Kokpit Kibice
Relacje na żywo
  • wszystkie
  • Piłka Nożna
  • Siatkówka
  • Żużel
  • Koszykówka
  • Piłka ręczna
  • Skoki narciarskie
  • Tenis

PZPN nie zgodził się na przełożenie meczu Lecha Poznań. Kolejorz odpuści Puchar Polski?

Lech Poznań ma spore problemy kadrowe i do meczu Pucharu Polski z Olimpią Grudziądz przystąpi w rezerwowym składzie. Czy Kolejorz zdoła przejść do kolejnej rundy?
Michał Jankowski
Michał Jankowski

Ostatnie kilkanaście dni nie było dla Lecha Poznań zbyt udane. Mistrz Polski nie tylko stracił sporo punktów Ekstraklasie, ale również odpadł z Ligi Mistrzów. Poznaniacy w ostatnim miesiącu rozegrali dziewięć spotkań. Na wtorek mają zaplanowane starcie w 1/16 finału Pucharu Polski z Olimpią Grudziądz. W związku z natłokiem meczów chcieli to spotkanie przełożyć. - Potrzebujemy trochę oddechu, dlatego poprosiliśmy o zmianę terminu, ale niestety PZPN nie wyraził zgody - informuje Maciej Skorża.

Gra co trzy dni to nie jedyny problem Kolejorza. W ostatnim tygodniu kilku zawodników doznało kontuzji, co spowodowało, że sytuacja kadrowa mistrzów Polski nie jest zbyt ciekawa. Lech musi teraz oszczędzać swoich najlepszych zawodników na mecze Ekstraklasy oraz przede wszystkim Ligi Europy, dlatego Puchar Polski schodzi na dalszy plan.- Będziemy musieli pojechać w kombinowanym składzie, bo muszę dać odpocząć niektórym zawodnikom przed najważniejszym dwumeczem sezonu. Muszę z czegoś zrezygnować, aby mieć ich na te spotkania optymalnie przygotowanych - tłumaczy Skorża.


W spotkaniu z Olimpią Grudziądz szansę gry otrzymają zapewne m.in. Maciej Wilusz, Abdul Aziz Tetteh i David Holman. Niewykluczone, że w kadrze meczowej znajdzie się któryś z młodych graczy włączonych niedawno do pierwszego zespołu.

#dziejesiewsporcie: Koledzy nie lubią Bale'a?

Źródło: sport.wp.pl

Plaga kontuzji w Lechu Poznań. Mistrz Polski stracił kilku zawodników

Czy Lech powinien wystawić rezerwowy skład na mecz z Olimpią, aby przygotować się do starcia z Videotonem?

zagłosuj, jeśli chcesz zobaczyć wyniki

Polub Piłkę Nożną na Facebooku
Zgłoś błąd
inf. własna

Komentarze (12):

