KokpitKibice
Relacje na żywo
  • wszystkie
  • Piłka Nożna
  • Siatkówka
  • Żużel
  • Koszykówka
  • Piłka ręczna
  • Tenis
  • Zimowe

To był ciężki sezon, mówią zawodnicy RSMP po Rajdzie Dolnośląskim

Rajd Dolnośląski zakończył tegoroczne zmagania na trasach Rajdowych Samochodowych Mistrzostw Polski. Impreza zakończyła się zwycięstwem Bryana Bouffier, który pokonał Tomasza Kuchara i Leszka Kuzaja. Wszyscy zawodnicy startowali Peugeotami 207 S2000, co jasno pokazuje dominację aut tej klasy na polskich oesach. Ja potwierdzają sami zawodnicy, był to jeden z czynników, mocno utrudniający walkę w klasyfikacji RSMP.
Mateusz Senko
Mateusz Senko

Bryan Bouffier: Perfekcyjny start, Peugeot Polska dał mi fantastyczny samochód na cały weekend i bardzo ważne jest, aby zakończyć sezon takim wynikiem. Trzy Peugeoty na podium, czego więcej chcieć. Za wcześnie by mówić o przyszłym sezonie. Chciałbym jeździć w IRC, chciałbym też jeździć w Polsce, ale jeszcze za wcześnie o tym mówić. Miałem teraz małe spotkanie z Policją, więc wjechałem na start oesu trzy minuty za późno. Na szczęście, przewaga była wystarczająca.

Tomasz Kuchar: Nie ukrywam, że to był ciężki sezon dla mnie i cała nasza energia została pochłonięta przez przygotowanie nowych Subaru, które okazały się kompletnym niewypałem. Później ciężko jest się podnieść w ciągu sezonu z pozycji leżącej. Ale dziś jestem w miarę zadowolonym człowiekiem, wynik mogę potraktować jako pewien sukces, który dedykuję ludziom, którzy nie zostawili mnie w ciężkich chwilach. Wierzymy, że jeszcze to odbudujemy.

Chciałbym jeździć w przyszłym roku, tylko musiałbym się dużo wcześniej i dużo lepiej do tego zacząć przygotowywać. Taką fuszerkę trochę w tym roku robiliśmy, ale byliśmy do tego zmuszeni. Zaczęliśmy jeździć samochodem, do którego praktycznie nie mieliśmy części zamiennych, więc gdyby cokolwiek się zepsuło po prostu odpadamy. Podziękowania dla Mariusza Małyszczyckiego i dla Peugeot Polska, zwłaszcza dla Grześka Targaszewskiego, który też nam w jakimś tam stopniu poratował dzisiaj częściami. Na Barbórkę na pewno pojadę.

Leszek Kuzaj: Mamy jakieś kłopoty techniczne, a przynajmniej się tak łudzę, bo zawsze jest to jakieś rozwiązanie problemu, przynajmniej czasów na suchych odcinkach. Myślę, że potrzebujemy jakiejś pomocy inżynierów, mam nadzieję, że okaże się to prawdą. Brakowało nam cały czas 1000 obrotów w samochodzie, a w tym silniku to dużo znaczy. Póki co to tylko przypuszczenia, w żaden sposób nie wytłumaczenie, ale może to rozwiązanie problemu. Myślę, że drugą partię jechałem już na dużym luzie, przede wszystkim zrozumiałem, o co chodzi w tym samochodzie, a to dobrze wróży na przyszłość.

Czy w tym roku mogło być gorzej? Spłonęły nam dwa auta, leżałem ponad miesiąc, potem gips trzy tygodnie, prowadząc rajd wypadłem z trasy. To na pewno nie buduje, tylko budzi chęć przetrwania, a nie walki. To była ta taktyka, musiałem sobie wsadzić gdzieś swoje ambicje i po prostu jechać, nabijać kilometry, szukać rozwiązań i nie wbijać się w bijatyki. Szczerze mówiąc Bryan i tak był poza naszym zasięgiem, Tomek jechał bardzo szybko na tych odcinkach, mogłem się z nim ścigać, ale to oznaczałoby ogromne ryzyko. Myślę, że jemu się należy drugie miejsce, a ja jestem bardzo zadowolony, że jestem na mecie i mam perspektywy na przyszłość.

U mnie zawsze jest taka huśtawka, że raz jest bardzo dobrze, a raz wszystko się wali. Już dwa lata temu mówiłem, że zbudowanie tak dużego zespołu i opieka nad swoimi zawodnikami kosztuje masę energii. Mnie to chyba nie wychodzi i marzyłbym o jeździe w małym zespole, żeby nie mieć tego wszystkiego na głowie. Później jak są sukcesy, to jest cudownie, ale są takie sytuacje jak w tym roku, gdy straciliśmy dwa samochody, moja kontuzja, po której tak naprawdę już nigdy nie będzie dobrze, czego jestem świadomy i muszę być świadomy. Wypadki, ten śmieszny incydent na Rajdzie Orlen, to zniechęca i nie motywuje. Gdy przyjechałem na ten rajd, który znam i bardzo lubię musiałem wypośrodkować tę granicę między podejmowaniem ryzyka, które nie dawało żadnej pewności w tym samochodzie i osiągnięcia mety. Wybraliśmy zdecydowanie metę, w tej chwili mam nadzieję, że będzie coraz lepiej i coraz szybciej. Czuję się już dobrze w tym aucie i czuję, że ten rajd był mi naprawdę potrzebny. Taka rajdowa terapia.

