W Legii był taki czas, że grał jak natchniony. Jako przyszłość polskiego futbolu pojechał na Euro 2012. W turnieju nie zaliczył ani minuty, ale to na nim miała się opierać reprezentacja w następnych latach. A potem przepadł. Kiedy wrócił do Polski znów wszystkich zaczarował, tym razem w Wiśle Kraków. A dziś?
Można się spotkać z opinią, jakoby transfer Wolskiego spowodował, że Lechia na razie nie ma z niego specjalnego pożytku, natomiast Wisła ewidentnie się pogubiła, tracąc rozgrywającego. Zgadzasz się?
- Nie oceniam tego w ten sposób, po prostu się cieszę, że trafiłem do Lechii - mówi Wolski (na zdjęciu). - Zgoda, może nie mam jeszcze wielkiego wkładu w wyniki zespołu, bo zdaję sobie sprawę, że brakuje przede wszystkim goli i asyst, jednak wydaje mi się, że pomagam drużynie. Czuję, że to idzie w dobrym kierunku - jesteśmy wysoko w tabeli, a zespół jest silny personalnie. Powtarzam, na dziś brakuje mi dobrych statystyk, ale zakładam, że w miarę upływu czasu i te się poprawią.
(…)
Miałeś nawet moment, kiedy włoscy dziennikarze porównywali cię do Roberto Baggio. Łechtało to twoje ego?
- To było miłe, ale podchodziłem do tego z dystansem. Po kilku kopnięciach piłki, jednym dobrym meczu, nie śmiałbym się porównywać do takich legend jak Baggio. Słowa pochwały budowały mnie, ale nie odpływałem.
Czego zabrakło - tężyzny fizycznej, znajomości języka, charakteru?
- Wszystkiego po trochu.
ZOBACZ WIDEO Bogusław Leśnodorski: O zaangażowanie chłopaków się nie boję (źródło TVP)
{"id":"","title":""}
Konkurencja w Fiorentinie okazała się za silna, czy może z bliska Cuadrado lub Jovetić nie wyglądali na zawodników o niedostępnym dla ciebie poziomie?
- Jeśli mam być szczery, to w tamtym okresie przerastali mnie o głowę. Z doświadczeniem, z występami w Serie A, naprawdę ciężko było rywalizować z nimi. Ale z drugiej strony konkurencja zawsze napędza rozwój, więc zakładam, że czegoś się nauczyłem u ich boku.
Gorzej, że nawet wypożyczenia z Fiorentiny do słabszych klubów, jak Bari czy belgijski Mechelen, nie poprawiały twoich notowań. O czym wówczas myślałeś?
- To był trudny okres. Po tych wypożyczeniach spodziewałem się zupełnie czegoś innego. Sądziłem, że będę grał, zbierał minuty i tym samym wrócę do formy. Tymczasem to właśnie nie były trafione ruchy transferowe. Pozostaje mieć nadzieję, że wyciągnąłem z tego wnioski, lekcję dla siebie, która w końcu zaprocentuje.
(…)
Rozmawiał Zbigniew Mucha
Cały wywiad w najnowszym numerze tygodnika „Piłka Nożna”. Od wtorku w kioskach!
Wywiad został przeprowadzony 5 września 2016 r., dzięki pomocy biura prasowego Lechii Gdańsk.