jak naoliwiona maszyna"

Polka jest w tej chwili najszybszą sprinterką świata. Wystrzał jej formy jest równie zachwycający, co niespodziewany. Ewa Swoboda, która ostatni rok mogła spisać na straty, w tym biega tak szybko, jak jeszcze nigdy wcześniej.

Tomasz Skrzypczyński
Tomasz Skrzypczyński
Ewa Swoboda Getty Images / Na zdjęciu: Ewa Swoboda
 - Nie umiem wyrazić tego słowami. W ogóle nie wiem, jak do tego doszło! - Ewa Swoboda była w szoku po wtorkowym zwycięstwie w biegu na 60 metrów podczas Copernicus Cup w Toruniu.

Od kilku tygodni w takim stanie są już kibice, bo w halowym sezonie sprinterka prezentuje się tak dobrze jak nigdy wcześniej.

Przecież 11 lutego podczas Orlen Cup w Łodzi pobiła rekord Polski, uzyskując kapitalny rezultat 7,00 s - najlepszy wynik w tym roku na świecie, 10. wynik w historii lekkoatletyki. To mówi samo za siebie.

A przecież nie brakowało głosów, że nie będzie już w stanie wskoczyć na wyższy poziom. Że największym jej wynikiem w karierze będzie rekord świata juniorów z 2016 roku. Powód do dumy, jednak dla kibiców liczą się przede wszystkim rezultaty seniorskie.

Czekaliśmy na taki wystrzał sześć lat, ale chyba wreszcie nadszedł moment, w którym 25-latka weszła z drzwiami do światowej czołówki.

Wystrzał po fatalnym roku

- Trzeba było wyrzucić kilka osób z bliskiego otoczenia, zmienić kilka spraw i skupić się na sobie. W tym sporcie trzeba być egoistą - mówiła po zwycięstwie w Toruniu, pytana o powody swojej przemiany. Tak to trzeba nazwać, bo po 2021 roku pesymizmu nie brakowało.

Rok olimpijski ułożył się dla niej koszmarnie. Przecież na godziny przed startem w Halowych Mistrzostwach Europy w Toruniu, gdzie była faworytką do złota, w jej organizmie wykryto koronawirusa. Imprezę obejrzała więc w telewizji, podobnie jak igrzyska olimpijskie w Tokio. Z wyjazdu do Japonii wykluczyła ją kontuzja.

- Ewa znakomicie wykorzystała głód biegania i rywalizacji, który na pewno pojawił się w ubiegłym roku. Na pewno pojawił się w niej ogień, który teraz pokazuje na bieżni - tłumaczy wiceprezes Polskiego Związku Lekkiej Atletyki Sebastian Chmara, były mistrz świata w siedmioboju.

Ogień to jedno, jednak w tym roku oglądamy już inną zawodniczkę. Nie tylko wizualnie, bo jak sama wyznaje, w porównaniu z poprzednim rokiem zgubiła dziewięć kilogramów. - Trzeba też zwrócić uwagę na pracę trenerki Iwony Krupy, bo gołym okiem widać poprawione elementy, czyli przede wszystkim start, a także lepszy rytm biegu - ocenia Chmara.

- Start z bloków ma wręcz piorunujący - zachwyca się z kolei Marek Plawgo, były medalista mistrzostw świata i Europy w biegu na 400 m przez płotki. Zwraca też uwagę na inny element, o którym mówi sama zawodniczka - czyli spokój w głowie.

"Tego nikt się nie spodziewał"

- Jak nie ma tam chaosu, to łatwiej o wyniki. Ewa na pewno straciła pewność siebie po tych nieudanych ostatnich sezonach. To była dla niej sroga lekcja życia. Niejednokrotnie w trudnych momentach pojawiają się myśli, czy jest sens to ciągnąć. Pracy było na pewno dużo, ale czasami brakowało efektów. Teraz to już jest inna osoba - przekonuje.

Chmara: - Ewa chyba dojrzała i stała się rasową sprinterką. Widać u niej spokój i pewność siebie. Musi tak być, bo przecież jej tegoroczny rekord to czołowy wynik w historii tego dystansu. A takich wyników u niej tej zimy nikt się chyba nie spodziewał.