  • Dariusz Piotr Ksiąg Zgłoś komentarz
    zgadza sie dla gtego nie gramy lidze mistrzów bo nasze przełdo gwiazdy za\durzo zarabiajom zawsze majom wytłumaczenie biegać sie im niechce borusja real xzy arsenał grajom nieraz co 2 dni i
    Czytaj całość
    nienarzekają unas poczatek sezony a nasze patałach symulojom kantuzie klop powinien prowadzic lecha przez miesiac i zadena gwiazda niemaiła by kontuzji albo nasi piłkarze to patałachy zabrać im premie pensje obciąc
    • pojawiam sie i znikam Zgłoś komentarz
      Coś dla Poznania, ich działaczy i zawodników, fajny art z onetu o podejsciu w Polsce do medycyny w sporcie :) - [quote] Możliwość ubierania bluzy z orzełkiem na piersi jako członek
      Czytaj całość
      sztabu szkoleniowego jest takim samym powodem do dumy jak bieganie w koszulce z narodowym godłem na boisku. Piłka nożna to gra zespołowa i na sukces składa się wysiłek wszystkich członków ekipy, także tych będących zwykle na drugim planie. Praca w kadrze to jednocześnie wielki zaszczyt i wielka odpowiedzialność – twierdzi Bartłomiej Kacprzak, lekarz polskich reprezentacji młodzieżowych, który opowiedział FFT o zmaganiach z kontuzjami w polskich realiach. Medycyna sportowa ciągle jest działką nie do końca rozwiniętą w Polsce. Pomijana jest przez prawie wszystkie kluby, a powinna być jedną z najważniejszych rzeczy – nie ukrywa dr Bartłomiej Kacprzak z łódzkiego Orto Med Sport. – Zanim ktoś wejdzie w profesjonalny sport powinien zająć się na poważnie medycyną sportową. Bo to nie tylko leczenie urazów, gdy już coś się stanie, ale także i profilaktyka. FIFA i UEFA tworzą różne programy poświęcone zapobieganiu kontuzjom, ale niestety nie są one całkowicie przekładane na rynek naszej piłkarskiej ekstraklasy. REKLAMA – Z tego, co widzę, problem zaczyna się po stronie klubów i podejścia działaczy tam pracujących. PZPN próbuje coś z tym robić, ale na razie wszystko idzie dość wolno. Jest komisja medyczna, są różne wymogi licencyjne, ale w klubach cały czas zapominają, że nie wystarczy zainwestować w zawodników tylko jako produkt. Trzeba jeszcze bowiem zapewnić tym graczom wykwalifikowany sztab medyczny, który utrzyma ich w odpowiednim zdrowiu fizycznym i psychicznym. Nie ma tej świadomości, że jeśli wydaje się kilkaset tysięcy złotych miesięcznie na piłkarza, to w ślad za tym muszą pójść jeszcze inne rzeczy. To trochę tak jak z kupnem wypasionego auta i zapewnieniem mu później regularnego serwisu. Dopiero nieliczne kluby próbują przeciwdziałać takiemu stanowi rzeczy, ale dzieje się to bardzo powoli – zaznacza Kacprzak. – Jeśli nie wiadomo, o co chodzi, to chodzi o pieniądze. Na pewno byłoby fajnie, gdyby pojawiła się jakaś dyrektywa, która obliguje kluby do posiadania kilkuosobowego sztabu medycznego. Na razie w podręczniku licencyjnym jest mowa tylko o lekarzu i fizjoterapeucie. A w klubach panuje myślenie na zasadzie: „jak coś się wydarzy, wtedy będziemy się martwić”… Zdaniem Kacprzaka najczęstszą przyczyną kontuzji o polskich piłkarzy jest brak profilaktyki. – W większości klubów wszystkie działy funkcjonują oddzielnie, nie ma między nimi niezbędnego połączenia. Tymczasem powinno być tak jak to próbują stworzyć w drużynach narodowych., gdzie sztab medyczny ma cały czas bezpośredni kontakt z trenerami. W klubach tak to nie funkcjonuje, pion sportowy i medyczny istnieją obok siebie. Pion sportowy odpowiada za wynik, a medyczny wkracza do akcji, gdy już coś się u kogoś popsuje – opowiada łódzki lekarz, który specjalizuje się w ortopedii. – Optymalny model współpracy powinien przewidywać „zaziębianie” się obu działów. Sztab medyczny powinien mieć większy wpływ na profilaktykę poprzez oddziaływanie na formę treningu personalnego i funkcjonalnego. Naprawdę warto czasem zaangażować do pracy na zajęciach inne mięśnie i stawy niż tylko te, które zmuszone są do wysiłku w czasie treningu specjalistycznego na boisku. Pomału te rozwiązania pojawiają się w klubach, ale ciągle w niewystarczającym zakresie. Poza tym, w parze z nimi musi iść odpowiedzialne