WP SportoweFakty.wp.pl – wiadomości sportowe, relacje live, wyniki meczów

Kokpit Kibice
Relacje na żywo
  • wszystkie
  • Piłka Nożna
  • Siatkówka
  • Żużel
  • Koszykówka
  • Piłka ręczna
  • Skoki narciarskie
  • Tenis

Na igrzyskach nie brakowało dramatów. Niektóre do dzisiaj mrożą krew w żyłach

Historia igrzysk pełna jest dramatycznych rozstrzygnięć. Do takich należeć może wielki powrót Hermanna Maiera w Nagano czy konkurs drużynowy skoczków w Salt Lake City. Bohaterami tych wydarzeń są również Polacy.
Mateusz Kozanecki
Mateusz Kozanecki
AFP / Christophe Pallot / Na zdjęciu: narciarstwo alpejskie

Zapraszamy na TYPER.WP.PL! Wejdź i stwórz własną ligę!

Nie sposób w jednym miejscu wymienić wszystkich dramatycznych konkursów. Tych w 94-letniej historii zimowych igrzysk olimpijskich były dziesiątki, jeśli nie setki. My przedstawimy pięć, które miały miejsce w ciągu ostatniego dwudziestolecia.

Koszmarny wypadek i wielki powrót

Jednym z bohaterów igrzysk w Nagano w 1998 roku był Hermann Maier. Austriacki narciarz jechał do Japonii jako faworyt rywalizacji. Jego debiut olimpijski nie był jednak zbyt udany. Nie zdołał ukończyć zjazdu do kombinacji, a dzień później miał wypadek, który wstrząsnął światem.

Na trasie zjazdowej Austriak wypadł z zakrętu przy prędkości znacznie przekraczającej 100 km/h, kilkukrotnie przekoziołkował, przebił dwie siatki zabezpieczające i utknął w śniegu. Całe zdarzenie wyglądało koszmarnie, tymczasem Maier wyszedł z opresji właściwie bez szwanku. Trzy dni później powrócił do rywalizacji, co wydawało się wręcz niemożliwe. Co więcej, Maier zdołał wywalczyć jeszcze dwa złote medale w ciągu trzech dni.

Wpadka, która mogła kosztować złoto

Widownia licząca kilkadziesiąt tysięcy widzów, zgromadzona pod dużą skocznią w Hakubie, liczyła na złoto japońskich skoczków, będących w doskonałej formie. Potwierdzili to w konkursach indywidualnych, w których zdobyli łącznie trzy medale - srebro na normalnej, a także złoto i brąz na dużej skoczni.

Zmagania odbywały się w zmiennych warunkach. W trzeciej grupie Japończyków reprezentował Masahiko Harada, który zaliczył już jedną wpadkę w konkursie na skoczni K-90. Harada oddał fatalny skok, osiągając zaledwie 79,5 metra. Po pierwszej serii Japonia, ku rozpaczy kibiców, znajdowała się poza podium. W drugiej serii gospodarze rozpoczęli szaleńczą pogoń za rywalami, zwieńczoną ostatecznie złotym medalem.

ZOBACZ WIDEO Oceniamy medalowe szanse polskich skoczków na IO. "Największe są w drużynówce"

Harada w drugiej serii skoczył aż 137 metrów. Japończycy nie tylko odrobili 13,6 punktu straty do Austrii, oni wręcz zdemolowali rywali, ostatecznie zwyciężając z przewagą 35,6 punktu. Oprócz Harady w składzie znaleźli się Takanobu Okabe, Hiroya Saito i Kazuyoshi Funaki.

Zadecydowały centymetry

Drużynowy konkurs w skokach narciarskich, przeprowadzony w Salt Lake City, okazał się jednym z najbardziej dramatycznych w historii. Rywalizacja trwała do ostatniego skoku. O złoto walczyły reprezentacje Niemiec i Finlandii, zawodzili natomiast Austriacy.

W ostatniej kolejce jako pierwszy swój skok oddawał Janne Ahonen. Fin poszybował na odległość 125,5 metra i wyprowadził swoją reprezentację na prowadzenie. Na górze pozostał już tylko Martin Schmitt i to on miał zadecydować o losach konkursu. Skoczył 123,5 metra i rozpoczęło się oczekiwanie na jego rezultat.

Ostatecznie Niemcy pokonali Finów najmniejszą możliwą różnicą punktów - 0,1. Podium, niespodziewanie, uzupełnili Słoweńcy. Polacy, głównie dzięki Adamowi Małyszowi, ukończyli zmagania na dobrym, szóstym miejscu.

Łut szczęścia Australijczyka

W Salt Lake City doszło również do jednej z największych niespodzianek w historii igrzysk. W finale biegu na 1000 metrów w short tracku znalazł się Australijczyk, Steven Bradbury. Już sam jego awans był niezwykły. W ćwierćfinale był trzeci i wydawało się, że jego przygoda z IO dobiegła końca. Tymczasem zdyskwalifikowano Marca Gagnona i znalazł się w półfinale.

W nim postanowił jechać z tyłu stawki. Taktyka się sprawdziła, bowiem jego rywale zanotowali upadek, a Australijczyk bez problemu ich wyprzedził i znalazł się w finale. Tam również znajdował się na ostatnim miejscu, aż do... ostatniego okrążenia.

Tuż przed samą metą prawie wszyscy zawodnicy się przewrócili. Prawie, bo jadący z tyłu Steven Bradbury nie uczestniczył w kraksie, ze stoickim spokojem minął przeciwników i sensacyjnie zdobył pierwszy złoty medal dla swojego kraju.

4 centymetry do szczęścia

Czasem o wygranej decydują centymetry, ułamki sekund. Tak było w Soczi podczas rywalizacji panczenistów na dystansie 1500 metrów, a bohaterem historii został Zbigniew Bródka.

Polski zawodnik cztery lata wcześniej zajął dopiero 27. miejsce, w Soczi liczył na poprawę tego rezultatu. Bródka osiągnął świetny czas 1:45.00 min. Taki sam wynik osiągnął Koen Verweij, co oznaczało, że o losach złotego medalu zadecydują tysięczne części sekundy.

Okazało się, że Zbigniew Bródka pokonał Holendra różnicą zaledwie 0,003 sekundy, co w przeliczeniu na odległość dało 4 centymetry! Koen Verweij długo nie mógł pogodzić się z porażką. Kilka dni później zrewanżował się, zwyciężając w biegu drużynowym, w którym Polacy zajęli trzecie miejsce.

W piątek, 9 lutego, rozpoczęły się zimowe igrzyska olimpijskie w Pjongczangu. Miejmy nadzieję, że przyniosą one wiele sportowych emocji, które wspominane będą przez kolejne lata.

Które wydarzenie uważasz za najbardziej dramatyczne?

zagłosuj, jeśli chcesz zobaczyć wyniki

Polub SportoweFakty na Facebooku
Zgłoś błąd
inf. własna

Komentarze (1):

[ Anuluj ] Odpowiadasz na komentarz:

Dowiedz się jak umieszczać linki od tagów, pogrubiać tekst, itp.
  • taki-ja 0
    DRAMAT jest wtedy kiedy ktoś coś traci a nie udaje mu się osiągnąć cel "rzutem na taśmę" bo wtedy nie jest to dramat tylko SZCZĘŚCIE !!!
    Odpowiedz Zgłoś Zablokuj
Pokaż więcej komentarzy (1)
Pokaż więcej komentarzy (1)
Pokaż więcej komentarzy (1)
Już uciekasz? Sprawdź jeszcze to:
×