[tag=7755]
Reprezentacja Polski[/tag] stanowczo odmówiła gry ze "Sborną" po tym, jak rosyjskie wojska barbarzyńsko zaatakowały Ukrainę. Drużyna Czesława Michniewicza automatycznie awansowała do finału baraży o awans na mistrzostwa świata, w którym zmierzy się ze Szwecją.
Spotkanie z Rosją było zaplanowane na 24 marca. Ostatecznie Biało-Czerwoni rozegrali mecz ze Szkocją w Glasgow. Podopieczni Michniewicza tylko zremisowali 1:1 z gospodarzami, a na domiar złego kontuzji nabawili się Krzysztof Piątek, Arkadiusz Milik oraz Bartosz Salamon.
Mecz towarzyski przyniósł więcej szkód niż pożytku. Jak dowiedział się Mateusz Borek, UEFA naciskała Polskę, by zagrała z Wyspiarzami.
ZOBACZ WIDEO: #dziejesiewsporcie: szokująca scena! Zdzielił rywala łokciem w twarz
- Toczyła się pewna gra dyplomatyczna. Potwierdziłem u prezesa Cezarego Kuleszy, a także sekretarza generalnego Łukasza Wachowskiego, że był straszliwy nacisk UEFA, by koniecznie zagrać ze Szkocją. To jest związane z nowymi zasadami sprzedaży praw telewizyjnych, że musi się odbyć określona liczba meczów u siebie - tłumaczył dziennikarz na antenie "Kanału Sportowego".
PZPN porozumiał się z europejską federacją. - UEFA powiedziała tak: dobra, podtrzymujemy to wykluczenie Rosji, podtrzymujemy rozstawienie Polski w finale play-offów. Kazać wam nie możemy, ale mówimy wam, żebyście pojechali do tej Szkocji. To była propozycja nie do odrzucenia - dodał Borek.
Polska kadra szykuje się do kluczowego starcia ze Szwecją. Finał odbędzie się 29 marca o godz. 20:45.
Czytaj także:
Szwedzi pytają piłkarzy o bezpieczeństwo. "Wojna oddalona o 300 km"
Czesław Michniewicz komentuje nieobecność Karola Świderskiego na zgrupowaniu