podejście zawodników do tego tematu. Chodzi o to, aby piłkarze chcieli pracować nad pewnymi rzeczami samemu i nawet w warunkach domowych dokładali coś od siebie. Tego jednak brakuje, bo dalej króluje u nas rozumowanie w stylu „póki jestem zdrowy, jest fajnie”. A powinno być odwrotnie. Powinno dominować przeświadczenie: „jestem zdrowy i działam tak, abym był jak najdłużej zdrowy”. Łódzki specjalista z dziedziny ortopedii zwraca uwagę, że polscy ligowcy ciągle nie mają odpowiedniej wiedzy, jak radzić sobie po ewentualnym odniesieniu kontuzji. – Piłka nożna jest sportem kontaktowym, a co za tym idzie, jej uprawianie niesie za sobą ryzyko nabawienia się rozmaitych urazów. Tymczasem wielu piłkarzy nie wie, jak i kiedy wracać do grania po danej operacji czy odbytym leczeniu. Absolutnie nie może być sytuacji: „przestaje mnie boleć, więc wracam”. Za każdym razem proces powrotu do pełnych obciążeń powinien być poprzedzony pracą z zaufanym fizjoterapeutą, który w czasie treningu rehabilitacyjnego przygotuje zawodnika do odbywania treningów specjalistycznych pod wodzą szkoleniowca – podkreśla dr Kacprzak. Według Kacprzaka pocieszające jest to, iż wraz z każdym kolejnym rocznikiem piłkarzy zwiększa się ich świadomość w zakresie dbania o własne zdrowie. – Widzę to wyraźnie na przykładzie reprezentacji do lat 18 i 19, z którymi mam przyjemność pracować od pewnego czasu. Często na zgrupowaniach dyskutujemy z młodzieżą i obserwujemy postęp. Rozmawiamy na temat ćwiczeń sensomotorycznych czy choćby tak prostej rzeczy, jaką jest rolowanie. Wspomniany automasaż powinien być bowiem niezbędnym elementem codziennej higieny zawodnika. Podczas niedawnego turnieju eliminacji mistrzostw Europy każdy z chłopaków miał już swój wałek, więc najwyraźniej coś do nich dociera. Udało się wywalczyć awans do drugiej rundy, wszyscy skończyli turniej zdrowi i zadowoleni oraz ze świadomością, że nasze podpowiedzi mają sens. Przekonali się, że kąpiele w lodzie i zabawy manualne z fizjoterapeutą przeprowadzane nie od święta, a po każdym wysiłku, pozwalają wyeliminować mikrourazy z życia codziennego – relacjonuje lekarz polskiej „młodzieżówki”. – Warto w tym wszystkim zaznaczyć rolę trenera Rafała Janasa. To młody szkoleniowiec, bardzo ambitny i otwarty na wszelkie nowości, które mogą pomóc w osiąganiu coraz lepszych wyników. O swoją działkę dba jak najlepiej potrafi, ale jest też świadomy tego, jak ważna jest we współczesnym futbolu medycyna. I pilnuje, żeby jego podopieczni także wiedzieli na jej temat możliwie najwięcej. Młodzieżowi reprezentanci kraju marzą o tym, żeby zagrać kiedyś w kadrze seniorów, a trenerzy juniorskich roczników myślą o poprowadzeniu w przyszłości najważniejszej z drużyn. A co z resztą ekipy? – Nie inaczej jest z pozostałymi członkami sztabu. Praca z młodymi ludźmi, którzy chcą się słuchać, daje mnóstwo satysfakcji i mam nadzieję, że będzie wstępem do tego, aby za kilka lat opiekować się najlepszymi piłkarzami w kraju w ogóle. Sam grałem kiedyś w piłkę, ale mnie nikt wtedy jeszcze niczego nie podpowiadał w zakresie medycyny. Dlatego jeśli mam teraz taką możliwość, robię to wszystko z ogromną przyjemnością. Pieniądze za pracę w reprezentacjach tak naprawdę są żadne, ale radość ogromna. Dla mnie to połączenie dwóch wielkich pasji – przekonuje dr Kacprzak, którego przygodę z futbolem przerwała… poważna kontuzja (zerwane więzadła krzyżowe i poboczne). Do jej czasu zdążył ukończyć łódzką Szkołę Mistrzostwa Sportowego, a także zadebiutować jako kadrowicz w juniorskich rocznikach. – Wtedy nie było jeszcze ery menedżerów i nikt się mną nie interesował, niczego nie podpowiadał. W pewnym momencie stwierdziłem, że zamiast dalej bawić się w kopanie piłki, może uda mi się coś zmienić jako lekarz. I moje doświadczenia w futbolu bez wątpienia przekładają się teraz na lepszy kontakt z młodzieżą. Chłopaki początkowo dziwili się, że lekarz, a tak dobrze rozumie to, co dzieje się na boisku. Myślę, że dzięki moim piłkarskim przeżyciom jestem dla nich bardziej wiarygodny, gdy