Nie zabrakło łez. Tak żegnał się Boruc

Artur Boruc rozegrał ostatni mecz w karierze. Był słynny "pajacyk" bramkarza, blisko stu kibiców z Glasgow, łzy, ale też mały zgrzyt na trybunach. W pożegnalnym spotkaniu zawodnika Legia zremisowała z Celtikiem 2:2.

Mateusz Skwierawski
Mateusz Skwierawski
Artur Boruc PAP / Leszek Szymański / Na zdjęciu: Artur Boruc
- Dziękuje wszystkim, którzy przyszli i... - Artur Boruc z mikrofonem w ręku szybko przerwał swój wywód do kibiców. Popłakał się. Emocje puściły bramkarzowi już po meczu, po tym gdy piłkarze Legii zrobili mu szpaler, a później podrzucali go do góry. Po ponad dwudziestoletniej przygodzie z zawodową piłką Boruc oficjalnie pożegnał się z futbolem. Rozegrał pierwszą połowę z Celtikiem, usiadł na ławce, a pod koniec spotkania jeszcze pojawił się na boisku na ostatnie sekundy.

Boruc stanął w bramce pierwszy raz od marca tego roku. Cztery miesiące wcześniej dostał czerwoną kartkę z Wartą Poznań i już więcej nie zagrał. "Dojechał" do końca kontraktu tylko trenując z drużyną. Do środowego wydarzenia przygotowywał się indywidualnie - chodził na siłownię, biegał. We wtorek gościnnie pojawił się na zajęciach Legii, by pobronić strzały.

Było widać, że Boruc dawno nie czuł murawy, miał kilka nerwowych zagrań, ale kilka razy bardzo dobrze się zachował. Rywale zbytnio go nie nękali, ale Boruc w jednej akcji zrobił słynnego "pajacyka" i zatrzymał gracza Celticu w sytuacji sam na sam. To była interwencja jak za najlepszych czasów zawodnika. Przy golach Reo Hatate i Daizena Maedy bramkarz nie miał nic do powiedzenia.

Kto spodziewał się wielkiego święta na trybunach na pewno czuje spory niedosyt. "Żyleta" dopingowała, skandowała nazwisko bramkarza, ale na najbardziej zagorzałej trybunie fanów zabrakło liderów grupy. Można interpretować to na wiele sposobów, najpewniej jednak wiązało się to z "aferą biletową" - wysokością wejściówek i tego, kto ma z tego meczu zarobić i ile.

Nie było zatem efektownej oprawy na Żylecie, z czego kibice Legii słyną, a jeden jedyny, bardzo skromny napis: "Artur, dziękujemy ci za wszystko - Zagłębie Sosnowiec".
Jedyny transparent podczas meczu Legia - Celtic na Jedyny transparent podczas meczu Legia - Celtic na "Żylecie"
Ale nie wyszło tak źle, jak można się było spodziewać. Na trybunach pojawiło się około 15 tysięcy fanów, w tym setka szkockich kibiców, którzy też pozdrawiali Boruca przyśpiewką o "Świętym bramkarzu", którą intonowali namiętnie, gdy Boruc grał w Glasgow w latach 2005-10. Początkowo był pomysł, by 42-letni bramkarz zagrał również kilka minut dla Celticu, ale na taki układ nie zgodzili się goście. W meczu nie było wielkich emocji. Celtic był wyraźnie lepszy i gdyby szkocka drużyna się uparła, skończyłoby się znacznie wyższym prowadzeniem do przerwy. Wynik 2:0 oddawał przewagę rywali, którzy jeszcze nie zaczęli sezonu ligowego. Po przerwie legioniści zaatakowali, a zespół z Glasgow nie był już tak zdecydowany. Po golach Macieja Rosołka i Josue gospodarze doprowadzili do remisu i tak się skończyło. Fani z Warszawy mogą być zadowoleni z powrotu Bartosza Kapustki, który na tle Celticu wyglądał bardzo przyzwoicie.
Szpaler piłkarzy Legii dla Artura Boruca Szpaler piłkarzy Legii dla Artura Boruca
Po spotkaniu Boruc zrobił jeszcze rundkę wokół całego stadionu. Przybijał piątki z kibicami, ocierał łzy. W taki sposób zakończył piękną przygodę. Dwa mistrzostwa Polski i trzy mistrzostwa Szkocji to jego największe osiągnięcia, ale zapamiętamy go z wielu innych momentów. Między innymi z fantastycznych meczów w reprezentacji, spektakularnych interwencji w Lidze Mistrzów, wielu skandali, picia, kiksów, bronionych karnych, mocnych wypowiedzi. Artur Boruc zawsze chodził swoimi ścieżkami i tak, na swoich zasadach, dotarł do końca kariery.

Legia Warszawa - Celtic Glasgow 2:2 (0:2)
0:1 - Reo Hatate 20'
0:2 - Daizen Maeda 43'
1:2 - Maciej Rosołek 46'
2:2 - Josue 66'

Warszawa Artura Boruca. Kibic w stroju piłkarza

ZOBACZ WIDEO: #dziejesiewsporcie: pozamiatał! Wolej Brazylijczyka robi furorę w sieci


Marcin Gortat po raz pierwszy opowiada o pożegnaniu z tatą. "Kiedy ścisnął moją dłoń, prawie zgniótł mi kości". ZOBACZ PREMIEROWY ODCINEK PROGRAMU "ŻYCIE PO ŻYCIU"
Już uciekasz? Sprawdź jeszcze to:
×
Sport na ×