Marian Ziółkowski jest po trzech przegranych z rzędu. Ostatni raz walczył 15 listopada podczas gali KSW w Szczecinie. Zmierzył się z Marcin Held i musiał uznać jego wyższość na pełnym dystansie trzech rund.
Po walce Ziółkowski w rozmowie z Arturem Mazurem dla kanału "Klatka po klatce" krytycznie podszedł do swojego występu.
ZOBACZ WIDEO: Będzie wielki hit? Pada nazwisko Materla, mistrz olimpijski nie mówi "nie"
- Moi trenerzy, Robert Jocz, Krzysztof Gutowski, zrobili swoją robotę. To ja spieprzyłem - przyznał szczerze Ziółkowski. - Byłem za słabym zawodnikiem. Dzisiaj byłem za słabym zawodnikiem. Czułe, że on ma lepszą technikę ode mnie w jiu-jitsu i w zapasach. Czułem, że mnie trochę szachuje.
Popularny "Golden Boy" nie załamuje jednak rąk po pojedynku.
- Teraz muszę zrobić wszystko, żeby się poprawić, żeby nie martwić się głosami, że już muszę kończyć karierę - przyznał. - Oj nie, nie, fani, jeszcze mnie zobaczycie. Dopiero jak będę padał znokautowany albo potykał się o własne nogi, wtedy wszyscy mi powiecie, że trzeba kończyć, a na razie będę tu, jestem, będę walczył i jeszcze dużo przede mną - zakończył Ziółkowski.
Marian Ziółkowski rywalizuje zawodowo od roku 2011. Stoczył 37 pojedynków, z których 25 wygrał. W roku 2020 wywalczył pas mistrzowski wagi lekkiej KSW i obronił go trzy razy. Po problemach zdrowotnych związanych z kontuzjami zdecydował się zwakować tytuł. W maju tego roku spróbował go odzyskać, ale przegrał z Salahdine'em Parnasse'em, aktualnym czempionem.