opowiadam im o radzeniu sobie ze zmęczeniem i przeciwdziałaniu kontuzjom. Łatwiej mi przekonać ich o istocie profilaktyki przed i po wysiłku. Ale sam pamiętam jeszcze, co dla młodego człowieka oznacza kilka dni lub kilka tygodni przymusowej przerwy od grania wskutek kontuzji. Cała sytuacja urasta wtedy do rangi życiowej tragedii, w której nie wolno zawodnika zostawiać samego sobie. Trzeba z nim rozmawiać, dużo mu tłumaczyć i… przestrzegać przed zbyt szybkim powrotem na boisko – wylicza dr Kacprzak. – Uważam, że często w polskich drużynach brakuje właśnie takiego indywidualnego podejścia do chłopaków, poświęcenia każdemu odrobiny uwagi. Piłkarski zespół to nie fabryka, gdzie można zawodników traktować „taśmowo”. Na szczęścia pojawia się w środowisku dużo młodych trenerów, którym zależy, aby to zmienić. I bardzo fajnie. Trzeba dawać takim ludziom szansę, bo jeśli ktoś jest młody nie oznacza wcale, że nic umie. Przeciwnie. W parze młodością obecnie idzie bowiem wiedza, umiejętności i chęć profesjonalnego działania z wykorzystaniem najnowszych rozwiązań. Postawienie dobrej i szybkiej diagnozy – to w opinii Kacprzaka najważniejsze warunki prawidłowego leczenia. – Najczęstszym grzechem jest natomiast przedwczesne wpuszczenie na murawę. Każdy chce jak najszybciej wrócić do grania, ale nie każdy może. Ustąpienie bólu o niczym jeszcze nie świadczy – zastrzega 30-letni specjalista, z którego usług chętnie korzystają piłkarze czołowych klubów ekstraklasy. – To bardzo miłe uczucie, kiedy do młodego lekarza przyjeżdżają najlepsi zawodnicy w kraju. Nie będę podawał nazwisk, ale uwierzcie mi, fajnie jest gościć u siebie reprezentanta Polski czy też piłkarza, który aspiruje do niej aspiruje. Zresztą często mam okazję troszczyć się o zdrowie przedstawicieli innych dyscyplin, na czele z kadrą narodową koszykarek. – W naszym kraju ciągle mamy problem z postrzeganiem młodości. Dla wielu osób młody nieustannie pozostaje synonimem „tego, który nic jeszcze nie wie”. Nie dociera do nich, że młodzi ze zdwojoną energię dbają o dokształcanie się i rozwój zawodowy. Kiedy tylko mogę, biorę udział w międzynarodowych sympozjach i konferencjach, na których omawiane są nowości pojawiające się w mojej dziedzinie. A gdy w danym przypadku nie jestem w stanie komuś pomóc, pilnuję, aby mu nie zaszkodzić i odsyłam do innego lekarza – opowiada dr Kacprzak. – W pracy wyznaję filozofię, że operacja jest tylko jednym z etapów leczenia i wykonuję zabiegi inwazyjne jedynie wówczas, kiedy jest to naprawdę konieczne. Gdy jest możliwość, staram się najpierw leczyć pacjenta zachowawczo. Wychodzę z założenia, że na operację zawsze przyjdzie czas. I zawsze powtarzam, że w procesie dochodzenia do pełnej sprawności liczy się nie tylko lekarz, ale i fizjoterapeuta – dodaje. – Jak najwięcej wzorców powinniśmy czerpać z Stanów Zjednoczonych. To nie przypadek, że amerykańscy sportowcy odnoszą sukcesy w tylu dyscyplinach. Stoi za tym świetny system szkolenia, ale i fantastyczne zaplecze medyczne. Miałem sposobność obserwować zajęcia futbolistów amerykańskich z Arizona Cardinals i byłem po wrażeniem, ile osób tam chucha i dmucha na tych zawodników. Kacprzak przyznaje, że – podobnie jak w innych zawodach – współpraca młodych lekarzy ze starszymi kolegami po fachu układa się bardzo różnie. – Są tacy, którzy chętnie dzielą się doświadczeniami i można nauczyć się od nich wielu ciekawych rzeczy. Ale nie brakuje też takich, którzy są negatywnie nastawieni do młodego pokolenia i próbują utrudnić mu zaistnienie na rynku – mówi. – Mimo wszystko na brak pacjentów nie mogę narzekać. Praktycznie wszyscy są z czyjegoś polecenia, bo nigdzie specjalnie się nie ogłaszam. Taki efekt poczty pantoflowej jest dla mnie szczególnym powodem do dumy i motywacją do dalszego rozwoju. Sądzę, że ludzie doceniają, iż w gabinecie wszystkich traktuję tak samo: trampkarza, dorosłego piłkarza amatora i gwiazdę ligowych boisk. Inna sprawa, że same kluby nie zawsze akceptują moje metody działania. Trudno jest w Polsce przyznawać się do tego, że można zrobić coś inaczej niż standardowo. A mój przykład pokazuje, że naturalnymi metodami też można leczyć i to z dobrymi efektami. Dlatego nie wszyscy są chętni do współpracy. Dla mnie najważniejsze jest, aby to zawodnik był zadowolony. Wtedy zawsze mnie znajdzie na przyszłość w razie potrzeby albo komuś poleci. [/quote]
      • pojawiam sie i znikam Zgłoś komentarz
        Litości... Mistrz Polski płacze ze nie ma kim grac, to co to za mistrz?! Legia wysłała by do Grudziadza druzyne juniorów i pewnie ugrali by conajmniej remis bramkowy, w ten płacze ze
        Czytaj całość
        bedzie musiał wysłać eksperymentalny sklad. Druzyna juniorow Poznania podobno czołowa w Polsce, a nie nadaja sie na taki mecz? Wiecznie ktos u nich kontuzjowany Arajuri, Kownacki, Linetty, Lovrencics, Jevtic, wczesniej Ceesay. Zamiast płakać nad skutkami kontuzji, lepiej pomyslec jak wyeliminowac przyczyny bo to miesiac gry a im juz sie zawodniczy sypią to co bedzie na koniec sezonu.
        • Dwlodz Zgłoś komentarz
          Lech już "odpuścił" ligę. PP też? ;) Jeśli odpadnie z LE będzie to ulga dla wszystkich grajków. :D
          • jendker83 Zgłoś komentarz
            Jeśli Lech awansuje do fazy grupowej LE, to doradzałbym szybką ofensywę transferową szefostwu Poznaniaków, bo z obecnym składem (nawet gdy kontuzjowani wrócą do gry), skuteczna walka na
            Czytaj całość
            dwóch (a być może i trzech frontach) będzie niemożliwa. Co do ewentualnego wystawiania rezerw we wtorek, to chyba lepiej wystawić możliwie najsilniejszą "11" na Olimpię, a słabszy skład na ligowy pojedynek z Zagłębiem. Pozwoli to złapać większy oddech podstawowym grajkom na el. LE (będą mieli półtora tygodnia), a co więcej w przypadku porażki z Węgrami, zostanie Lechitom oprócz ligi także do ugrania PP (zakładam, że wygrają w Grudziądzu).
            • janusz antoni z Poznania Zgłoś komentarz
              Jaki rezerwowy skład, przecież w takiej Anglii drużyny maja w składzie po 22 porównywalnej klasy zawodników, a Lech chce wygrać to czy tamto jedna jedenastką. Naprawdę śmieszne, i to
              Czytaj całość
              ma być klub e-ligowy? chyba parafialny.
              • Skrzypek Wwa Zgłoś komentarz
                i bardzo dobrze że nie przesunęli Legia tak gra od 2 lat i jakoś nie narzekają ;) powodzenia Amice w odpadaniu z czego się da :)
                • Varsovia Zgłoś komentarz
                  Już nie przesadzajmy z tą normą grania co 3 dni. Nawet najbogatsze kluby typu Real czy Bayern odczuwają taki rytm grania czego dowodem była ilość urazów w tych klubach pod koniec sezonu
                  Czytaj całość
                  mimo szerokiej ławki. Niedawno WHU odpuściło sobie mecze LE aby dobrze wypaść w lidze. Decyzja PZPN słuszna bo reguły powinny być dla wszystkich takie same ale trudno się dziwić Skorży, że próbował spotkanie przełożyć. Dla Lecha priorytet to LE i liga i w sytuacji gdy im się skład posypał jest całkiem zrozumiałe, że odpuszczą PP. Taka jest zresztą specyfika rozgrywek PP i okazja dla takich klubów jak Błękitni Stargard aby się w Polsce pokazać. Póki co okazja otwiera się przed Olimpią Grudziądz.
                  • eXpErT Zgłoś komentarz
                    No bez przesady. Sezon trwa miesiąc a już jest zmęczenie, bo trzeba grać 2 razy w tygodniu? Bądźmy poważni...
                    • Multi11 Przemek Zgłoś komentarz
                      Taka Borussia Dortmund, też ma eliminacje pucharów, krajowy puchar, teraz startuje im liga ...
                      • wislok Zgłoś komentarz
                        Trzeba się nauczyć grać co trzy dni. To norma w europejskiej piłce.
                        • Wojciech Saran Zgłoś komentarz
                          Legia jest w podobnej sytuacji. Też u nich jest plaga kontuzji (Szwoch, Masłowski, Żyro, Pazdan, Vrdoljak). Nie słyszałem, aby chcieli przełożyć mecz.
                          Już uciekasz? Sprawdź jeszcze to:
                          ×
                          Sport na ×