Mam nadzieję, że nic się zepsuje i pojadę na Rajd Lausitz. W poniedziałek będę miał ostateczną odpowiedź, bardzo bym chciał przejechać rajd na szutrze. To już taka praca na przyszłość, nad ustawieniami i wszystkim, co może okazać się pomocne. Jeszcze nie wiem, co z przyszłym sezonem. Co prawda okazuje się, że nadal cieszę się zainteresowaniem, ktoś we mnie wierzy i przynoszę im trochę, mam nadzieję, marketingowego zysku. Podejrzewam, że będzie to wyglądało dobrze, tylko teraz muszę się przygotować. Więcej pracy nad sobą i samochodem.

Kajetan Kajetanowicz: Musieliśmy odpuścić, bo na pierwszym oesie ostatniej pętli przygniotło nam przewód hamulcowy w prawym tylnym kole. Zaraz go zaślepiliśmy, mieliśmy na szczęście specjalne nakrętki, mechanicy telefonicznie nam mówili jak to zrobić. Te trzy odcinki jechaliśmy tylko z trzema hamującymi kołami, z tego wynikało odpuszczenie, niebezpiecznie jest w ten sposób jechać i hamować z dużych prędkości. I tak nie traciliśmy za dużo, udało nam się nawet jeden odcinek z Bębenkiem wygrać. Bardzo się cieszymy, naprawdę super, trudny rajd, trochę problemów, które wynikały po prostu z pecha.

Mam nadzieję, że będzie trochę łatwiej ze znalezieniem sponsorów, ale w Polsce jest jeszcze o to naprawdę trudno. Będziemy robić, co w naszej mocy, aby przekonać sponsorów. Teraz już ustnie, bo samą jazdą nie będzie okazji, to była ostatnie runda. Marzę o tym, żeby po prostu za rok jeździć, ścigać się, być jeszcze szybszym - w jakimś aucie, które ma cztery koła i jest szybkie.

Paweł Dytko: Jest OK. Tomek był nie do ugryzienia, jechał świetnie i mogę pogratulować mu wspaniałej jazdy. To chyba po raz kolejny pokazuje, jaki jest układ sił. Myślę, że chyba zasłużyliśmy na tytuł wicemistrzowski, na tym rajdzie strata do lidera w N-ce nie była już taka duża, więc chyba zrobiliśmy jakiś postęp. Próbowaliśmy naciskać Michała, ale jednak jest poza naszym zasięgiem, na pierwszym odcinku pętli najbardziej nam odskoczył, potem kontrolował sytuację, zbliżaliśmy się na sekundę - dwie, ale nie udało się. No cóż, dziewiąty chyba pod rząd rajd ukończony, jesteśmy zadowoleni, na piątym miejscu ukończyliśmy sezon. Są pewne powody do zadowolenia, no i trzeba już myśleć o przyszłym, o modelu Evo X. Może już na Barbórce, nie chcę niczego zapeszać. Przede mną ostatni sezon z tym sponsorem, trzeba się będzie mocno starać.

Mariusz Stec: Myślę, że jestem zadowolony ze swojego tempa. Myślę, że Paweł Dytko czy Kajetanowicz są poza moim zasięgiem, więc w to czwarte miejsce celowaliśmy przed rajdem. Jest to jakieś osiągnięcie i w 100% wykonałem plan zakładany na ten rajd. Asia Madej bardzo mi pomogła ma tym rajdzie, firma Wojtka Pischingera bardzo dobrze mnie obsługiwała. Wszystko zagrało, auto bezawaryjne, jest bardzo dobrze.

Ciężko jest powiedzieć cokolwiek o przyszłym roku, widać, jak te rajdy wyglądają. Jest mała frekwencja, więc mało kogo interesuje ta dyscyplina. A Lancer jest dość drogim samochodem, jeśli chodzi o mistrzostwa Polski. Wolałbym 2-3 rajdy pojechać samochodem klasy S2000 niż cały sezon Lancerem, bo tak naprawdę nie mam już takiej frajdy z jazdy. Gdy jeździłem Evo VI było super, dziewiątka, aktywne dyfry i to wszystko, w ogóle nie ma frajdy z jazdy. A na tym to wszystko chyba polega.

Szymon Ruta: Bardzo fajnie, okazało się, że można Subaru, bo nawiązywaliśmy walkę z niektórymi Lancerami. Dużo fajnej było na mokrym na suchym, na tej drugiej nawierzchni mam jeszcze dużo do nadrobienia. Jeszcze nie mam planów na przyszły rok, mam nadzieję, że Subaru będzie na tyle konkurencyjne, żeby podpinać się pod czołówkę i chciałbym zostać w Subaru.

Polub Sporty Motorowe na Facebooku
Zgłoś błąd
inf. własna/rajd.dolnoslaski.pl
Komentarze (0)
    Już uciekasz? Sprawdź jeszcze to:
    ×
    Sport na ×