MŚ w narciarstwie alpejskim. Maryna Gąsienica-Daniel skrzywdzona ustawieniem trasy? "To była karykaturalna sytuacja"

Zdjęcie okładkowe artykułu: PAP/EPA / CHRISTIAN BRUNA / Na zdjęciu: Maryna Gąsienica-Daniel
PAP/EPA / CHRISTIAN BRUNA / Na zdjęciu: Maryna Gąsienica-Daniel
zdjęcie autora artykułu

We wtorkowym slalomie równoległym Maryna Gąsienica-Daniel znalazła się w czołówce. Wynik zawodów wypaczyło jednak nierówne ustawienie tras. - Maryna Gąsienica-Daniel mogła walczyć o medal - przyznał WP SportoweFakty wiceprezes PZN Marcin Blauth.

Wtorkowe zawody w slalomie równoległym rozpoczęły się kapitalnie dla Maryny Gąsienicy-Daniel. Polka zajęła czwarte miejsce w eliminacjach i stała się jedną z kandydatek do walki o medale. W 1/8 finału minimalnie pokonała Szwedkę Estelle Alphand i znalazła się w najlepszej ósemce mistrzostw świata.

Marzenia o medalu wielu zawodniczkom odebrało niesprawiedliwie ustawienie trasy. W slalomie równoległym narciarki muszą przejechać w jednym przejeździe po czerwonej, a w drugim po niebieskiej trasie. Do dalszej fazy awansuje ta, która uzyskała lepszy łączny czas obu wyścigów.

Strata po pierwszym przejeździe może wynosić maksimum 0,5 sekundy. Nawet jeśli wypadnie się z trasy, na trasę drugiego przejazdu ruszy się nie więcej niż 0,5 sekundy za rywalką. Ma to na celu uatrakcyjnienie rywalizacji. To rozwiązanie ma jednak sens, gdy niebieska i czerwona trasa są mniej więcej równe.

ZOBACZ WIDEO: PŚ w Zakopanem. Michal Doleżal o dyskwalifikacji Andrzeja Stękały: To błąd zawodnika

- Sytuacja była karykaturalna. Włoszka Federica Brignone w wywiadzie dla tamtejszej telewizji nazwała to skandalicznym wydarzeniem. To wielka szkoda dla slalomu równoległego, że odbyło się to w trochę niesportowym duchu. Można powiedzieć, że przypadek zadecydował o tym, kto był w lepszej sytuacji. Połowa narciarek została skrzywdzona - przyznał w rozmowie z WP SportoweFakty wiceprezes Polskiego Związku Narciarskiego Marcin Blauth.

Różnica miedzy trasami była jednak na tyle duża, że wiele utytułowanych zawodniczek odpadło z rywalizacji przedwcześnie. W ćwierćfinale z marzeniami o medalu pożegnała się m.in. zwyciężczyni eliminacji, Wendy Holdener.

- Te, które trafiały na czerwony tor w pierwszym przejeździe, były praktycznie na straconej pozycji. Im dłużej zawody przebiegały, tym sytuacja się pogarszała. Według pobieżnej oceny jeden tor był o sekundę wolniejszy od drugiego. To od razu skazywało na porażkę zawodniczki startujące w drugim przejeździe na niebieskiej trasie. Maryna Gąsienica-Daniel mogła walczyć o medal - skomentował wiceprezes.

- Organizatorzy nie zareagowali na taką jawną niesprawiedliwość. Te warunki nie były skierowane tylko przeciwko Marynie. Połowa zawodniczek trafiała na gorszy tor. Brawo dla Polki, że awansowała do najlepszej ósemki na świecie - dodał Blauth.

Szansa na życiowy wynik w slalomie gigancie

Dla Maryny Gąsienicy-Daniel nie jest to jest jednak ostatnia szansa na medal w tegorocznych mistrzostwach świata. Polka w czwartek wystartuje jeszcze w slalomie gigancie, który jest jej koronną konkurencją. W tym sezonie Pucharu Świata wielokrotnie plasowała się na granicy pierwszej i drugiej dziesiątki.

- Być może mówienie o medalu to pompowanie balonika w stosunku do narciarki, która na podium Pucharu Świata jeszcze się nie znalazła. Nie należy oczekiwać zbyt wiele, ale oglądamy zawodniczkę, która może walczyć o czołowe lokaty. To bardzo ważne. Gdyby ktoś tak powiedział dwa lata temu, to mielibyśmy go za niepoprawnego optymistę - ocenił wiceprezes PZN.

Polka na mistrzostwach jest jednak w kapitalnej formie, co udowodniła już w poniedziałkowej superkombinacji. Zajęła w niej 12. miejsce, co było jej najlepszym wynikiem na MŚ w karierze. Poprawiła go dzień później w slalomie równoległym, gdzie dotarła do ćwierćfinału.

- Maryna Gąsienica-Daniel jest w formie - przyznał nasz rozmówca - To znakomita narciarka, zrobiła ogromny postęp w przeciągu ostatnich kilku lat. Nie powiedziała jeszcze ostatniego słowa. Świetnie, że mamy komu kibicować. To kwestia rewelacyjnego przygotowania, znakomitej techniki. Mamy zawodniczkę światowej klasy, która dociągnęła do czołówki i mam nadzieję, że na parę lat w niej zagości - stwierdził Marcin Blauth.

- Każdy zawodnik, który staje na starcie, powinien myśleć o tym, że stać go na wygraną, inaczej nie ma nawet po co jechać. Dużo będzie zależało od ustawienia trasy. O wszystkim będzie decydowała dyspozycja dnia, także wśród innych zawodniczek. Podkreślam, Maryna jest w bardzo dobrej formie, również mentalnie - zakończył Marcin Blauth.

Czytaj więcej: Michal Doleżal broni swojej decyzji. "Łatwiej będzie odnaleźć dobre czucie" Koronawirus. Te plany nie ucieszą narciarzy. Obostrzenia dla stoków narciarskich mogą szybko wrócić

Źródło artykułu: