Kokpit Kibice
Relacje na żywo
  • wszystkie
  • Piłka Nożna
  • Siatkówka
  • Żużel
  • Koszykówka
  • Piłka ręczna
  • Skoki narciarskie
  • Tenis

Przebudzenie mocy. Legia rozbiła Jagiellonię

Z impetem, z polotem, finezją i bez brania jeńców Legia Warszawa rozpoczęła wiosnę. Z kolejnymi trafieniami Nemanji Nikolicia i gwiazdami na ławce zdemolowała Jagiellonię Białystok 4:0. To było przebudzenie mocy.
Jacek Stańczyk
Jacek Stańczyk
PAP / Bartłomiej Zborowski

Po kwadransie sytuacja była jasna. Legia nie była tą Legią sprzed roku, Jagiellonia też nie przypominała samej siebie. Wtedy goście wygrali na inaugurację wiosny 3:1, teraz przegrywali już 0:2 i przybrali pozę chłopców do bicia. W 8. minucie Aleksandar Prijović zagrał z lewej strony w pole karne, Sebastian Madera przewrócił się, do piłki dopadł Nemanja Nikolić i zdobył 22. gola w sezonie. Węgier długo nie chciał wyjeżdżać z Videotonu Sekeszfehervar, jak nam opowiadał, wszyscy go tam kochali. Czy strzelał gole, czy też nie. Choć częściej strzelał. W Warszawie strzela jak karabin maszynowy. Tu też jest kochany. Właściciele Legii mocno podpadną, jeśli sprzedadzą go do Chin.

W minucie 16. tym razem Prijović nie trafił w futbolówkę, dopadł do niej Michał Kucharczyk i z bliska wtoczył do bramki.

Michał Probierz przy linii bocznej wpadał w furię, ale jego drużyna nie istniała. Aleksandar Prijović jak prawdziwy Zlatan podbijał sobie w polu karnym piłkę, a białostoczanie stali jak słupy soli. A kiedy już w 41. minucie gościom udało się wyprowadzić kontrę, kiedy szli dwóch na jednego, to Fedor Cernych źle podał do Karola Mackiewicza i stadion Legii buchnął śmiechem. Bo to były futbolowe jaja.

Najbardziej widocznym piłkarzem gości był Bartłomiej Drągowski. Ale nie dlatego, że bronił jak w transie. Młody bramkarz w maju, w pamiętnym meczu, pokazał miejscowym środkowy palec. Teraz przed meczem ironizował, że kibice Legii ładnie go powitają. No to powitali. Najpierw "Żyleta" rzucała w niego między innymi kartonikami z kartoniady. Potem Drągowski długimi minutami był przez miejscowych wyzywany. Pod koniec meczu usłyszał od publiki pytanie: "Ile puściłeś?"

A Legia grała. Składnie, finezyjnie. Jak nie Legia. Świetny był Prijović, który robił to, czego wielu piłkarzy na naszych stadionach nie robi: myślał. Przebojowy był Guilherme, bardzo aktywny Stojan Vranjes. Bośniak w pewnym momencie miał na Łazienkowskiej bardzo słabą pozycję, teraz wyglądał jak ostoja.

Stanisław Czerczesow zimą w końcu mógł dobrze popracować z zespołem. Ponoć dał piłkarzom w kość, ale chyba z umiarem, skoro wszyscy żyją. Miało być gorzej. Prawdziwe okazały się również sygnały mówiące, że Rosjanin zaskoczy składem. I proszę. Okazało się, że Legia poradzi sobie bez dwóch kreatorów, zawodników w tej lidze nieprzeciętnych. Rosjanin znalazł inteligentne rozwiązanie problemu, jak w jednym składzie ustawić Ondreja Dudę i Kaspera Hamalainena. Obu posadził na ławce rezerwowych. Finezji akcjom Legii to nie odebrało.

Taką moc pokazała Legia. W drugiej połowie choć dominowała, to już na więcej już pozwalała gościom z Białegostoku. W 58. minucie jednak jeden z obrońców z Białegostoku tak niefortunnie zagrał piłkę głową na piątym metrze, że ta trafiła pod nogi Nikolicia. Efekt? Dwudziesty trzeci gol w dwudziestym drugim ligowym meczu. Węgra chcą pozyskać chińskie kluby, które szastają dolarami po świecie. Po tym występie, jeśli chcą koniecznie ściągnąć po tego piłkarza, niech sięgną głębiej do konta bankowego. Tu już wyciągnięte z tylnej kieszeni, zmiętolone trzy-cztery miliony nie wystarczą. Stać ich, żeby do Warszawy jednak w przyjechać z całą teczką zielonych.

W 1927 roku Henryk Reyman ustanowił niepobity do dzisiaj ligowy rekord. Legendarny napastnik Wisły Kraków zdobył 37 goli. Długo takiego snajpera, który może zbliżyć się do Reymana, albo go pobić, nie będzie.

Gości dobił w 85. minucie reprezentant Polski Tomasz Jodłowiec.

Stołeczny klub w tym roku obchodzi setne urodziny. Musi zdobyć mistrzostwo, prezes Bogusław Leśnodorski nawet nie chce sobie wyobrażać, że może być inaczej. - Czy wyobrażam sobie, że nie zdobędziemy mistrzostwa? Proszę nie zadawać mi takich pytań! - prosi.

W maju ma być wesoło, kolorowo i hucznie. I z hukiem Legia rozpoczęła pogoń za Piastem i mistrzostwem. Stanisław Czerczesow zwany jest żartobliwie rosyjskim niedźwiedziem. A misie zimą śpią. On jednak choć w uśpieniu, to rzetelnie pracował. I teraz, z początkiem ligowej wiosny nastąpiło przebudzenie. Mocy.

Legia Warszawa - Jagiellonia Białystok  4:0 (2:0)
1:0 - Nemanja Nikolić 8'
2:0 - Michał Kucharczyk 16'
3:0 - Nemanja Nikolić 58'
4:0 - Tomasz Jodłowiec 85'

Żółte kartki: Stojan Vranjes oraz Piotr Tomasik

Legia Warszawa: Arkadiusz Malarz - Michał Pazdan, Adam Hlousek, Igor Lewczuk, Artur Jędrzejczyk - Tomasz Jodłowiec, Stojan Vranjes, Michał Kucharczyk, Guilherme (Michał Masłowski 84'), Aleksandar Prijović (Kasper Hamalainen 65') - Nemanja Nikolić (Ondrej Duda 73')

Jagiellonia Białystok: Bartłomiej Drągowski - Piotr Tomasik, Gutieri Tomelin, Matija Sirok, Sebastian Madera - Jacek Góralski, Taras Romańczuk, Karol Mackiewicz (Piotr Grzelczak 51'), Przemysław Frankowski (Marek Wasiluk 76'), Konstiantyn Wassiljew (Karol Świderski 65') - Fedor Cernych

Jacek Stańczyk


Zobacz wideo: Mateusz Cetnarski: W Cracovii wszystko jest na bardzo dobrym poziomie

Źródło: TVP S.A.

Polub Piłkę Nożną na Facebooku
Zgłoś błąd
inf. własna

Komentarze (11):

Już uciekasz? Sprawdź jeszcze to:
×
Sport na ×