Zaledwie 999 osób mogło obejrzeć środowy mecz Łódzkiego Klubu Sportowego ze Stomilem Olsztyn, gdyż gospodarze nie otrzymali pozwolenia na organizację imprezy masowej. Wszyscy z zaciekawieniem oczekiwali jednak na pierwszy występ przed własną publicznością zupełnie nowej drużyny ŁKS-u. Po spadku z ekstraklasy, pozostało w Łodzi bowiem zaledwie kilku graczy - Bogusław Wyparło, Paweł Sasin i Artur Gieraga.
Mecz ze Stomilem pokazał jednak, że zespół ŁKS-u, oparty o graczy z niższych lig lub juniorów, nie będzie w tym sezonie wśród drużyn, rozdających karty na zapleczu ekstraklasy. Olsztynianie za wyjątkiem kilkunastu pierwszych minut przeważali w każdym elemencie i sprawiali wrażenie ekipy nie tylko lepszej technicznie, ale także motorycznie i taktycznie.
Pierwsza groźna akcja w tym meczu przyniosła gola. W 14. minucie lewą stroną z piłką popędził Michał Świderski, dośrodkował w pole karne, a tam Łukasz Suchocki był zupełnie niepilnowany przez defensorów gospodarzy i bez problemu strzałem głową umieścił futbolówkę w siatce.
Przez kolejne fragmenty niewiele działo się na murawie, a od ciekawych akcji więcej było chaosu. Po części był on spowodowany postawą sędziego, który dostosował się do poziomu widowiska i mylił się bardzo często raz w jedną, raz w drugą stronę. Bardziej od pomyłek, zawodników denerwowało jednak to, że większość decyzji podejmował "na krzyk". Z drugiej strony, piłkarzy kilkakrotnie za bardzo poniosło i słusznie oglądali oni żółte kartki.
Gospodarze mogli wyrównać tuż przed przerwą. Zupełnie niewidoczny, a wręcz chowający się przed otrzymaniem piłki Jakub Więzik w końcu doszedł do główki, a interwencją na linii bramkowej uratował swój zespół jeden z obrońców Stomilu.
Losy meczu rozstrzygnęły się w 65. minucie, kiedy to padła kuriozalna bramka dla Stomilu. Próbujący wybijać piłkę na 30. metrze Michał Żółtowski zagrał ... karkiem w stronę własnej bramki, pobiegł do futbolówki Szymon Kaźmierowski, kopnął ją w stronę bramki rywala, a tam wślizgiem Daniel Cyzio uderzył najpierw w słupek, a po odbiciu od niego, piłka wpadła do siatki.
ŁKS w drugiej połowie tylko raz i to w niewielkim stopniu zagroził gościom. Tuż przed końcem spotkania piłka po rzucie wolnym przeleciała minimalnie nad poprzeczką bramki Tomasza Ptaka. To jednak zdecydowanie zbyt mało, aby liczyć na korzystny wynik.
- Byliśmy dziś słabsi w każdym elemencie od Stomilu. Okazało się, że nie jesteśmy w 100 procentach fizycznie przygotowani do tego spotkania, a tylko gdy ten warunek jest wypełniony, możemy nawiązać z kimkolwiek walkę - nie krył niezadowolenia po meczu trener ŁKS-u Marek Chojnacki.
ŁKS Łódź - Stomil Olsztyn 0:2 (0:1)
0:1 - Suchocki 14'
0:2 - Cyzio 65' (sam.)
Składy:
ŁKS Łódź: Wyparło - Borsukov (65' Brud), Cyzio, Gieraga, K.Kaczmarek (46' Stąporski), P.Kaczmarek, Kuklis, Sarafiński, Więzik, Żółtowski (69' Osiński), Sasin.
Stomil Olsztyn: Ptak - Bucholc, Baranowski, Głowacki, Glanowski, Niewulis, Kalonas (67' Tunkiewicz), Kaźmierowski (83' Filipek), Świderski (74' Michałowski), Suchocki, Jegliński.
Żółte kartki: Sarafiński (ŁKS) oraz Kaźmierowski, Niewulis (Stomil).
Sędzia: Rafał Rokosz (Śląski ZPN).
Widzów: 999.