Nie jest tak, że w ostatnich latach nie było sukcesów. Był przecież brązowy medal Halowych Mistrzostw Europy w Belgradzie w 2017 roku. Dwa lata później w Glasgow już złoto. Tegoroczne wyniki mogą być jednak czymś więcej i przełożyć się na sukcesy nie tylko wśród zawodniczek ze Starego Kontynentu, ale z całego świata.

"Jest jak naoliwiona maszyna"

Kluczem do tego mogła być wspomniana zmiana mentalna.

- Ewa chyba już czuje, że nie musi nikomu nic udowadniać. Widać w niej teraz dużo pokory, zrozumienia, że sport to nie tylko wyjście z bloków i bieg do mety, na to składa się mnóstwo innych czynników. Widać, że te wszystkie puzzle się zazębiły. Efekt jest taki, że w Toruniu w eliminacjach wygrała ze znakomitym wynikiem 7,06 s, wręcz deklasując rywalki. Wcześniej trudno byłoby mi w to uwierzyć - nie ukrywa Plawgo.

Kto wie, czy większym sukcesem od wygrania Copernicus Cup z czasem 7,03 s nie było pokonanie tam w bezpośredniej walce słynnej Elaine Thompson-Herah - pięciokrotnej mistrzyni olimpijskiej! Już po biegu Swoboda nie ukrywała, że wygranie z tak utytułowaną sprinterką dało jej pokaźny zastrzyk energii i wiary w siebie.

Plawgo: - Po takim zwycięstwie i pokonaniu znanej rywalki na pewno łatwiej wyjść na trening. Wszystkie poświęcenia przychodzą wtedy znacznie łatwiej. Widzi się dowód, że obraliśmy dobrą drogę. Teraz Ewa działa jak naoliwiona maszyna, wszystko działa jak w zegarku.

- W przeszłości czasami przegrywała biegi, w których walka toczyła się do ostatniego metra, gdy miała obok siebie równie mocne rywalki. Jakby trochę jej organizm spinał się, gdy obok biegł ktoś równie szybki. We wtorek było widać, że jest skupiona tylko na sobie, jest niezbędny automatyzm.

"Nic jej tam nie zaskoczy"

Jak dotąd sezon układa się dla polskiej sprinterki w wymarzony sposób. Nie dokuczają jej kontuzje, osiąga znakomite wyniki, a każde kolejne zwycięstwo dodaje pewności siebie. Tak niezbędnej przed najważniejszą imprezą sezonu, czyli Halowymi Mistrzostwami Świata w Belgradzie.

Tam Ewa Swoboda może być kandydatką do złota. Jest bardzo prawdopodobne, że wystartuje w imprezie z plastronem najszybszej biegaczki sezonu. Trudno więc będzie nie mieć wobec niej medalowych oczekiwań.

- Te wyniki robią wrażenie nie tylko u nas, ale także za granicą. Jej nazwisko na pewno będzie rozpatrywane w kategorii medalu, w tym złotego. I to nie będzie nasze chciejstwo. Przecież ona w tym sezonie regularnie biega w okolicach 7,00 s - tłumaczy Plawgo, przy okazji jednak prosząc o cierpliwość.

- Ona lubi Belgrad, zna tę halę, zdobyła tam już brązowy medal HME w 2017 roku. Jest dla niej szczęśliwy i nic nie powinno jej tam zaskoczyć. Na pewno jednak nie zakładajmy jej już medalu na szyi - kończy.

Zanim Ewa Swoboda pojedzie do Belgradu na HMŚ (18-20 marca), czekają ją jeszcze występy w mityngach oraz Halowe Mistrzostwa Polski.

ZOBACZ WIDEO: To się nazywa gest! Gwiazda sportu pochwaliła się luksusowym prezentem
Polub SportoweFakty na Facebooku
Zgłoś błąd
WP SportoweFakty
Komentarze (5)
Już uciekasz? Sprawdź jeszcze to:
×
Sport na ×